poniedziałek, 26 czerwca 2017
Dokądkolwiek idziesz, bierzesz tam, siebie.
Spotkałeś osoby, które wciąż szukają nowego. Nowego otoczenia, środowiska, zanim dobrze się rozgoszczą już myślą o tym, że gdzieś indziej byłoby lepiej.
Jeśli dlatego, że chcą poznać nowych ludzi, miejsca kulturę to jest to ciekawość świata.
Jeśli jednak dlatego, że przekonani są, iż w tym nowym miejscu z innymi ludźmi będą szczęśliwi.
Że to ich otoczenie jest powodem wewnętrznych niepokojów, dyskomfortów i złego samopoczucia.
To bardzo często tylko z tego powodu, iż całą odpowiedzialność za swoje życie przerzucić chcą na zewnątrz.
Taki się urodziłem i tego nie zmienię...
Nie mam innego wyjścia...
Nic na to nie poradzę...
To jest poza moją kontrolą...
To język ludzi reaktywnych. Niesieni prądem, i reagujący na wydarzenia schematycznie.
Nie będą nigdzie szczęśliwi, bo zawsze „za płotem trawa będzie bardziej zielona”.
Żyj w zgodzie ze sobą.
Odważ się zajrzeć w głąb siebie.
Przekonasz się, że poczucie wartości, pewność siebie, trwale może być uzyskane tylko dzięki twoim wewnętrznym przekonaniom.
Zewnętrzne czynniki mogą przez chwilę stymulować dobre samopoczucie.
Po czym szukając kolejnych, kolejnych i kolejnych, wpadniesz w nałóg.
Masz jednak wybór, możesz być proaktywny. I żyć w zgodzie ze sobą.
Bo dokądkolwiek się udasz i tak zabierzesz siebie ze sobą.
www.czaszmian.net
wtorek, 6 czerwca 2017
Ura...owany
Wczoraj prowadziłem samochód, wracając z pracy do domu.
Znalazłem się na jednym z ostatnich skrzyżowań na drodze do domu.
I dostrzegłem znajomą twarz, kierowcy siedzącego w samochodzie naprzeciw.
Twarz, która przypomniała mi wiele negatywnych emocji, które przez lata były żywe.
Które wybuchały niczym dynamit, gdy tylko skojarzenie odpalało wspomnienie z nią związane.
Emocje, które nie jeden raz spowodowały, że łzy płynęły mi po policzkach. Ze złości, żalu, poczucia winy, rozczarowania, strachu, bezradność, bólu, lęku, obojętności, odrzucenia, przerażenia, przygnębienia, rozczarowania, rozgoryczenia, samotności, wstydu, zazdrości, zażenowania, zniecierpliwienia.
W tym momencie uświadomiłem sobie, że nie wróciły. Moja praca nad tym, jakiej zmiany dokonałem, spowodowała, że bodziec nie zadziałał. Nie czułem nic i poczułem, jak wypełniać mnie zaczęła radość.
Nie z powodu braku emocji, ale z poczucia wolności. Stało się tak, jak wybrałem!
Zerwałem odpowiedzialne za to połączenie neuronowe w mózgu.
Praca nad umysłem, praca nad własnymi przekonaniami. To jedyny sposób, aby inni ludzie przestali mieć na nas wpływ, kontrolę. Bo to nie oni, ale nasze wewnętrzne przekonania pozwalają im nas krzywdzić.
I znów nie mogłem powstrzymać łez, bo ta radość spowodowała śmiech, niepohamowany, szczery zdrowy.
Jestem proaktywny, jestem wolny, jestem szczęśliwy. A TY?
poniedziałek, 15 maja 2017
DYS...
W
ubiegłym roku byłem zaproszony, aby wygłosić mowę motywacyjną.
W jej tytule z rozmysłem umieściłem tak zwaną literówkę.
Szczegóły ustalaliśmy, korespondując elektronicznie, otrzymałem od organizatora potwierdzenie pocztą elektroniczną. Jednakże na miejscu okazało się, że w materiałach drukowanych ktoś dokonał korekty. Ech...
Tydzień temu w grafice, którą zamieściłem, na portalach internetowych zrobiłem błąd ortograficzny i przyciągnąłem uwagę wielu osób, tym bardziej że była tam treść o edukacji ;)!!!
Pojawiły się komentarze, lecz żaden nie dotyczył przesłania, a wyłącznie ortografii.
Ten błąd nie zmieniał sensu zawartej tezy, tak jak byłoby w przypadku: może – morze.
Lub jak w przypadku: piszę – jest napisane. Albo też „ po najmniejszej linii oporu” zamiast „po linii najmniejszego oporu”.
Przykładamy wagę do dysortografii, dysleksji. Bo mamy to w programie szkoły podstawowej.
W zalewie informacji traktujemy, bardzo powierzchniowo to, co do nas dociera.
Wielu z nas nie przykłada wagi do innego rodzaju a jakże ważnej dysfunkcji.
Bardzo często mianowicie dają się słyszeć zwroty, które w sposób integralny określają osobę i czyn, czyli są epitetem. Jesteś brudny, jesteś głupi, jesteś śmieszny. Zamiast — ubrudziłeś się, to zachowanie jest głupie, to zachowanie jest śmieszne.
Mało kto zdaje sobie sprawę jak takie zwroty wypowiadane zwłaszcza w obecności dzieci, mogą je fatalnie programować. I wcale nie muszą być adresowane wprost do nich.
Zwłaszcza młodsze niż siedmioletnie, u których dopiero myślenie abstrakcyjne się rozwija.
Rzutuje to na ich postrzeganie świata, samoocenę, a w konsekwencji na jakość relacji międzyludzkich, przez nie tworzonych.
Zdania kategorycznie opisujące rzeczywistość w postaci wszyscy ... to, zapisane w umyśle dziecka spowodują, podświadome uprzedzenie czy lęk. Bo jak może być bogaty, ba nawet zaledwie bezpieczny finansowo, jeśli ktoś usłyszał w dzieciństwie komunał „wszystkich nieszczęść na świecie winne są pieniądze”.
W naszym nieświadomym umyśle przechowujemy wszystko, co usłyszeliśmy, co zobaczyliśmy, czego doświadczyliśmy.
Nie da się od słyszeć, nie da się od zobaczyć. Można to jednak przeprogramować.
W czasach, w których żyjemy coraz szybciej, bardzo ważne jest, abyśmy oprócz korzystania z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Sięgali do instrukcji obsługi samych siebie i używali jej namiętnie.
W jej tytule z rozmysłem umieściłem tak zwaną literówkę.
Szczegóły ustalaliśmy, korespondując elektronicznie, otrzymałem od organizatora potwierdzenie pocztą elektroniczną. Jednakże na miejscu okazało się, że w materiałach drukowanych ktoś dokonał korekty. Ech...
Tydzień temu w grafice, którą zamieściłem, na portalach internetowych zrobiłem błąd ortograficzny i przyciągnąłem uwagę wielu osób, tym bardziej że była tam treść o edukacji ;)!!!
Pojawiły się komentarze, lecz żaden nie dotyczył przesłania, a wyłącznie ortografii.
Ten błąd nie zmieniał sensu zawartej tezy, tak jak byłoby w przypadku: może – morze.
Lub jak w przypadku: piszę – jest napisane. Albo też „ po najmniejszej linii oporu” zamiast „po linii najmniejszego oporu”.
Przykładamy wagę do dysortografii, dysleksji. Bo mamy to w programie szkoły podstawowej.
W zalewie informacji traktujemy, bardzo powierzchniowo to, co do nas dociera.
Wielu z nas nie przykłada wagi do innego rodzaju a jakże ważnej dysfunkcji.
Bardzo często mianowicie dają się słyszeć zwroty, które w sposób integralny określają osobę i czyn, czyli są epitetem. Jesteś brudny, jesteś głupi, jesteś śmieszny. Zamiast — ubrudziłeś się, to zachowanie jest głupie, to zachowanie jest śmieszne.
Mało kto zdaje sobie sprawę jak takie zwroty wypowiadane zwłaszcza w obecności dzieci, mogą je fatalnie programować. I wcale nie muszą być adresowane wprost do nich.
Zwłaszcza młodsze niż siedmioletnie, u których dopiero myślenie abstrakcyjne się rozwija.
Rzutuje to na ich postrzeganie świata, samoocenę, a w konsekwencji na jakość relacji międzyludzkich, przez nie tworzonych.
Zdania kategorycznie opisujące rzeczywistość w postaci wszyscy ... to, zapisane w umyśle dziecka spowodują, podświadome uprzedzenie czy lęk. Bo jak może być bogaty, ba nawet zaledwie bezpieczny finansowo, jeśli ktoś usłyszał w dzieciństwie komunał „wszystkich nieszczęść na świecie winne są pieniądze”.
W naszym nieświadomym umyśle przechowujemy wszystko, co usłyszeliśmy, co zobaczyliśmy, czego doświadczyliśmy.
Nie da się od słyszeć, nie da się od zobaczyć. Można to jednak przeprogramować.
W czasach, w których żyjemy coraz szybciej, bardzo ważne jest, abyśmy oprócz korzystania z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Sięgali do instrukcji obsługi samych siebie i używali jej namiętnie.
Gdy poznasz
mechanizmy, które determinują twoje zachowania.
Wtedy będziesz mógł, dokonywać pro aktywnych wyborów.
Wtedy będziesz mógł, dokonywać pro aktywnych wyborów.
Z
drugiej strony, pogłębisz dzięki temu komunikację z innym
człowiekiem. Docierając do jego głęboko schowanego „dlaczego”
zaskoczony będziesz, jak wspaniałe owoce zbierzesz.
Unikniesz sytuacji nie pożądanych, a wykreujesz satysfakcjonujące. W tym zakresie pomocne jest NLP.
Unikniesz sytuacji nie pożądanych, a wykreujesz satysfakcjonujące. W tym zakresie pomocne jest NLP.
czwartek, 27 kwietnia 2017
PORNOGRAFICZNE ULICE!?!
Kiedyś nie umiałem się
uśmiechać!
Nie potrafiłem, ułożyć ust w uśmiech to było dla mnie nienaturalne. Przedtem, gdy widziałem, uśmiechniętych ludzi zastanawiałem się, z czego się tak cieszą? A może ze mnie się podśmiewają?
I jeszcze mnóstwo innych w sumie głupich myśli zaprzątało mi głowę. To był efekt niskiego poczucia własnej wartości, braku pewności siebie, zapewne braku akceptacji siebie samego.
Nie potrafiłem, ułożyć ust w uśmiech to było dla mnie nienaturalne. Przedtem, gdy widziałem, uśmiechniętych ludzi zastanawiałem się, z czego się tak cieszą? A może ze mnie się podśmiewają?
I jeszcze mnóstwo innych w sumie głupich myśli zaprzątało mi głowę. To był efekt niskiego poczucia własnej wartości, braku pewności siebie, zapewne braku akceptacji siebie samego.
Życia podporządkowanego...
Na szczęście te czasy mam za sobą. Uf... Wraz z przemianą mojego wnętrza zadziała się w sposób naturalny zmiana mojej powierzchowności. Teraz nie zastanawiam się jak się uśmiechnąć do zdjęcia? Bo teraz, to naturalny dla mnie stan. Teraz, to ludzie, którzy się nie uśmiechają, zwracają moją uwagę. Bo brak uśmiechu to dla mnie teraz stan nienaturalny.
Dziś jadąc samochodem przez miasto, mijałem stoisko Świadków Jehowy. Jako że musiałem, się zatrzymać przed sygnalizacją mogłem się im chwilę przyjrzeć. Był ciepły dzień mężczyzna blondyn stojący przy stojaku z ich broszurami. Ubrany był w białą koszulę i ciemne spodnie na kant. Obok stała jego towarzyszka w grafitowej sukience czarnych rajstopach i czarnych trzewikach. Dodać do tego jej czarny kolor włosów. Żałobny strój. Chociaż światło zmieniło się na zielone, mogłem więc pojechać w swoją stronę. Wjechałem w osiedlową uliczkę, przy której mieszka mój klient. Miałem mu tylko podać dokument, w razie, gdybym nikogo nie zastał, miałem go wrzucić do skrzynki na listy. Co za przypadek? Chodnikiem kilka domów od posesji mojego klienta widzę, idzie para.
Na oko oboje około trzydziestki. Oboje w szaro granatowych strojach. Ona w spódniczce granatowej do szarych rajstop i czarnego żakietu. On w granatowych spodniach i grafitowej kurtce.
W rękach on miał broszury ona książkę. Znowu Świadkowie przemknęło mi przez myśl.
Zatrzymałem się przy domu klienta i wysiadłem z samochodu. Podszedłem do zielonej metalowej furtki wkomponowanej w ogrodzenie z drucianej siatki. Za którą żywopłot tworzył nieprzeniknioną ścianę. Nacisnąłem na klamkę zamknięte. Na słupku przy furtce znajdował się dzwonek, zadzwoniłem. Czekam, trzydzieści sekund, nic, kolejną minutę, nic. Czekałem kolejne pół minuty i zadzwoniłem ponownie. Kolejna minuta oczekiwania nic. Ok na furtce znajdowała się skrzynka na listy także w kolorze zieleni. Wsunąłem do jej wnętrza dokument, który przywiozłem. Odwróciłem się i zmierzałem do samochodu. Dostrzegłem kontem oka, że już tylko kilkanaście kroków ode mnie jest ta dwójka smutnych ludzi, których mijałem chwilę wcześniej. Szli, a na ich twarzach miny jakby nieśli wieści o czymś gorszym niż koniec świata. Nie no nie wytrzymałem, zatrzymałem się. Poczekałem, aż zbliżyli się na około dwa metry do mnie. I odezwałem się wtedy do nich- Witam czy Państwo niosą dobrą nowinę.- Ich miny zmieniły się ze smutnych w zdziwione. I po ułamku sekundy skonsternowania odpowiedzieli chóralnie niepewnymi głosy.- Tak... - To dlaczego niosąc dobrą nowinę macie smutne miny? - Ich twarze obrazowały teraz jeszcze większe zdziwienie.
Zig Ziglar dla wielu autorytet w kwestii sprzedaży. Człowiek niewątpliwie godny naśladowania jako etyczny i skuteczny sprzedawca. Bardzo rodzinny, ciepły sympatyczny człowiek.
W jednej ze swoich książek zawarł taką myśl.
„Jeśli wyszedłbym z domu bez uśmiechu, to tak jakbym wyszedł bez ubrania”.
Ja mam wrażenie, że nasze ulice są bardzo pornograficzne-pełne nieubranych ludzi.
A gdy widzę ludzi, którzy mają mnie do czegoś zachęcić, a swoją powierzchownością mnie odstraszają...
To myślę, że przydałyby im się korepetycje. Zapraszam :)
Na szczęście te czasy mam za sobą. Uf... Wraz z przemianą mojego wnętrza zadziała się w sposób naturalny zmiana mojej powierzchowności. Teraz nie zastanawiam się jak się uśmiechnąć do zdjęcia? Bo teraz, to naturalny dla mnie stan. Teraz, to ludzie, którzy się nie uśmiechają, zwracają moją uwagę. Bo brak uśmiechu to dla mnie teraz stan nienaturalny.
Dziś jadąc samochodem przez miasto, mijałem stoisko Świadków Jehowy. Jako że musiałem, się zatrzymać przed sygnalizacją mogłem się im chwilę przyjrzeć. Był ciepły dzień mężczyzna blondyn stojący przy stojaku z ich broszurami. Ubrany był w białą koszulę i ciemne spodnie na kant. Obok stała jego towarzyszka w grafitowej sukience czarnych rajstopach i czarnych trzewikach. Dodać do tego jej czarny kolor włosów. Żałobny strój. Chociaż światło zmieniło się na zielone, mogłem więc pojechać w swoją stronę. Wjechałem w osiedlową uliczkę, przy której mieszka mój klient. Miałem mu tylko podać dokument, w razie, gdybym nikogo nie zastał, miałem go wrzucić do skrzynki na listy. Co za przypadek? Chodnikiem kilka domów od posesji mojego klienta widzę, idzie para.
Na oko oboje około trzydziestki. Oboje w szaro granatowych strojach. Ona w spódniczce granatowej do szarych rajstop i czarnego żakietu. On w granatowych spodniach i grafitowej kurtce.
W rękach on miał broszury ona książkę. Znowu Świadkowie przemknęło mi przez myśl.
Zatrzymałem się przy domu klienta i wysiadłem z samochodu. Podszedłem do zielonej metalowej furtki wkomponowanej w ogrodzenie z drucianej siatki. Za którą żywopłot tworzył nieprzeniknioną ścianę. Nacisnąłem na klamkę zamknięte. Na słupku przy furtce znajdował się dzwonek, zadzwoniłem. Czekam, trzydzieści sekund, nic, kolejną minutę, nic. Czekałem kolejne pół minuty i zadzwoniłem ponownie. Kolejna minuta oczekiwania nic. Ok na furtce znajdowała się skrzynka na listy także w kolorze zieleni. Wsunąłem do jej wnętrza dokument, który przywiozłem. Odwróciłem się i zmierzałem do samochodu. Dostrzegłem kontem oka, że już tylko kilkanaście kroków ode mnie jest ta dwójka smutnych ludzi, których mijałem chwilę wcześniej. Szli, a na ich twarzach miny jakby nieśli wieści o czymś gorszym niż koniec świata. Nie no nie wytrzymałem, zatrzymałem się. Poczekałem, aż zbliżyli się na około dwa metry do mnie. I odezwałem się wtedy do nich- Witam czy Państwo niosą dobrą nowinę.- Ich miny zmieniły się ze smutnych w zdziwione. I po ułamku sekundy skonsternowania odpowiedzieli chóralnie niepewnymi głosy.- Tak... - To dlaczego niosąc dobrą nowinę macie smutne miny? - Ich twarze obrazowały teraz jeszcze większe zdziwienie.
Zig Ziglar dla wielu autorytet w kwestii sprzedaży. Człowiek niewątpliwie godny naśladowania jako etyczny i skuteczny sprzedawca. Bardzo rodzinny, ciepły sympatyczny człowiek.
W jednej ze swoich książek zawarł taką myśl.
„Jeśli wyszedłbym z domu bez uśmiechu, to tak jakbym wyszedł bez ubrania”.
Ja mam wrażenie, że nasze ulice są bardzo pornograficzne-pełne nieubranych ludzi.
A gdy widzę ludzi, którzy mają mnie do czegoś zachęcić, a swoją powierzchownością mnie odstraszają...
To myślę, że przydałyby im się korepetycje. Zapraszam :)
środa, 5 kwietnia 2017
ŁATWE ŻYCIE !?!
W ostatnim
artykule wspomniałem, że pokażę przykład tego, jak trudności
mogą przełożyć się na motywację. Oto on:
Miejsce akcji: Miasto w Polsce około trzydziestu tysięcy mieszkańców.
Czas: Od roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego do dziś.
Występują: Zmienię ich imiona, gdyż to prawdziwe postacie. Załóżmy Adam i Bartek.
W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym roku przychodzą na świat, obaj bohaterowie mieszkają nawet niedaleko od siebie. Ojciec Adama to urzędnik mama nauczycielka.
Miejsce akcji: Miasto w Polsce około trzydziestu tysięcy mieszkańców.
Czas: Od roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego do dziś.
Występują: Zmienię ich imiona, gdyż to prawdziwe postacie. Załóżmy Adam i Bartek.
W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym roku przychodzą na świat, obaj bohaterowie mieszkają nawet niedaleko od siebie. Ojciec Adama to urzędnik mama nauczycielka.
Rodzice Bartka rodzice pracowali fizycznie.
Każdy z nich ma młodszego brata. Obaj przyszli na świat w pełnych rodzinach.
Niestety Bartka ojciec zachorował i zmarł, gdy ten skończył zaledwie podstawówkę. Zatem, aby się szybko usamodzielnić i wesprzeć matkę poszedł do szkoły zawodowej. A gdy tylko nadarzała się okazja, imał się różnych zajęć, aby też jakiś grosz zarobić. W końcu znalazł stałe miejsce zatrudnienia, w sklepie którego właścicielem był daleki krewny.
Adam nie miał takich doświadczeń. Po zajęciach w liceum, w którym nauka szła mu bardzo dobrze, mógł się oddawać swoim pasją. Grze w piłkę, słuchaniu muzyki, flirtowaniu z dziewczynami.
Rok rocznie wyjeżdżał na wakacje z rodzicami. A troski, które zaprzątały jego głowę, podobne były do tych, które absorbowały większość jego rówieśników.
Bartek zakończył edukację w zawodówce i poszedł do technikum wieczorowego. Cały czas równocześnie pracując, awansował. W wieku osiemnastu lat został kierownikiem sklepu. Był jednak głodny czegoś więcej, rozpoczął studia zaoczne. Cały czas pracował w tym samym sklepie.
Adam ukończył liceum i wyjechał na studia dzienne do Wrocławia. Pracował tam wieczorami i w weekendy jako sprzedawca w galerii handlowej, gdyż pieniądze od rodziców nie starczałyby poimprezować. Zaliczał kolejne... egzaminy, aż ukończył studia z tytułem magistra.
Bartek założył własny sklep i... zbankrutował!!! Zakończył więc edukację z tytułem inżyniera. Zatrudnił się w korporacji. Został przedstawicielem handlowym. Adam miał tytuł i wiedzę, która nie była rozchwytywana na rynku pracy. Wrócił po studiach do swojego rodzinnego miasta i szukał pracy. Po wielotygodniowych poszukiwaniach zaczął pracować jako sprzedawca w markecie.
Bartek poznawał konstrukcję dużej firmy od środka zafascynowany nowym środowiskiem. Poznawał mechanizmy, których nie miał szans poznać, gdy pracował w lokalnym sklepiku. Awansował w firmie, która go zatrudniała. Ożenił się, pojawiły się dzieci. Adam też się ożenił. Nie był jednak zadowolony z zajęcia, które wykonywał, więc zmienił pracę, a bardziej pracodawcę. Zajęcie, które wykonywał, raczej nie różniło się od poprzedniego.
Rok dwa tysiące piąty.
Bartek nauczył się wielu rzeczy, które uznał za wartościowe. Odłożył trochę pieniędzy, bo w korporacji zarabiał niezgorzej. I otworzył kolejny własny biznes. Który tym razem prosperował przyzwoicie.
Adam też chciał poprawić swój los i zarabiać sensowne pieniądze, pojawiło się dziecko. Zmienił więc... pracodawcę po raz kolejny. Wtedy go poznałem. I usłyszałem o krwiopijcy, od którego Adam wynajmuje mieszkanie. I o tym, że oprócz tego domu, w którym Adam mieszka, to ten człowiek ma jeszcze kilka domów i sklepów. I jeszcze nie wiadomo, czym się zajmuje. Jeździ luksusowym samochodem. I jak jakieś wydarzenia kulturalne się dzieją, w ich mieście to oczywiście czyj baner reklamowy jako sponsora wisi? -Mówił to z pretensją i pogardą. Żalił się, że jak nie ureguluje czynszu zgodnie z terminem na umowie, to za dwa dni ma już monit w skrzynce na listy. Tyle ma. A taki wyliczony jest! A jego żona i dzieci...
Rok dwa tysiące piętnasty.
Przez podobne zainteresowania poznałem człowieka, od którego Adam wynajmował mieszkanie.
Gdy się bliżej poznaliśmy, opowiedział mi, jak to nabywał doświadczeń w biznesie. Jakim to trudem wysiłkiem i wyrzeczeniami okupił, ażeby osiągnąć, taki styl życia, jaki ma teraz. I o tym, że nie był mu łatwo, bo gdy miał zaledwie kilkanaście lat stracił ojca. A pierwszy sklep jaki założył zbankrutował po pół roku działalności. Zapytałem Bartka o Adama, nie zna go osobiście i nie kojarzy, bo ma osobę, która się zajmuje administracją jego nieruchomościami.
A Adam zna, Ciebie bardzo dobrze — przyszło mi na myśl, ale nie powiedziałem tego.
Bartek opowiadał mi, jak najbliższe mu osoby odradzały mu podejmowanie kroków, które go zaprowadziły tu, gdzie jest teraz. Mama, brat, potem jeszcze żona odradzała zakładanie własnego biznesu. Wszyscy radzili pozostanie trybem w korporacji.
Zapytałem, co Ciebie tak nakręciło, że się wciąż „wspinasz” w swoim biznesie i w życiu.
Usłyszałem w odpowiedzi – Cały czas chcę swoje życie czynić łatwiejszym i lepszym.
A trudności, jakie po drodze Ciebie spotykają?- Zapytałem. No, właśnie gdy mnie spotyka jakaś trudność, to traktuję ją jako kolejny stopień wtajemniczenia. Kolejny krok w drodze do wiedzy.
Nie wiem wszystkiego, może ktoś wie. Ja nie. Jestem pewien, że wiem więcej niż gdybym nie zrobił tych wszystkich rzeczy, które zrobiłem. I nie miałbym tej mądrości i pokory, którą mam.
Wszystkie te trudne rzeczy, które mnie spotkały, są fundamentem tego, kim dziś jestem.
www.czaszmian.net
Każdy z nich ma młodszego brata. Obaj przyszli na świat w pełnych rodzinach.
Niestety Bartka ojciec zachorował i zmarł, gdy ten skończył zaledwie podstawówkę. Zatem, aby się szybko usamodzielnić i wesprzeć matkę poszedł do szkoły zawodowej. A gdy tylko nadarzała się okazja, imał się różnych zajęć, aby też jakiś grosz zarobić. W końcu znalazł stałe miejsce zatrudnienia, w sklepie którego właścicielem był daleki krewny.
Adam nie miał takich doświadczeń. Po zajęciach w liceum, w którym nauka szła mu bardzo dobrze, mógł się oddawać swoim pasją. Grze w piłkę, słuchaniu muzyki, flirtowaniu z dziewczynami.
Rok rocznie wyjeżdżał na wakacje z rodzicami. A troski, które zaprzątały jego głowę, podobne były do tych, które absorbowały większość jego rówieśników.
Bartek zakończył edukację w zawodówce i poszedł do technikum wieczorowego. Cały czas równocześnie pracując, awansował. W wieku osiemnastu lat został kierownikiem sklepu. Był jednak głodny czegoś więcej, rozpoczął studia zaoczne. Cały czas pracował w tym samym sklepie.
Adam ukończył liceum i wyjechał na studia dzienne do Wrocławia. Pracował tam wieczorami i w weekendy jako sprzedawca w galerii handlowej, gdyż pieniądze od rodziców nie starczałyby poimprezować. Zaliczał kolejne... egzaminy, aż ukończył studia z tytułem magistra.
Bartek założył własny sklep i... zbankrutował!!! Zakończył więc edukację z tytułem inżyniera. Zatrudnił się w korporacji. Został przedstawicielem handlowym. Adam miał tytuł i wiedzę, która nie była rozchwytywana na rynku pracy. Wrócił po studiach do swojego rodzinnego miasta i szukał pracy. Po wielotygodniowych poszukiwaniach zaczął pracować jako sprzedawca w markecie.
Bartek poznawał konstrukcję dużej firmy od środka zafascynowany nowym środowiskiem. Poznawał mechanizmy, których nie miał szans poznać, gdy pracował w lokalnym sklepiku. Awansował w firmie, która go zatrudniała. Ożenił się, pojawiły się dzieci. Adam też się ożenił. Nie był jednak zadowolony z zajęcia, które wykonywał, więc zmienił pracę, a bardziej pracodawcę. Zajęcie, które wykonywał, raczej nie różniło się od poprzedniego.
Rok dwa tysiące piąty.
Bartek nauczył się wielu rzeczy, które uznał za wartościowe. Odłożył trochę pieniędzy, bo w korporacji zarabiał niezgorzej. I otworzył kolejny własny biznes. Który tym razem prosperował przyzwoicie.
Adam też chciał poprawić swój los i zarabiać sensowne pieniądze, pojawiło się dziecko. Zmienił więc... pracodawcę po raz kolejny. Wtedy go poznałem. I usłyszałem o krwiopijcy, od którego Adam wynajmuje mieszkanie. I o tym, że oprócz tego domu, w którym Adam mieszka, to ten człowiek ma jeszcze kilka domów i sklepów. I jeszcze nie wiadomo, czym się zajmuje. Jeździ luksusowym samochodem. I jak jakieś wydarzenia kulturalne się dzieją, w ich mieście to oczywiście czyj baner reklamowy jako sponsora wisi? -Mówił to z pretensją i pogardą. Żalił się, że jak nie ureguluje czynszu zgodnie z terminem na umowie, to za dwa dni ma już monit w skrzynce na listy. Tyle ma. A taki wyliczony jest! A jego żona i dzieci...
Rok dwa tysiące piętnasty.
Przez podobne zainteresowania poznałem człowieka, od którego Adam wynajmował mieszkanie.
Gdy się bliżej poznaliśmy, opowiedział mi, jak to nabywał doświadczeń w biznesie. Jakim to trudem wysiłkiem i wyrzeczeniami okupił, ażeby osiągnąć, taki styl życia, jaki ma teraz. I o tym, że nie był mu łatwo, bo gdy miał zaledwie kilkanaście lat stracił ojca. A pierwszy sklep jaki założył zbankrutował po pół roku działalności. Zapytałem Bartka o Adama, nie zna go osobiście i nie kojarzy, bo ma osobę, która się zajmuje administracją jego nieruchomościami.
A Adam zna, Ciebie bardzo dobrze — przyszło mi na myśl, ale nie powiedziałem tego.
Bartek opowiadał mi, jak najbliższe mu osoby odradzały mu podejmowanie kroków, które go zaprowadziły tu, gdzie jest teraz. Mama, brat, potem jeszcze żona odradzała zakładanie własnego biznesu. Wszyscy radzili pozostanie trybem w korporacji.
Zapytałem, co Ciebie tak nakręciło, że się wciąż „wspinasz” w swoim biznesie i w życiu.
Usłyszałem w odpowiedzi – Cały czas chcę swoje życie czynić łatwiejszym i lepszym.
A trudności, jakie po drodze Ciebie spotykają?- Zapytałem. No, właśnie gdy mnie spotyka jakaś trudność, to traktuję ją jako kolejny stopień wtajemniczenia. Kolejny krok w drodze do wiedzy.
Nie wiem wszystkiego, może ktoś wie. Ja nie. Jestem pewien, że wiem więcej niż gdybym nie zrobił tych wszystkich rzeczy, które zrobiłem. I nie miałbym tej mądrości i pokory, którą mam.
Wszystkie te trudne rzeczy, które mnie spotkały, są fundamentem tego, kim dziś jestem.
www.czaszmian.net
poniedziałek, 20 marca 2017
Błogosławione trudności
Znów muszę wytężyć głowę. Muszę się nauczyć czegoś nowego. Z czegoś zrezygnować, na rzecz czegoś dla mnie cenniejszego. Czegoś, co jest dla mnie ważniejsze.
Wyzwaniem było dla mnie kiedyś chodzenie o kulach, gdy miałem złamaną nogę.
Dziś to śmieszne muszę nauczyć się obsługi aplikacji.
A są ludzie, którzy mierzą się ze znacznie większymi wyzwaniami w swojej codzienności.
Takie sytuacje mniejsze lub większe są udziałem każdego z nas co dzień.
Co chwila spotykają nas wyzwania. Co rusz musimy nasze plany korygować, modyfikować.
Żeby iść, dalej uczymy się czegoś dla nas nowego.
Żeby iść, dalej robimy coś dla nas trudnego.
Żeby iść, dalej działamy inaczej niż dotychczas.
Żeby iść, dalej przełamujemy schemat.
Żeby iść, dalej rozwijamy się.
Nie pozostaje to bez wpływu na inne obszary naszego życia.
Łatwiej z nowymi umiejętnościami radzić sobie z kolejnym wyzwaniem.
Wyzwanie czy przeciwność?
Lekcja czy problem?
Tak czy...?
Następnym razem pokaże to na konkretnych przykładach.
www.czaszmian.net
środa, 15 marca 2017
Przeciwności losu
Jeszcze chwila jeszcze moment. Jeszcze dwa skrzyżowania. Jeszcze kilka
kilometrów. Jeszcze dwa dni. Jeszcze te trzy sztuki lub jeszcze ten
jeden raz. I już. Już jestem. Już pewny, że jestem tu...
Gdy BUM!!! Potrzaskane auto.
Znów los jest przeciwko mnie. Wszystko, do czego pędziłem, oddala się i znika za horyzontem.
Poczucie żalu. Rozgoryczenie, uczucie porażki.
Tam za sto kilometrów czekała na mnie nagroda.
Myśli kłębią się wokół straty. Zapętliły się w celebrowaniu — nieszczęścia.
Do momentu, w którym przyszło otrzeźwienie. To, co się może wydarzyć, jest imaginacją, do momentu aż się wydarzy. Zatem zawsze jest możliwy rezultat pozytywny lub negatywny.
Nie wiem co na mnie czekało za kolejny kilometr, dziesięć, czy sto.
Może dzięki temu uniknąłem czegoś, może gorszego... Nigdy nie wiesz.
A może... to zdarzenie losowe, ma mieć inne znaczenie.
O tym będzie następny wpis.
http://czaszmian.net/
Gdy BUM!!! Potrzaskane auto.
Znów los jest przeciwko mnie. Wszystko, do czego pędziłem, oddala się i znika za horyzontem.
Poczucie żalu. Rozgoryczenie, uczucie porażki.
Tam za sto kilometrów czekała na mnie nagroda.
Myśli kłębią się wokół straty. Zapętliły się w celebrowaniu — nieszczęścia.
Do momentu, w którym przyszło otrzeźwienie. To, co się może wydarzyć, jest imaginacją, do momentu aż się wydarzy. Zatem zawsze jest możliwy rezultat pozytywny lub negatywny.
Nie wiem co na mnie czekało za kolejny kilometr, dziesięć, czy sto.
Może dzięki temu uniknąłem czegoś, może gorszego... Nigdy nie wiesz.
A może... to zdarzenie losowe, ma mieć inne znaczenie.
O tym będzie następny wpis.
http://czaszmian.net/
Subskrybuj:
Posty (Atom)






