wtorek, 31 stycznia 2017
Brzydkie słowo - sprzedaż .
Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować.
Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:
- No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę.
- Jedną, szefie.
- Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?
- Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
Szefa zatkało.
- Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!
- No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...
- Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
- Potem przekonałem klienta ,,żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby przewieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
- Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby na ryby...
Nie ma się co śmiać, są ludzie, którzy są postrzegani jako urodzeni sprzedawcy, i są tacy, którzy swą pracę wykonują za karę. Pomiędzy nimi jest wielu merytorycznych fachowców (czytaj przeciętnych).
Moje doświadczenie zawodowe od zawsze związane jest z handlem, owszem zmieniały się branże. Zmieniałem stanowiska i zakresy obowiązków. Całe moje doświadczenie zawodowe to jednak praca w handlu. Na początku robiłem to, bo tak trafiłem i nie byłem z tego powodu wcale szczęśliwy raczej przymuszony. Kiedy natknąłem się na książkę, którą napisał Frank Betteger „Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie” zmieniłem swoje spojrzenie na moją pracę, a to spowodowało zmianę wyników, jakie miałem w pracy in plus. Skoro, aby podnosić kwalifikacje. Zbierałem doświadczenie zawodowe i wykorzystywałem je do ulepszania swojego warsztatu. To zaowocowało taką sytuacją, iż od kilku lat otrzymuję systematycznie kilka zaproszeń rocznie do współpracy od różnych firm. Szkolę współpracowników w firmie, bo lubię, bo ułatwia to naszą pracę oraz z dobrze pojętego egoizmu. Zdobyłem doświadczenie w tradycyjnym handlu oraz także w MLM i wiem jak nie łatwym, ale przy tym prostym jest to kawałkiem chleba. Wśród osób właśnie działających w MLM-ach często słyszę – my nic nie sprzedajemy. Wielu osobom sprzedaż kojarzy się jakoś negatywnie. W książce Katarzyny Bondy „Maszyna do pisania” spotkałem taki zwrot „brzydkie słowo sprzedaż”. Słowo nie jest brzydkie, ma taki charakter, jaki mu nadamy-cholera – to nazwa jednostki chorobowej użyta jako przekleństwo nosi negatywny ładunek przekazu. A sprzedaż-czy jest coś złego w wymianie dóbr, jaka występuje wśród ludzi. Tym bardziej że jest to działanie dobrowolne. Brakuje mi logiki w tym, że sporo ludzi oponuje co do zakazu handlu w niedzielę, a słowu sprzedaż przypisuje negatywne znaczenie. Ludzie uwielbiają kupować, a nienawidzą, żeby im sprzedawać. Z drugiej strony u osób, które dobrze radzą sobie w takiej pracy, upatruje się magicznych mocy, nadprzyrodzonych umiejętności i skrywanych sekretów. Albo też umiejętności manipulacji czy hipnozy. Jest jeden sekret sprzedaży, nie wiem, czy jesteście gotowi go poznać i czy na pewno powinienem go zdradzać.
Sekret jest taki, że nie ma żadnego sekretu.
Są ludzie, którzy mają bardziej rozwinięte cechy potrzebne dobremu sprzedawcy. Są też tacy, którzy to w sobie wykształcili. A ci, którzy nie mają ochoty się uczyć? No cóż, wśród nich niestety są ci, których etyka zawodowa zostawia wiele do życzenia. Sam wyszkoliłem kilkunastu ekspertów sprzedaży. Naprawdę można wykształcić w sobie umiejętności efektywnej sprzedaży. I nie trzeba się uciekać do manipulacji. Jednak żeby w ogóle posiąść taką wiedzę i ją wprowadzić w życie nieodzowne jest odpowiednie nastawienie. Nieodzowny jest odpowiedni sposób myślenia. Szacunek do innych ludzi. A poza tym nauka i jeszcze raz nauka, a potem? Praktykowanie nabytych umiejętności i pogłębianie wiedzy. Wszystkie zmiany mają źródło na poziomie świadomości, ale zachodzą w nieświadomości. Zegarek, jaki nosi 007, nie uczyni cię tak błyskotliwym, jakim jest najsławniejszy agent JKM. Perfumowanie się zapachem o nazwie Gabriela Sabatini nie spowoduje, że będziesz grać lepiej w tenisa. Nie dokonasz żadnych zmian w sobie za pomocą gadżetów. Możesz zrobić to wszystko taniej, bo nie musisz nabywać „magicznych” przedmiotów. Będzie to na pewno trudne, bo to tak jakbyś grał sam ze sobą w szachy. Jak już kiedyś wspominałem, zmiany nastąpią i nie zatrzymasz ich, ale możesz nadać im kierunek.
Dlaczego więc nie po to, aby stać się lepszym? Tylko od Ciebie zależy w czym.
Więcej znajdziesz na: http://czaszmian.net/
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Lustro
Wszedłem do wąskiego, słabo
oświetlonego korytarzyka , który był poczekalnią do gabinetu
lekarskiego i rejestracji . Pięć krzeseł ustawionych rzędem pod
ścianą , dwa zajęte przez starszą parę – zapewne małżeństwo
. Witam się i pytam czy czekają do rejestracji . W imieniu ich
obojga odpowiada kobieta siwa sześćdziesięcioletnia zapewne –
Nie, my do gabinetu , a w rejestracji jest jedna pani , więc musi
pan chwilę zaczekać . - Miły głos ,wyczerpująca informacja ,
uśmiech sam cisnął mi się na twarz . Podziękowałem i spokojnie
oczekiwałem na swoją kolej. Oglądałem grę cieni na ścianie
tworzoną przez światło słoneczne, które aby się tu dostać
musiało przeciskać się przez liście i gałęzie drzewa rosnącego
zaraz za jedynym oknem poczekalni .
Wtem drzwi rejestracji otworzyły się
i z tej przyjemnej zadumy wyrwał mnie głos wracającej do
poczekalni pacjentki . Wyglądała na emerytowaną nauczycielkę.
Czarne włosy wyczesane w kok , biała bluzka , a na to narzucony
rozpinany bordowy sweter . Tonem pełnym niecierpliwości ,
pretensji, wręcz agresywnym powiedziała –„ Do widzenia „ . -
A zamknąwszy drzwi za sobą do zgromadzonych w poczekalni, już nie
tak agresywnie, lecz bardziej jakby szukając współczucia – „Taki
człowiek w ogóle nie powinien pracować , co ona sobie myśli ta
rejestratorka!” . Ja mam mieć czas przychodzić tu co trzy
miesiące?! . No jak można tak traktować chorego człowieka!, . -
No cóż pomyślałem … teraz moja kolej . Sprawdzę czy ta pani w
rejestracji faktycznie jest taka „ straszna „ .
Wstałem podszedłem do drzwi a one
same się przede mną otworzyły – Pomyślałem - Potwór wychodzi mi na spotkanie ? - Zza skrzydła drzwi wyłoniła się tęga, nie wysoka kobieta
, czarne włosy spięte w kucyk kontrastowały z białym strojem
pracownika służby zdrowia . Zapytała poważnym tonem” ktoś z
państwa do rejestracji ?”. Odważyłem się i powiedziałem
uprzejmie i z uśmiechem .
- Dzień dobry . Ja właśnie do
pani .- Zapraszam . - Cofnęła się i usiadła przy biurku . Po jej lewej stronie stało krzesło , które mi wskazała gestem i powiedziała – Proszę usiąść .
W przyjaznej atmosferze załatwiłem
sprawę , z którą przyszedłem . Gdy wychodziłem podziękowałem i życzyłem
pani miłego dnia . Odwzajemniła to z uśmiechem . To nic , że mam wyznaczoną wizytę
za pół roku . We wciąż zmieniającej się rzeczywistości naszej
służby zdrowia wcale nie mając pewności , że tak będzie . Jednak
dostrzegłem wyraźnie , że świat jest jak doskonałe lustro . I to
co nas irytuje w innych często jest naszą własną bolączką . W
ciągu kilku minut przekonałem się o tym jak bardzo świat nam
sprzyja . Tylko od nas zależy czego od niego oczekujemy .
P.S. Może siedząc wkrótce przy
świątecznym stole zamiast ulegać stereotypom i powielać sytuacje
z lat ubiegłych okaż zainteresowanie kimś (czymś) nudnym . Wykaż
więcej cierpliwości , wsłuchaj się w opowieści niby rok rocznie
takie same . I przekonaj się co się zmieniło . Nie koniecznie w opowieściach .
poniedziałek, 28 listopada 2016
Trzeba uważać
Miesiąc temu . Jadę pachnącym
nowością , moim czerwonym suwem . Ostatnie skrzyżowanie przez
które muszę się przebić , wyjeżdżam z podporządkowanej , i
jestem na miejscu . Jadę poćwiczyć w siłowni zlokalizowanej przy
centrum handlowym . Niestety ruch jest spory .
A niefrasobliwość innych kierowców ogromna , więc wyjechać z podporządkowanej jest trudno .
Gdy ja doczłapałem już do
skrzyżowania stwierdziłem , że nie będę czekać będę działać
.
Spojrzałem na samochód , od którego
kierowcy zależało czy będę kontynuował podróż .Zielone Polo , o kierownicą którego oparta była
kobieta , na oko trzydzieści kilka lat , ciemne włosy spływające
na ramiona . Robiła wrażenie zamyślonej , skupionej gdzieś mocno
myślami na czymś innym niż to co dzieje się naokoło niej .
Melancholijna jakby wycofana . No cóż skupiam całą uwagę na niej
patrzę , patrzę... . Po chwili ona spogląda na mnie wciąż z tym
poważnym wyrazem twarzy . Ja wtedy uśmiecham się do niej . Palcem
wskazującym prawej dłoni rysuję w powietrzu przed moją twarzą
łuk jakbym powiększał uśmiech . Ona zaczyna się śmiać i dłonią
czyni gest którym zaprasza mnie do wjazdu przed sobą na
skrzyżowanie . Dosłownie dwie sekundy później ze skrzyżowania
zjeżdża auto które tarasowało mi drogę . Ruszam dalej , mrugając
jeszcze światłami awaryjnymi w podziękowaniu za wyświadczoną
uprzejmość .
Sto pięćdziesiąt metrów dalej
wjeżdżam na parking podziemny i jestem na miejscu . Kilka minut
zajęło mi znalezienie miejsca do zaparkowania . Parkuję po czym
energicznym krokiem udaję się do siłowni . Po drodze chcę kupić
jeszcze wodę na trening . Rezygnuję jednak z wchodzenia do marketu
, udaję się do sklepu drogeryjnego zlokalizowanego po sąsiedzku z
klubem do którego zmierzam . Idę do regału z napojami sięgam małą
butelkę ulubionej wody mineralnej obchodzę regał zawracam i idę
do kasy . W kolejnej alejce regałów niespodzianka , kobieta która
mnie wpuściła na skrzyżowaniu . Stoi i lustruje wzrokiem równo poukładane butelki szamponów . Ten sam melancholijny , refleksyjny wyraz twarzy . Stoi ,
zapewne żeby mieć lepszy ogląd po przeciwnej stronie alejki . Plecami
przy samym regale , zatem przechodzę przed nią . A znajdując się
przed nią mówię – Dziękuję ,że mnie wpuściłaś na
skrzyżowaniu . - Ona robi wrażenie wyrwanej z letargu reaguje
uśmiechem widać jednak , że podszytym konsternacją . A ja idąc
nie czekając na jej kolejne reakcje , myślę jak niewiele trzeba
żeby się ktoś uśmiechnął . Wchodzę do siłowni , przebieram się
. A po czterdziestu pięciu minutach intensywnej pracy nad swoją
kondycją zaczynam się rozciągać . Wtedy dostrzegam , że na
kanapie przy wejściu do sali gdzie są prowadzone zajęcia grupowe
siedzi właśnie ona .
Ta która wpuściła mnie na
skrzyżowaniu , ta którą spotkałem w drogerii . Zaśmiałem się w
duchu sam do siebie . Pomyślałem znów przejdę tuż przed nią bo
tylko tamtędy mogę udać się do szatni .
Skończyłem po kilku minutach się
rozciągać i ruszyłem w stronę szatni . Ona faktycznie , czekała
poprzednie zajęcia na sali właśnie się skończyły . Ostatni z
uczestników poprzednich zajęć opuścili salę . Oczekujący na
kolejne nieśpiesznie zapełniali ją na nowo . Idę i już jestem
krok przed tą kobietą , gdy ona wstaje kanapy . Rozgląda się
nieco aby nie zderzyć się z kimś śpieszącymi do szatni lub z
nich wychodzącym . I dostrzegłszy mnie uśmiecha się tym razem
szeroko , szczerze i mówi – Czerwone Reno . - Odpowiadam uśmiechem
i potakująco kiwam głową i udaję się do szatni .
Dwa dni później również byłem w
tym klubie . Tym razem byłem dobrą godzinę wcześniej , poświęciłem
na ćwiczenia trochę więcej czasu . Wychodząc już odświeżony ,
widzę na kanapie znów siedzi ta uprzejma kobieta . Tym razem
bardziej ożywiona popatruje to w prawo to w lewo .
Gdy dostrzegła mnie nadchodzącego jej
wyraz twarzy zrobił się promienny a gdy spotkaliśmy się wzrokiem
uśmiechnęła się . Macie tak , że czasem robicie coś pod wpływem
chwili impulsu i bez przemyślenia ? Usiadłem na bocznym oparciu
kanapy , po jej prawej stronie . Tuż obok niej lecz wyżej o jakieś
trzydzieści centymetrów . Tak , że aby patrzeć na mnie musiała
zadzierać głowę do góry . Spojrzałem jej w oczy w których znów
była konsternacja i zacząłem mówić tym swoim niskim , radiowym
głosem .
- Kiedy poprosiłem Cię żebyś
mnie wpuściła na skrzyżowaniu , uśmiechnęłaś się . - Jej
źrenice rozszerzyły się . - Gdy Ci podziękowałem za to w
drogerii , uśmiechnęłaś się . - Kąciki jej ust uniosły się
nieco , kontynuowałem . - Gdy skojarzyłaś mnie z samochodem, uśmiechnęłaś się . - jej usta uchyliły się ukazując nieco
biel zębów . - Dam Ci prezent . - Jej twarz rozpromieniała teraz
już wszystkie zęby ukazały się w uśmiechu , oparłem lewą dłoń
o jej prawe ramię nie przerywając wywodu .- Od teraz za każdym
razem kiedy pomyślisz o czerwonym samochodzie będziesz się
uśmiechać . - Sekundę później zabrałem dłoń z jej ramienia ,
wstałem i ruszyłem spokojnie do wyjścia . W lustrze dostrzegłem
jej rozmarzoną teraz twarz . A pozycja w której teraz siedziała
manifestowała – błogo mi .
Minęły dwa tygodnie , po których znów spotkałem ową kobietę .
Gdzie ? A jakże w siłowni . Dostrzegłem ją z daleka idąc
korytarzem . Ciekawe , że zanim mnie dostrzegła uśmiechała się .
Lecz gdy znalazłem się w polu jej widzenia zrobiła minę jakby
obrażoną . Usta ściągnęła w wyrazie zaciętości .
Wzrok wbijała we mnie , lecz jej oczy zdradzały , że nie może
powstrzymać uśmiechu .
- - Co ty mi zrobiłeś ? - Przestała udawać , rozpromieniała .
Uśmiechała się szczerze całą sobą .
- Mogę Ci to zabrać , jeśli ci się
to nie podoba .
- Wiesz jak mi się układa z mężem
od dwóch tygodni ? - Zrobiła pauzę - Cu...do...w...nie !!!
- A czemu kojarzysz ten fakt ze mną ? - Nieco mnie to zdziwiło .
- Mój mąż , jest kierowcą w straży
pożarnej . - Roześmiała się gromko . A ja pomyślałem trzeba uważać co się
komuś aplikuje .
środa, 9 listopada 2016
Stan skupienia
Znalazłem się nad skrajem stawu nie
przypadkowo . Chciałem dać sobie chwilę wytchnienia , oderwać się
od zgiełku i codziennego pędu .
Jesienna przebogata kolorystyka liści
na drzewach a także tych które już opadły na ziemię tworzy na
ziemi niepowtarzalne kompozycje szeleszczących dywanów . Słońce
sporadycznie uśmiecha się do mnie zza chmur , jak dziecko bawiące
się w „raz dwa trzy baby jaga patrzy „ brak już kwiatów a przy
nich kolorowych latawców motyli . Spacerując nad samą krawędzią
wody napotkam leżące drzewo . Podmywane latami przez podnoszącą
się to opadającą wodę przewróciło się dając nowe możliwości
wodzie do ekspansji . Mi daje świetne miejsce do tego aby usiąść
i wyczyścić myśli skupić uwagę na tafli wody . Odseparować się
od natłoku spraw .
Obserwowanie tafli wody , choć dla
kogoś patrzącego na to z boku wydawać by się mogło absurdalnie
nudnym , może być bardzo frapującym zajęciem . Zwłaszcza gdy na
powierzchni wody unoszą się zabrane drzewom przez wiatr liście ,
drobne gałązki , źdźbła traw . Od czasu do czasu zatańczy
między nimi kaczka po czym dostojnie i z gracją zaprezentuje się
łabędź .
Woda trochę mętna unosząca cząstki
mułu pokrywającego dno . Unosząca na sobie szczątki roślinności
. Czasem też to co ludzie w swej niefrasobliwości wrzucają ,
butelki ,puszki .
Gdy patrzę na taki staw dochodzę po
chwili do wniosku , że to co się unosi na wodzie przyciąga wzrok i
absorbuje moją uwagę , lecz czy słusznie ? Najważniejszą ,
wartość wody uzmysławiam sobie dopiero po chwili gdy patrzę
szerzej . Ona mimo wszystko ożywia rośliny do których dociera . Umożliwia życie i wzrost zwierzętom i roślinom w niej żyjącym . Gasi
pragnienie .
Jest tak czasem , że w pierwszej kolejności dostrzegamy śmieci , fragmenty
obumarłe , i skupiamy się na tym także w życiu .
Poświęcamy czas i energię na
kultywowanie trosk , pielęgnowanie zmartwień , celebrowanie
niewygody .
Tymczasem wystarczy przenieść uwagę
, nie daleko obok . Spojrzeć inaczej i okazuje się , że piękna i
radości jest znacznie więcej . I zdecydowanie bliżej niż nam się wydaje ...
czwartek, 20 października 2016
Drzwi
Dojechałem do domu .
Pilot ,brama się
odsuwa – parkowanie .
Zostawiłem bramę otwartą bo mamy za
chwilę jechać na zakupy z żoną . Wysiadam z samochodu i
wzdrygnąłem się usłyszawszy szczekanie dwa trzy kroki ode mnie .
Na środku podjazdu do naszego garażu stoi średniej wielkości
czarny wychudzony pies . Stoi patrzy na mnie oczami w których jest
mieszanka bólu i złości , z podkulonym ogonem , szczeka na mnie .
W myślach mówię do siebie – no nie , przychodzisz do mnie do
domu i ujadasz na mnie ? Ja chyba śnię ?
We śnie zdarza się , że coś wiesz –
nie wiesz skąd , ale po prostu wiesz , że tak jest ?
Jak wtedy gdy widziałem długi jasny
korytarz niczym w hotelu . Szereg drzwi po jednej i drugiej stronie .
Wiedziałem , że są to drzwi do świata . I gdy szedłem tym
korytarzem spoglądając raz na drzwi z prawej raz na drzwi z lewej
czułem , iż każde z nich powodowały we mnie inne emocje i uczucia
. Pierwsze gdy na nie spojrzałem spowodowały przypływ wstydu .
Odwróciłem wzrok ku drzwiom po
przeciwnej stronie korytarza nie chcąc wchodzić do świata z takim
bagażem . Kolejne na których oparłem wzrok nie były bardziej
zachęcające bo budziły poczucie winy . Ruszyłem dalej gdyż nie
chciałem żywić tej emocji w sobie . Następne nie były bardziej
zachęcające - patrząc na nie czułem ogarniającą apatię . Nie bez trudu przedostałem się
do kolejnych lecz tam pojawił się żal . Nie przystawałem więc i
szedłem dalej a przy kolejnych poczułem strach ! Przyspieszyłem
więc kroku chcąc wyrwać się z tego miejsca a następne które
mijałem spowodowały że czułem pragnienie . Mijając kolejne
poczułem dumę i zwolniłem kroku by przy kolejnych poczuć odwagę
. Szedłem już teraz powoli kolejne uczucie jakie się pojawiło to
gotowość więc szedłem teraz spokojnym krokiem z poczuciem
akceptacji . Pojawiły się drzwi które budziły we mnie nadzieję ,
radość , spokój a do ich otwarcia potrzebna była miłość .
Spojrzałem tedy w oczy tego
skrzywdzonego stworzenia . W myślach odezwałem się do niego - co
mogę zrobić dla ciebie przyjacielu ? Przestał szczekać położył
się i zaczął skamleć jakby opowiadał o przykrościach jakich
doświadczył . Jakby szukał kogoś kto będzie starał się
zrozumieć … nie oceniać .
piątek, 7 października 2016
Śtres
Uczeń zapytał nauczyciela . Mistrzu
jak Ty to robisz , że parkujesz samochód tyłem nie rozglądając
się ni trochę . Jakbyś czuł przestrzeń nawet poza samochodem a
nie tylko wokół siebie . Nie spoglądasz na boki nie odwracasz się
do tyłu . Jakbyś był zjednoczony z pojazdem i przestrzenią .
Czasem dzieje
się tak , że uczeń spędza wiele godzin przy książkach i
zeszytach .
Rodzic odpytuje go z lekcji - ten
odpowiada z wszystkiego czego się nauczył . No … na piątkę z
niewielkim minusem . Po czym ten sam uczeń kilka godzin później ,
wywołany do odpowiedzi w szkole. W drodze ze swojego miejsca do
tablicy – wszystko albo prawie wszystko czego się nauczył
zapomina . Znacie takie sytuacje , może wam samym się przytrafiło
coś takiego kiedyś ?
A może miewacie tak czasami nadal
tylko w troszkę innym wydaniu . Masz porozmawiać z kimś i
przedstawić mu swoje racje . Od tego co powiesz zależy dużo w
Twoim życiu albo też co zadzieje się między wami w dalszej
perspektywie ? Przygotowujesz sobie ,wystąpienie , układasz
przemowę wiesz co powiesz zdanie po zdaniu .
Kolejność zdań wynika logicznie z konstrukcji jaką zbudowałeś
aby Twój przekaz był jasny , skuteczny , i miły dla osoby do
której go kierujesz . Przygotowujesz się jak nigdy dotąd wcześniej
, a wychodzi i tak jakbyś został wyrwany do odpowiedzi na zupełnie
nie znany Ci temat i to jeszcze z najgłębszego snu .
Co jest ? Nie wyszło osoba z którą
miałeś sympatycznie porozmawiać się obraziła ? Albo wyszła wam
z tej rozmowy kłótnia ? Albo najmniej szkodliwa chyba wersja
wydarzeń – podjąłeś temat lecz nie osiągnąłeś zamierzonego
w ten sposób celu .
Albo też słyszysz od kogoś jakieś
zdanie , którym czujesz się urażona – urażony . Bo jesteś
przekonany , że zawiera dla Ciebie krzywdzącą treść ? I coś byś
powiedział , lecz w tym momencie w głowie masz tylko
(…............) . A po czasie gdy trochę ochłoniesz przychodzi Ci
do głowy taka riposta , że przechodzi Ci przez myśl ,iż
zasługujesz na literackiego Nobla .
Tylko czemu nie przyszło Ci to do
głowy wtedy gdy było adekwatne do sytuacji , mogło posłużyć
rozwiązaniu jakiejś dziwnej sytuacji ? Lub przeniesienia Cię z
roli ofiary do roli równorzędnego partnera w dyskusji .
Przypomnij sobie sytuacje w której na
przykład jakaś osoba , budzi negatywną emocję mimo , że jej
przyczyna jest już dawno nie aktualna . Czy emocje których
doświadczasz są adekwatne do rozmiaru sytuacji ? Skoro coś
wydarzyło się lata wstecz czy teraz powinno w identyczny sposób na
Ciebie oddziaływać ? Nie skoro rezultat tamtego wydarzenia nie
jest już do skorygowania . Dlaczego więc Ty na samą o tym myśl
czujesz dyskomfort ?
Czy przy ważnych dla Ciebie sprawach
potrafisz zachować chłodny stosunek do sprawy ?
Czy doświadczasz stresu który blokuje
Cię i zamyka dostęp do wielu zasobów Twego umysłu ?
Czy mając do skomunikowania się z
kimś, kto jest dla Ciebie ważny masz blokującą tremę ?
Czy wolałbyś umrzeć niż wystąpić
publicznie ? - Śmieszne dla niektórych , jest jednak wiele osób
które nie wystąpiły by publicznie nawet gdyby zagrozić im
śmiercią .
Usłyszałem kiedyś od mam nadzieję ,
że nie będzie miał mi za złe jeśli powiem przyjaciela .
„Mentor , coach na początku swej
drogi najpierw robi terapię sobie a gdy poradzi sobie ze swoimi
demonami zaczyna pomagać innym „ .
Ja już rozprawiłem się przeszłością
. Nawet nie próbujcie sobie wyobrazić , jak to pozwala mi łatwo
radzić sobie z bieżącymi wyzwaniami .
Spróbujcie wyobrazić sobie – jakiej
jakości byłoby wasze życie gdybyście potrafili robić to co powiedział
uczniowi mistrz .
„W każdej chwili wykorzystuj
wszystkie zasoby jakie masz dostępne „
Choćby to była na przykład kamera
cofania w samochodzie ;)
Jeżeli czujesz , że nie wykorzystujesz wszystkich zasobów jakimi dysponujesz .
Zapraszam do kontaktu .
piątek, 23 września 2016
A TY CZUJESZ ?
Tydzień intensywnie trenowałem sztukę
komunikacji .
Poznawałem techniki o których nie
miałem pojęcia . A także pogłębiałem wiedzę w tematach, które
były mi znane powierzchownie . Poznając głęboko różne sposoby
funkcjonowania świata , przeszedłem proces głębszego poznania
siebie . Poznanie siebie , to najlepszy sposób nabrania do siebie
dystansu . Daje to prawdziwy komfort psychiczny . A wtedy możemy
korzystać z zasobów naszego umysłu w pełni . Zupełnie odwrotnie
niż gdy jesteśmy w nieuzasadnionym stresie , złości , smutku czy
innej negatywnej emocji . I mamy w takiej sytuacji wrażenie ,iż
ledwo pamiętamy jak się nazywamy .
Po ośmiu godzinach intensywnej nauki ,
ćwiczeń , treningu . Mieliśmy ochotę coś zjeść a przy tym
pogadać . Czasem nasze rozmowy nabierały terapeutycznego charakteru
. Gdy jedna osoba drugiej pomagała inaczej spojrzeć na jakieś
doświadczenia życiowe – najtrudniej być przecież obiektywnym
gdy coś dotyczy nas samych . Podczas jednej z takich rozmów
przypomniało mi się wydarzenie którego byłem świadkiem kilka lat
wcześniej . Zapewne nie przyszło by mi to na myśl s , gdybym
wcześniej nie otworzył umysłu podczas warsztatów.
Było to latem z sześć lat temu .
Byliśmy z żoną i naszym sześcioletnim wtedy synem na wakacjach w
Kamieniu Pomorskim . Tego dnia spędzaliśmy beztrosko czas
wylegując się na kocu rozłożonym nad brzegiem zalewu . I
spoglądaliśmy na leniwie poruszające się w oddali na wodzie żagle
. Za nami wznosił się stary zabytkowy mur z czerwonej cegły .
Zachowany od strony zalewu , kiedyś okalał całe miasto .
Przestrzeń między murem a nami dzieli brukowana jezdnia , ruch
pojazdów jest tutaj symboliczny . Dlatego nie dziwi widok
spacerującej jej środkiem dziewczynki . Na oko czteroletnia
blondyneczka , z włosami spiętymi w dwie kitki .
W jednoczęściowym pomarańczowym
stroju kąpielowym z obfitą falbanką na biodrach , co nadawało jej
wygląd sukienki . Szła boso trzymając w rączkach swoje sandałki
. Stawiała małe stópki tak jakby każde stąpnięcie było
odkryciem czegoś nowego . Kilkanaście metrów za nią podążali
zapewne jej rodzice , spokojnie acz bacznie śledzili poczynania
swojej pociechy . Gdy mijała nas , z sąsiedniego koca odezwała się
do niej korpulentna starsza pani słowami .
- Załóż buciki dziecko bo nóżki
pobrudzisz !-Nie , bo nie poczuję ziemi . - Starsza pani widać słyszała odpowiedź dziecka. Nie usłyszała jednak przekazu . Dlatego jeszcze chwilę prowadziła dialog ze sobą .
Pod nosem komentując odpowiedź dziewczynki i podsumowując jej opiekunów . Po czym zdegustowana wróciła do lustrowania kolorowego czasopisma .
Natomiast dziecko nie zawracając sobie głowy wędrowało dalej .
Często - nie zdajemy sobie sprawy z
tego , że za dużo myślimy a za mało czujemy .
A chyba jeszcze rzadziej zdajemy sobie
sprawę z tego , kto jest uczniem a kto nauczycielem
Subskrybuj:
Posty (Atom)






