O
P
C
J
E
O
P
C
J
E
O
P
C
J
E
Gdy istnieje taka ewentualność, że mogę, coś zrobić inaczej niż na co dzień to korzystam z tej możliwości.
Ot choćby dojazd pociągiem zamiast samochodem, w którym spędzam na co dzień sporo czasu.
Często
dokonuję wtedy ciekawych obserwacji.
Przytrafiają się sytuacje, które
nie miałyby miejsca, gdybym się odciął od innych ludzi wewnątrz mojego
samochodu. Bo to właśnie ludzie sprawiają, że czegokolwiek doznajemy.
Nawet jeśli jest to tylko za pośrednictwem przedmiotu, gdy wzrusza nas
książka czy obraz. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, gdy przedmiot
codziennego użytku czyni nasze życie łatwiejszym, wygodniejszym.
Za
nim też stoi człowiek, który go zaprojektował, wykonał.
Kiedy robi się coś, inaczej.
Kiedy robi się coś, nowego.
Kiedy robi się coś, nieoczywistego.
To okazuje się, że pojawia się do wyboru szereg opcji.
Opcji, których nie widać z Twojej utartej ścieżki.
Jeśli tylko dość uważasz, by je dostrzec.
Jeśli jesteś tu, teraz.
Jesteś tu, teraz?
Uważność to jeden z filarów równowagi w życiu.
Sama obserwacja oparta na uważności uruchamia procesy samoregulujące
naszego organizmu, których efektem może być m.in.: redukcja fizycznych i
psychicznych objawów stresu. Dodatkowo spokojny, rytmiczny, głęboki
oddech towarzyszący praktyce uważności może redukować stres przez
stabilizujący, pozytywny wpływ na funkcjonowanie współczulnego i
przywspółczulnego układu nerwowego.
Jeśli potrzebujesz więcej zapraszam: http://czaszmian.net/
wtorek, 28 lutego 2017
wtorek, 31 stycznia 2017
Brzydkie słowo - sprzedaż .
Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować.
Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:
- No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę.
- Jedną, szefie.
- Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?
- Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
Szefa zatkało.
- Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!
- No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...
- Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
- Potem przekonałem klienta ,,żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby przewieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
- Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby na ryby...
Nie ma się co śmiać, są ludzie, którzy są postrzegani jako urodzeni sprzedawcy, i są tacy, którzy swą pracę wykonują za karę. Pomiędzy nimi jest wielu merytorycznych fachowców (czytaj przeciętnych).
Moje doświadczenie zawodowe od zawsze związane jest z handlem, owszem zmieniały się branże. Zmieniałem stanowiska i zakresy obowiązków. Całe moje doświadczenie zawodowe to jednak praca w handlu. Na początku robiłem to, bo tak trafiłem i nie byłem z tego powodu wcale szczęśliwy raczej przymuszony. Kiedy natknąłem się na książkę, którą napisał Frank Betteger „Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie” zmieniłem swoje spojrzenie na moją pracę, a to spowodowało zmianę wyników, jakie miałem w pracy in plus. Skoro, aby podnosić kwalifikacje. Zbierałem doświadczenie zawodowe i wykorzystywałem je do ulepszania swojego warsztatu. To zaowocowało taką sytuacją, iż od kilku lat otrzymuję systematycznie kilka zaproszeń rocznie do współpracy od różnych firm. Szkolę współpracowników w firmie, bo lubię, bo ułatwia to naszą pracę oraz z dobrze pojętego egoizmu. Zdobyłem doświadczenie w tradycyjnym handlu oraz także w MLM i wiem jak nie łatwym, ale przy tym prostym jest to kawałkiem chleba. Wśród osób właśnie działających w MLM-ach często słyszę – my nic nie sprzedajemy. Wielu osobom sprzedaż kojarzy się jakoś negatywnie. W książce Katarzyny Bondy „Maszyna do pisania” spotkałem taki zwrot „brzydkie słowo sprzedaż”. Słowo nie jest brzydkie, ma taki charakter, jaki mu nadamy-cholera – to nazwa jednostki chorobowej użyta jako przekleństwo nosi negatywny ładunek przekazu. A sprzedaż-czy jest coś złego w wymianie dóbr, jaka występuje wśród ludzi. Tym bardziej że jest to działanie dobrowolne. Brakuje mi logiki w tym, że sporo ludzi oponuje co do zakazu handlu w niedzielę, a słowu sprzedaż przypisuje negatywne znaczenie. Ludzie uwielbiają kupować, a nienawidzą, żeby im sprzedawać. Z drugiej strony u osób, które dobrze radzą sobie w takiej pracy, upatruje się magicznych mocy, nadprzyrodzonych umiejętności i skrywanych sekretów. Albo też umiejętności manipulacji czy hipnozy. Jest jeden sekret sprzedaży, nie wiem, czy jesteście gotowi go poznać i czy na pewno powinienem go zdradzać.
Sekret jest taki, że nie ma żadnego sekretu.
Są ludzie, którzy mają bardziej rozwinięte cechy potrzebne dobremu sprzedawcy. Są też tacy, którzy to w sobie wykształcili. A ci, którzy nie mają ochoty się uczyć? No cóż, wśród nich niestety są ci, których etyka zawodowa zostawia wiele do życzenia. Sam wyszkoliłem kilkunastu ekspertów sprzedaży. Naprawdę można wykształcić w sobie umiejętności efektywnej sprzedaży. I nie trzeba się uciekać do manipulacji. Jednak żeby w ogóle posiąść taką wiedzę i ją wprowadzić w życie nieodzowne jest odpowiednie nastawienie. Nieodzowny jest odpowiedni sposób myślenia. Szacunek do innych ludzi. A poza tym nauka i jeszcze raz nauka, a potem? Praktykowanie nabytych umiejętności i pogłębianie wiedzy. Wszystkie zmiany mają źródło na poziomie świadomości, ale zachodzą w nieświadomości. Zegarek, jaki nosi 007, nie uczyni cię tak błyskotliwym, jakim jest najsławniejszy agent JKM. Perfumowanie się zapachem o nazwie Gabriela Sabatini nie spowoduje, że będziesz grać lepiej w tenisa. Nie dokonasz żadnych zmian w sobie za pomocą gadżetów. Możesz zrobić to wszystko taniej, bo nie musisz nabywać „magicznych” przedmiotów. Będzie to na pewno trudne, bo to tak jakbyś grał sam ze sobą w szachy. Jak już kiedyś wspominałem, zmiany nastąpią i nie zatrzymasz ich, ale możesz nadać im kierunek.
Dlaczego więc nie po to, aby stać się lepszym? Tylko od Ciebie zależy w czym.
Więcej znajdziesz na: http://czaszmian.net/
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Lustro
Wszedłem do wąskiego, słabo
oświetlonego korytarzyka , który był poczekalnią do gabinetu
lekarskiego i rejestracji . Pięć krzeseł ustawionych rzędem pod
ścianą , dwa zajęte przez starszą parę – zapewne małżeństwo
. Witam się i pytam czy czekają do rejestracji . W imieniu ich
obojga odpowiada kobieta siwa sześćdziesięcioletnia zapewne –
Nie, my do gabinetu , a w rejestracji jest jedna pani , więc musi
pan chwilę zaczekać . - Miły głos ,wyczerpująca informacja ,
uśmiech sam cisnął mi się na twarz . Podziękowałem i spokojnie
oczekiwałem na swoją kolej. Oglądałem grę cieni na ścianie
tworzoną przez światło słoneczne, które aby się tu dostać
musiało przeciskać się przez liście i gałęzie drzewa rosnącego
zaraz za jedynym oknem poczekalni .
Wtem drzwi rejestracji otworzyły się
i z tej przyjemnej zadumy wyrwał mnie głos wracającej do
poczekalni pacjentki . Wyglądała na emerytowaną nauczycielkę.
Czarne włosy wyczesane w kok , biała bluzka , a na to narzucony
rozpinany bordowy sweter . Tonem pełnym niecierpliwości ,
pretensji, wręcz agresywnym powiedziała –„ Do widzenia „ . -
A zamknąwszy drzwi za sobą do zgromadzonych w poczekalni, już nie
tak agresywnie, lecz bardziej jakby szukając współczucia – „Taki
człowiek w ogóle nie powinien pracować , co ona sobie myśli ta
rejestratorka!” . Ja mam mieć czas przychodzić tu co trzy
miesiące?! . No jak można tak traktować chorego człowieka!, . -
No cóż pomyślałem … teraz moja kolej . Sprawdzę czy ta pani w
rejestracji faktycznie jest taka „ straszna „ .
Wstałem podszedłem do drzwi a one
same się przede mną otworzyły – Pomyślałem - Potwór wychodzi mi na spotkanie ? - Zza skrzydła drzwi wyłoniła się tęga, nie wysoka kobieta
, czarne włosy spięte w kucyk kontrastowały z białym strojem
pracownika służby zdrowia . Zapytała poważnym tonem” ktoś z
państwa do rejestracji ?”. Odważyłem się i powiedziałem
uprzejmie i z uśmiechem .
- Dzień dobry . Ja właśnie do
pani .- Zapraszam . - Cofnęła się i usiadła przy biurku . Po jej lewej stronie stało krzesło , które mi wskazała gestem i powiedziała – Proszę usiąść .
W przyjaznej atmosferze załatwiłem
sprawę , z którą przyszedłem . Gdy wychodziłem podziękowałem i życzyłem
pani miłego dnia . Odwzajemniła to z uśmiechem . To nic , że mam wyznaczoną wizytę
za pół roku . We wciąż zmieniającej się rzeczywistości naszej
służby zdrowia wcale nie mając pewności , że tak będzie . Jednak
dostrzegłem wyraźnie , że świat jest jak doskonałe lustro . I to
co nas irytuje w innych często jest naszą własną bolączką . W
ciągu kilku minut przekonałem się o tym jak bardzo świat nam
sprzyja . Tylko od nas zależy czego od niego oczekujemy .
P.S. Może siedząc wkrótce przy
świątecznym stole zamiast ulegać stereotypom i powielać sytuacje
z lat ubiegłych okaż zainteresowanie kimś (czymś) nudnym . Wykaż
więcej cierpliwości , wsłuchaj się w opowieści niby rok rocznie
takie same . I przekonaj się co się zmieniło . Nie koniecznie w opowieściach .
poniedziałek, 28 listopada 2016
Trzeba uważać
Miesiąc temu . Jadę pachnącym
nowością , moim czerwonym suwem . Ostatnie skrzyżowanie przez
które muszę się przebić , wyjeżdżam z podporządkowanej , i
jestem na miejscu . Jadę poćwiczyć w siłowni zlokalizowanej przy
centrum handlowym . Niestety ruch jest spory .
A niefrasobliwość innych kierowców ogromna , więc wyjechać z podporządkowanej jest trudno .
Gdy ja doczłapałem już do
skrzyżowania stwierdziłem , że nie będę czekać będę działać
.
Spojrzałem na samochód , od którego
kierowcy zależało czy będę kontynuował podróż .Zielone Polo , o kierownicą którego oparta była
kobieta , na oko trzydzieści kilka lat , ciemne włosy spływające
na ramiona . Robiła wrażenie zamyślonej , skupionej gdzieś mocno
myślami na czymś innym niż to co dzieje się naokoło niej .
Melancholijna jakby wycofana . No cóż skupiam całą uwagę na niej
patrzę , patrzę... . Po chwili ona spogląda na mnie wciąż z tym
poważnym wyrazem twarzy . Ja wtedy uśmiecham się do niej . Palcem
wskazującym prawej dłoni rysuję w powietrzu przed moją twarzą
łuk jakbym powiększał uśmiech . Ona zaczyna się śmiać i dłonią
czyni gest którym zaprasza mnie do wjazdu przed sobą na
skrzyżowanie . Dosłownie dwie sekundy później ze skrzyżowania
zjeżdża auto które tarasowało mi drogę . Ruszam dalej , mrugając
jeszcze światłami awaryjnymi w podziękowaniu za wyświadczoną
uprzejmość .
Sto pięćdziesiąt metrów dalej
wjeżdżam na parking podziemny i jestem na miejscu . Kilka minut
zajęło mi znalezienie miejsca do zaparkowania . Parkuję po czym
energicznym krokiem udaję się do siłowni . Po drodze chcę kupić
jeszcze wodę na trening . Rezygnuję jednak z wchodzenia do marketu
, udaję się do sklepu drogeryjnego zlokalizowanego po sąsiedzku z
klubem do którego zmierzam . Idę do regału z napojami sięgam małą
butelkę ulubionej wody mineralnej obchodzę regał zawracam i idę
do kasy . W kolejnej alejce regałów niespodzianka , kobieta która
mnie wpuściła na skrzyżowaniu . Stoi i lustruje wzrokiem równo poukładane butelki szamponów . Ten sam melancholijny , refleksyjny wyraz twarzy . Stoi ,
zapewne żeby mieć lepszy ogląd po przeciwnej stronie alejki . Plecami
przy samym regale , zatem przechodzę przed nią . A znajdując się
przed nią mówię – Dziękuję ,że mnie wpuściłaś na
skrzyżowaniu . - Ona robi wrażenie wyrwanej z letargu reaguje
uśmiechem widać jednak , że podszytym konsternacją . A ja idąc
nie czekając na jej kolejne reakcje , myślę jak niewiele trzeba
żeby się ktoś uśmiechnął . Wchodzę do siłowni , przebieram się
. A po czterdziestu pięciu minutach intensywnej pracy nad swoją
kondycją zaczynam się rozciągać . Wtedy dostrzegam , że na
kanapie przy wejściu do sali gdzie są prowadzone zajęcia grupowe
siedzi właśnie ona .
Ta która wpuściła mnie na
skrzyżowaniu , ta którą spotkałem w drogerii . Zaśmiałem się w
duchu sam do siebie . Pomyślałem znów przejdę tuż przed nią bo
tylko tamtędy mogę udać się do szatni .
Skończyłem po kilku minutach się
rozciągać i ruszyłem w stronę szatni . Ona faktycznie , czekała
poprzednie zajęcia na sali właśnie się skończyły . Ostatni z
uczestników poprzednich zajęć opuścili salę . Oczekujący na
kolejne nieśpiesznie zapełniali ją na nowo . Idę i już jestem
krok przed tą kobietą , gdy ona wstaje kanapy . Rozgląda się
nieco aby nie zderzyć się z kimś śpieszącymi do szatni lub z
nich wychodzącym . I dostrzegłszy mnie uśmiecha się tym razem
szeroko , szczerze i mówi – Czerwone Reno . - Odpowiadam uśmiechem
i potakująco kiwam głową i udaję się do szatni .
Dwa dni później również byłem w
tym klubie . Tym razem byłem dobrą godzinę wcześniej , poświęciłem
na ćwiczenia trochę więcej czasu . Wychodząc już odświeżony ,
widzę na kanapie znów siedzi ta uprzejma kobieta . Tym razem
bardziej ożywiona popatruje to w prawo to w lewo .
Gdy dostrzegła mnie nadchodzącego jej
wyraz twarzy zrobił się promienny a gdy spotkaliśmy się wzrokiem
uśmiechnęła się . Macie tak , że czasem robicie coś pod wpływem
chwili impulsu i bez przemyślenia ? Usiadłem na bocznym oparciu
kanapy , po jej prawej stronie . Tuż obok niej lecz wyżej o jakieś
trzydzieści centymetrów . Tak , że aby patrzeć na mnie musiała
zadzierać głowę do góry . Spojrzałem jej w oczy w których znów
była konsternacja i zacząłem mówić tym swoim niskim , radiowym
głosem .
- Kiedy poprosiłem Cię żebyś
mnie wpuściła na skrzyżowaniu , uśmiechnęłaś się . - Jej
źrenice rozszerzyły się . - Gdy Ci podziękowałem za to w
drogerii , uśmiechnęłaś się . - Kąciki jej ust uniosły się
nieco , kontynuowałem . - Gdy skojarzyłaś mnie z samochodem, uśmiechnęłaś się . - jej usta uchyliły się ukazując nieco
biel zębów . - Dam Ci prezent . - Jej twarz rozpromieniała teraz
już wszystkie zęby ukazały się w uśmiechu , oparłem lewą dłoń
o jej prawe ramię nie przerywając wywodu .- Od teraz za każdym
razem kiedy pomyślisz o czerwonym samochodzie będziesz się
uśmiechać . - Sekundę później zabrałem dłoń z jej ramienia ,
wstałem i ruszyłem spokojnie do wyjścia . W lustrze dostrzegłem
jej rozmarzoną teraz twarz . A pozycja w której teraz siedziała
manifestowała – błogo mi .
Minęły dwa tygodnie , po których znów spotkałem ową kobietę .
Gdzie ? A jakże w siłowni . Dostrzegłem ją z daleka idąc
korytarzem . Ciekawe , że zanim mnie dostrzegła uśmiechała się .
Lecz gdy znalazłem się w polu jej widzenia zrobiła minę jakby
obrażoną . Usta ściągnęła w wyrazie zaciętości .
Wzrok wbijała we mnie , lecz jej oczy zdradzały , że nie może
powstrzymać uśmiechu .
- - Co ty mi zrobiłeś ? - Przestała udawać , rozpromieniała .
Uśmiechała się szczerze całą sobą .
- Mogę Ci to zabrać , jeśli ci się
to nie podoba .
- Wiesz jak mi się układa z mężem
od dwóch tygodni ? - Zrobiła pauzę - Cu...do...w...nie !!!
- A czemu kojarzysz ten fakt ze mną ? - Nieco mnie to zdziwiło .
- Mój mąż , jest kierowcą w straży
pożarnej . - Roześmiała się gromko . A ja pomyślałem trzeba uważać co się
komuś aplikuje .
środa, 9 listopada 2016
Stan skupienia
Znalazłem się nad skrajem stawu nie
przypadkowo . Chciałem dać sobie chwilę wytchnienia , oderwać się
od zgiełku i codziennego pędu .
Jesienna przebogata kolorystyka liści
na drzewach a także tych które już opadły na ziemię tworzy na
ziemi niepowtarzalne kompozycje szeleszczących dywanów . Słońce
sporadycznie uśmiecha się do mnie zza chmur , jak dziecko bawiące
się w „raz dwa trzy baby jaga patrzy „ brak już kwiatów a przy
nich kolorowych latawców motyli . Spacerując nad samą krawędzią
wody napotkam leżące drzewo . Podmywane latami przez podnoszącą
się to opadającą wodę przewróciło się dając nowe możliwości
wodzie do ekspansji . Mi daje świetne miejsce do tego aby usiąść
i wyczyścić myśli skupić uwagę na tafli wody . Odseparować się
od natłoku spraw .
Obserwowanie tafli wody , choć dla
kogoś patrzącego na to z boku wydawać by się mogło absurdalnie
nudnym , może być bardzo frapującym zajęciem . Zwłaszcza gdy na
powierzchni wody unoszą się zabrane drzewom przez wiatr liście ,
drobne gałązki , źdźbła traw . Od czasu do czasu zatańczy
między nimi kaczka po czym dostojnie i z gracją zaprezentuje się
łabędź .
Woda trochę mętna unosząca cząstki
mułu pokrywającego dno . Unosząca na sobie szczątki roślinności
. Czasem też to co ludzie w swej niefrasobliwości wrzucają ,
butelki ,puszki .
Gdy patrzę na taki staw dochodzę po
chwili do wniosku , że to co się unosi na wodzie przyciąga wzrok i
absorbuje moją uwagę , lecz czy słusznie ? Najważniejszą ,
wartość wody uzmysławiam sobie dopiero po chwili gdy patrzę
szerzej . Ona mimo wszystko ożywia rośliny do których dociera . Umożliwia życie i wzrost zwierzętom i roślinom w niej żyjącym . Gasi
pragnienie .
Jest tak czasem , że w pierwszej kolejności dostrzegamy śmieci , fragmenty
obumarłe , i skupiamy się na tym także w życiu .
Poświęcamy czas i energię na
kultywowanie trosk , pielęgnowanie zmartwień , celebrowanie
niewygody .
Tymczasem wystarczy przenieść uwagę
, nie daleko obok . Spojrzeć inaczej i okazuje się , że piękna i
radości jest znacznie więcej . I zdecydowanie bliżej niż nam się wydaje ...
czwartek, 20 października 2016
Drzwi
Dojechałem do domu .
Pilot ,brama się
odsuwa – parkowanie .
Zostawiłem bramę otwartą bo mamy za
chwilę jechać na zakupy z żoną . Wysiadam z samochodu i
wzdrygnąłem się usłyszawszy szczekanie dwa trzy kroki ode mnie .
Na środku podjazdu do naszego garażu stoi średniej wielkości
czarny wychudzony pies . Stoi patrzy na mnie oczami w których jest
mieszanka bólu i złości , z podkulonym ogonem , szczeka na mnie .
W myślach mówię do siebie – no nie , przychodzisz do mnie do
domu i ujadasz na mnie ? Ja chyba śnię ?
We śnie zdarza się , że coś wiesz –
nie wiesz skąd , ale po prostu wiesz , że tak jest ?
Jak wtedy gdy widziałem długi jasny
korytarz niczym w hotelu . Szereg drzwi po jednej i drugiej stronie .
Wiedziałem , że są to drzwi do świata . I gdy szedłem tym
korytarzem spoglądając raz na drzwi z prawej raz na drzwi z lewej
czułem , iż każde z nich powodowały we mnie inne emocje i uczucia
. Pierwsze gdy na nie spojrzałem spowodowały przypływ wstydu .
Odwróciłem wzrok ku drzwiom po
przeciwnej stronie korytarza nie chcąc wchodzić do świata z takim
bagażem . Kolejne na których oparłem wzrok nie były bardziej
zachęcające bo budziły poczucie winy . Ruszyłem dalej gdyż nie
chciałem żywić tej emocji w sobie . Następne nie były bardziej
zachęcające - patrząc na nie czułem ogarniającą apatię . Nie bez trudu przedostałem się
do kolejnych lecz tam pojawił się żal . Nie przystawałem więc i
szedłem dalej a przy kolejnych poczułem strach ! Przyspieszyłem
więc kroku chcąc wyrwać się z tego miejsca a następne które
mijałem spowodowały że czułem pragnienie . Mijając kolejne
poczułem dumę i zwolniłem kroku by przy kolejnych poczuć odwagę
. Szedłem już teraz powoli kolejne uczucie jakie się pojawiło to
gotowość więc szedłem teraz spokojnym krokiem z poczuciem
akceptacji . Pojawiły się drzwi które budziły we mnie nadzieję ,
radość , spokój a do ich otwarcia potrzebna była miłość .
Spojrzałem tedy w oczy tego
skrzywdzonego stworzenia . W myślach odezwałem się do niego - co
mogę zrobić dla ciebie przyjacielu ? Przestał szczekać położył
się i zaczął skamleć jakby opowiadał o przykrościach jakich
doświadczył . Jakby szukał kogoś kto będzie starał się
zrozumieć … nie oceniać .
piątek, 7 października 2016
Śtres
Uczeń zapytał nauczyciela . Mistrzu
jak Ty to robisz , że parkujesz samochód tyłem nie rozglądając
się ni trochę . Jakbyś czuł przestrzeń nawet poza samochodem a
nie tylko wokół siebie . Nie spoglądasz na boki nie odwracasz się
do tyłu . Jakbyś był zjednoczony z pojazdem i przestrzenią .
Czasem dzieje
się tak , że uczeń spędza wiele godzin przy książkach i
zeszytach .
Rodzic odpytuje go z lekcji - ten
odpowiada z wszystkiego czego się nauczył . No … na piątkę z
niewielkim minusem . Po czym ten sam uczeń kilka godzin później ,
wywołany do odpowiedzi w szkole. W drodze ze swojego miejsca do
tablicy – wszystko albo prawie wszystko czego się nauczył
zapomina . Znacie takie sytuacje , może wam samym się przytrafiło
coś takiego kiedyś ?
A może miewacie tak czasami nadal
tylko w troszkę innym wydaniu . Masz porozmawiać z kimś i
przedstawić mu swoje racje . Od tego co powiesz zależy dużo w
Twoim życiu albo też co zadzieje się między wami w dalszej
perspektywie ? Przygotowujesz sobie ,wystąpienie , układasz
przemowę wiesz co powiesz zdanie po zdaniu .
Kolejność zdań wynika logicznie z konstrukcji jaką zbudowałeś
aby Twój przekaz był jasny , skuteczny , i miły dla osoby do
której go kierujesz . Przygotowujesz się jak nigdy dotąd wcześniej
, a wychodzi i tak jakbyś został wyrwany do odpowiedzi na zupełnie
nie znany Ci temat i to jeszcze z najgłębszego snu .
Co jest ? Nie wyszło osoba z którą
miałeś sympatycznie porozmawiać się obraziła ? Albo wyszła wam
z tej rozmowy kłótnia ? Albo najmniej szkodliwa chyba wersja
wydarzeń – podjąłeś temat lecz nie osiągnąłeś zamierzonego
w ten sposób celu .
Albo też słyszysz od kogoś jakieś
zdanie , którym czujesz się urażona – urażony . Bo jesteś
przekonany , że zawiera dla Ciebie krzywdzącą treść ? I coś byś
powiedział , lecz w tym momencie w głowie masz tylko
(…............) . A po czasie gdy trochę ochłoniesz przychodzi Ci
do głowy taka riposta , że przechodzi Ci przez myśl ,iż
zasługujesz na literackiego Nobla .
Tylko czemu nie przyszło Ci to do
głowy wtedy gdy było adekwatne do sytuacji , mogło posłużyć
rozwiązaniu jakiejś dziwnej sytuacji ? Lub przeniesienia Cię z
roli ofiary do roli równorzędnego partnera w dyskusji .
Przypomnij sobie sytuacje w której na
przykład jakaś osoba , budzi negatywną emocję mimo , że jej
przyczyna jest już dawno nie aktualna . Czy emocje których
doświadczasz są adekwatne do rozmiaru sytuacji ? Skoro coś
wydarzyło się lata wstecz czy teraz powinno w identyczny sposób na
Ciebie oddziaływać ? Nie skoro rezultat tamtego wydarzenia nie
jest już do skorygowania . Dlaczego więc Ty na samą o tym myśl
czujesz dyskomfort ?
Czy przy ważnych dla Ciebie sprawach
potrafisz zachować chłodny stosunek do sprawy ?
Czy doświadczasz stresu który blokuje
Cię i zamyka dostęp do wielu zasobów Twego umysłu ?
Czy mając do skomunikowania się z
kimś, kto jest dla Ciebie ważny masz blokującą tremę ?
Czy wolałbyś umrzeć niż wystąpić
publicznie ? - Śmieszne dla niektórych , jest jednak wiele osób
które nie wystąpiły by publicznie nawet gdyby zagrozić im
śmiercią .
Usłyszałem kiedyś od mam nadzieję ,
że nie będzie miał mi za złe jeśli powiem przyjaciela .
„Mentor , coach na początku swej
drogi najpierw robi terapię sobie a gdy poradzi sobie ze swoimi
demonami zaczyna pomagać innym „ .
Ja już rozprawiłem się przeszłością
. Nawet nie próbujcie sobie wyobrazić , jak to pozwala mi łatwo
radzić sobie z bieżącymi wyzwaniami .
Spróbujcie wyobrazić sobie – jakiej
jakości byłoby wasze życie gdybyście potrafili robić to co powiedział
uczniowi mistrz .
„W każdej chwili wykorzystuj
wszystkie zasoby jakie masz dostępne „
Choćby to była na przykład kamera
cofania w samochodzie ;)
Jeżeli czujesz , że nie wykorzystujesz wszystkich zasobów jakimi dysponujesz .
Zapraszam do kontaktu .
Subskrybuj:
Posty (Atom)






