poniedziałek, 28 listopada 2016

Trzeba uważać

Miesiąc temu . Jadę pachnącym nowością , moim czerwonym suwem . Ostatnie skrzyżowanie przez które muszę się przebić , wyjeżdżam z podporządkowanej , i jestem na miejscu . Jadę poćwiczyć w siłowni zlokalizowanej przy centrum handlowym . Niestety ruch jest spory .
A niefrasobliwość innych kierowców ogromna , więc wyjechać z podporządkowanej jest trudno .
Gdy ja doczłapałem już do skrzyżowania stwierdziłem , że nie będę czekać będę działać .
Spojrzałem na samochód , od którego kierowcy zależało czy będę kontynuował podróż .Zielone Polo , o kierownicą którego oparta była kobieta , na oko trzydzieści kilka lat , ciemne włosy spływające na ramiona . Robiła wrażenie zamyślonej , skupionej gdzieś mocno myślami na czymś innym niż to co dzieje się naokoło niej . Melancholijna jakby wycofana . No cóż skupiam całą uwagę na niej patrzę , patrzę... . Po chwili ona spogląda na mnie wciąż z tym poważnym wyrazem twarzy . Ja wtedy uśmiecham się do niej . Palcem wskazującym prawej dłoni rysuję w powietrzu przed moją twarzą łuk jakbym powiększał uśmiech . Ona zaczyna się śmiać i dłonią czyni gest którym zaprasza mnie do wjazdu przed sobą na skrzyżowanie . Dosłownie dwie sekundy później ze skrzyżowania zjeżdża auto które tarasowało mi drogę . Ruszam dalej , mrugając jeszcze światłami awaryjnymi w podziękowaniu za wyświadczoną uprzejmość .
Sto pięćdziesiąt metrów dalej wjeżdżam na parking podziemny i jestem na miejscu . Kilka minut zajęło mi znalezienie miejsca do zaparkowania . Parkuję po czym energicznym krokiem udaję się do siłowni . Po drodze chcę kupić jeszcze wodę na trening . Rezygnuję jednak z wchodzenia do marketu , udaję się do sklepu drogeryjnego zlokalizowanego po sąsiedzku z klubem do którego zmierzam . Idę do regału z napojami sięgam małą butelkę ulubionej wody mineralnej obchodzę regał zawracam i idę do kasy . W kolejnej alejce regałów niespodzianka , kobieta która mnie wpuściła na skrzyżowaniu . Stoi i lustruje wzrokiem równo poukładane butelki szamponów . Ten sam melancholijny , refleksyjny wyraz twarzy . Stoi , zapewne żeby mieć lepszy ogląd po przeciwnej stronie alejki . Plecami przy samym regale , zatem przechodzę przed nią . A znajdując się przed nią mówię – Dziękuję ,że mnie wpuściłaś na skrzyżowaniu . - Ona robi wrażenie wyrwanej z letargu reaguje uśmiechem widać jednak , że podszytym konsternacją . A ja idąc nie czekając na jej kolejne reakcje , myślę jak niewiele trzeba żeby się ktoś uśmiechnął . Wchodzę do siłowni , przebieram się . A po czterdziestu pięciu minutach intensywnej pracy nad swoją kondycją zaczynam się rozciągać . Wtedy dostrzegam , że na kanapie przy wejściu do sali gdzie są prowadzone zajęcia grupowe siedzi właśnie ona .
Ta która wpuściła mnie na skrzyżowaniu , ta którą spotkałem w drogerii . Zaśmiałem się w duchu sam do siebie . Pomyślałem znów przejdę tuż przed nią bo tylko tamtędy mogę udać się do szatni .
Skończyłem po kilku minutach się rozciągać i ruszyłem w stronę szatni . Ona faktycznie , czekała poprzednie zajęcia na sali właśnie się skończyły . Ostatni z uczestników poprzednich zajęć opuścili salę . Oczekujący na kolejne nieśpiesznie zapełniali ją na nowo . Idę i już jestem krok przed tą kobietą , gdy ona wstaje kanapy . Rozgląda się nieco aby nie zderzyć się z kimś śpieszącymi do szatni lub z nich wychodzącym . I dostrzegłszy mnie uśmiecha się tym razem szeroko , szczerze i mówi – Czerwone Reno . - Odpowiadam uśmiechem i potakująco kiwam głową i udaję się do szatni .
Dwa dni później również byłem w tym klubie . Tym razem byłem dobrą godzinę wcześniej , poświęciłem na ćwiczenia trochę więcej czasu . Wychodząc już odświeżony , widzę na kanapie znów siedzi ta uprzejma kobieta . Tym razem bardziej ożywiona popatruje to w prawo to w lewo .
Gdy dostrzegła mnie nadchodzącego jej wyraz twarzy zrobił się promienny a gdy spotkaliśmy się wzrokiem uśmiechnęła się . Macie tak , że czasem robicie coś pod wpływem chwili impulsu i bez przemyślenia ? Usiadłem na bocznym oparciu kanapy , po jej prawej stronie . Tuż obok niej lecz wyżej o jakieś trzydzieści centymetrów . Tak , że aby patrzeć na mnie musiała zadzierać głowę do góry . Spojrzałem jej w oczy w których znów była konsternacja i zacząłem mówić tym swoim niskim , radiowym głosem .
- Kiedy poprosiłem Cię żebyś mnie wpuściła na skrzyżowaniu , uśmiechnęłaś się . - Jej źrenice rozszerzyły się . - Gdy Ci podziękowałem za to w drogerii , uśmiechnęłaś się . - Kąciki jej ust uniosły się nieco , kontynuowałem . - Gdy skojarzyłaś mnie z samochodem, uśmiechnęłaś się . - jej usta uchyliły się ukazując nieco biel zębów . - Dam Ci prezent . - Jej twarz rozpromieniała teraz już wszystkie zęby ukazały się w uśmiechu , oparłem lewą dłoń o jej prawe ramię nie przerywając wywodu .- Od teraz za każdym razem kiedy pomyślisz o czerwonym samochodzie będziesz się uśmiechać . - Sekundę później zabrałem dłoń z jej ramienia , wstałem i ruszyłem spokojnie do wyjścia . W lustrze dostrzegłem jej rozmarzoną teraz twarz . A pozycja w której teraz siedziała manifestowała – błogo mi .
      Minęły dwa tygodnie , po których znów spotkałem ową kobietę . Gdzie ? A jakże w siłowni . Dostrzegłem ją z daleka idąc korytarzem . Ciekawe , że zanim mnie dostrzegła uśmiechała się . Lecz gdy znalazłem się w polu jej widzenia zrobiła minę jakby obrażoną . Usta ściągnęła w wyrazie zaciętości . Wzrok wbijała we mnie , lecz jej oczy zdradzały , że nie może powstrzymać uśmiechu .
-     - Co ty mi zrobiłeś ? - Przestała udawać , rozpromieniała . Uśmiechała się szczerze całą sobą .
- Mogę Ci to zabrać , jeśli ci się to nie podoba .
- Wiesz jak mi się układa z mężem od dwóch tygodni ? - Zrobiła pauzę - Cu...do...w...nie !!!
- A czemu kojarzysz ten fakt ze mną ? - Nieco mnie to zdziwiło .
- Mój mąż , jest kierowcą w straży pożarnej . - Roześmiała się gromko . A ja pomyślałem trzeba uważać co się komuś aplikuje .

środa, 9 listopada 2016

Stan skupienia

Znalazłem się nad skrajem stawu nie przypadkowo . Chciałem dać sobie chwilę wytchnienia , oderwać się od zgiełku i codziennego pędu .
Jesienna przebogata kolorystyka liści na drzewach a także tych które już opadły na ziemię tworzy na ziemi niepowtarzalne kompozycje szeleszczących dywanów . Słońce sporadycznie uśmiecha się do mnie zza chmur , jak dziecko bawiące się w „raz dwa trzy baby jaga patrzy „ brak już kwiatów a przy nich kolorowych latawców motyli . Spacerując nad samą krawędzią wody napotkam leżące drzewo . Podmywane latami przez podnoszącą się to opadającą wodę przewróciło się dając nowe możliwości wodzie do ekspansji . Mi daje świetne miejsce do tego aby usiąść i wyczyścić myśli skupić uwagę na tafli wody . Odseparować się od natłoku spraw .
Obserwowanie tafli wody , choć dla kogoś patrzącego na to z boku wydawać by się mogło absurdalnie nudnym , może być bardzo frapującym zajęciem . Zwłaszcza gdy na powierzchni wody unoszą się zabrane drzewom przez wiatr liście , drobne gałązki , źdźbła traw . Od czasu do czasu zatańczy między nimi kaczka po czym dostojnie i z gracją zaprezentuje się łabędź .
Woda trochę mętna unosząca cząstki mułu pokrywającego dno . Unosząca na sobie szczątki roślinności . Czasem też to co ludzie w swej niefrasobliwości wrzucają , butelki ,puszki .
Gdy patrzę na taki staw dochodzę po chwili do wniosku , że to co się unosi na wodzie przyciąga wzrok i absorbuje moją uwagę , lecz czy słusznie ? Najważniejszą , wartość wody uzmysławiam sobie dopiero po chwili gdy patrzę szerzej . Ona mimo wszystko ożywia rośliny do których dociera . Umożliwia życie i wzrost zwierzętom i roślinom w niej żyjącym . Gasi pragnienie .
Jest tak czasem , że w pierwszej kolejności dostrzegamy śmieci , fragmenty obumarłe , i skupiamy się na tym także w życiu .
Poświęcamy czas i energię na kultywowanie trosk , pielęgnowanie zmartwień , celebrowanie niewygody .
Tymczasem wystarczy przenieść uwagę , nie daleko obok . Spojrzeć inaczej i okazuje się , że piękna i radości jest znacznie więcej . I zdecydowanie bliżej niż nam się wydaje ...

czwartek, 20 października 2016

Drzwi

































                                                     Dojechałem do domu .
Pilot ,brama się odsuwa – parkowanie .
Zostawiłem bramę otwartą bo mamy za chwilę jechać na zakupy z żoną . Wysiadam z samochodu i wzdrygnąłem się usłyszawszy szczekanie dwa trzy kroki ode mnie . Na środku podjazdu do naszego garażu stoi średniej wielkości czarny wychudzony pies . Stoi patrzy na mnie oczami w których jest mieszanka bólu i złości , z podkulonym ogonem , szczeka na mnie . W myślach mówię do siebie – no nie , przychodzisz do mnie do domu i ujadasz na mnie ?                 Ja chyba śnię ?
We śnie zdarza się , że coś wiesz – nie wiesz skąd , ale po prostu wiesz , że tak jest ?
Jak wtedy gdy widziałem długi jasny korytarz niczym w hotelu . Szereg drzwi po jednej i drugiej stronie . Wiedziałem , że są to drzwi do świata . I gdy szedłem tym korytarzem spoglądając raz na drzwi z prawej raz na drzwi z lewej czułem , iż każde z nich powodowały we mnie inne emocje i uczucia . Pierwsze gdy na nie spojrzałem spowodowały przypływ wstydu .
Odwróciłem wzrok ku drzwiom po przeciwnej stronie korytarza nie chcąc wchodzić do świata z takim bagażem . Kolejne na których oparłem wzrok nie były bardziej zachęcające bo budziły poczucie winy . Ruszyłem dalej gdyż nie chciałem żywić tej emocji w sobie . Następne nie były bardziej zachęcające - patrząc na nie czułem ogarniającą apatię . Nie bez trudu przedostałem się do kolejnych lecz tam pojawił się żal . Nie przystawałem więc i szedłem dalej a przy kolejnych poczułem strach ! Przyspieszyłem więc kroku chcąc wyrwać się z tego miejsca a następne które mijałem spowodowały że czułem pragnienie . Mijając kolejne poczułem dumę i zwolniłem kroku by przy kolejnych poczuć odwagę . Szedłem już teraz powoli kolejne uczucie jakie się pojawiło to gotowość więc szedłem teraz spokojnym krokiem z poczuciem akceptacji . Pojawiły się drzwi które budziły we mnie nadzieję , radość , spokój a do ich otwarcia potrzebna była miłość .
Spojrzałem tedy w oczy tego skrzywdzonego stworzenia . W myślach odezwałem się do niego - co mogę zrobić dla ciebie przyjacielu ? Przestał szczekać położył się i zaczął skamleć jakby opowiadał o przykrościach jakich doświadczył . Jakby szukał kogoś kto będzie starał się zrozumieć … nie oceniać .

piątek, 7 października 2016

Śtres

Uczeń zapytał nauczyciela . Mistrzu jak Ty to robisz , że parkujesz samochód tyłem nie rozglądając się ni trochę . Jakbyś czuł przestrzeń nawet poza samochodem a nie tylko wokół siebie . Nie spoglądasz na boki nie odwracasz się do tyłu . Jakbyś był zjednoczony z pojazdem i przestrzenią .
Czasem dzieje się tak , że uczeń spędza wiele godzin przy książkach i zeszytach .
Rodzic odpytuje go z lekcji - ten odpowiada z wszystkiego czego się nauczył . No … na piątkę z niewielkim minusem . Po czym ten sam uczeń kilka godzin później , wywołany do odpowiedzi w szkole. W drodze ze swojego miejsca do tablicy – wszystko albo prawie wszystko czego się nauczył zapomina . Znacie takie sytuacje , może wam samym się przytrafiło coś takiego kiedyś ?
A może miewacie tak czasami nadal tylko w troszkę innym wydaniu . Masz porozmawiać z kimś i przedstawić mu swoje racje . Od tego co powiesz zależy dużo w Twoim życiu albo też co zadzieje się między wami w dalszej perspektywie ? Przygotowujesz sobie ,wystąpienie , układasz przemowę wiesz co powiesz zdanie po zdaniu . Kolejność zdań wynika logicznie z konstrukcji jaką zbudowałeś aby Twój przekaz był jasny , skuteczny , i miły dla osoby do której go kierujesz . Przygotowujesz się jak nigdy dotąd wcześniej , a wychodzi i tak jakbyś został wyrwany do odpowiedzi na zupełnie nie znany Ci temat i to jeszcze z najgłębszego snu .
Co jest ? Nie wyszło osoba z którą miałeś sympatycznie porozmawiać się obraziła ? Albo wyszła wam z tej rozmowy kłótnia ? Albo najmniej szkodliwa chyba wersja wydarzeń – podjąłeś temat lecz nie osiągnąłeś zamierzonego w ten sposób celu .
Albo też słyszysz od kogoś jakieś zdanie , którym czujesz się urażona – urażony . Bo jesteś przekonany , że zawiera dla Ciebie krzywdzącą treść ? I coś byś powiedział , lecz w tym momencie w głowie masz tylko (…............) . A po czasie gdy trochę ochłoniesz przychodzi Ci do głowy taka riposta , że przechodzi Ci przez myśl ,iż zasługujesz na literackiego Nobla .
Tylko czemu nie przyszło Ci to do głowy wtedy gdy było adekwatne do sytuacji , mogło posłużyć rozwiązaniu jakiejś dziwnej sytuacji ? Lub przeniesienia Cię z roli ofiary do roli równorzędnego partnera w dyskusji .
Przypomnij sobie sytuacje w której na przykład jakaś osoba , budzi negatywną emocję mimo , że jej przyczyna jest już dawno nie aktualna . Czy emocje których doświadczasz są adekwatne do rozmiaru sytuacji ? Skoro coś wydarzyło się lata wstecz czy teraz powinno w identyczny sposób na Ciebie oddziaływać ? Nie skoro rezultat tamtego wydarzenia nie jest już do skorygowania . Dlaczego więc Ty na samą o tym myśl czujesz dyskomfort ?
Czy przy ważnych dla Ciebie sprawach potrafisz zachować chłodny stosunek do sprawy ?
Czy doświadczasz stresu który blokuje Cię i zamyka dostęp do wielu zasobów Twego umysłu ?
Czy mając do skomunikowania się z kimś, kto jest dla Ciebie ważny masz blokującą tremę ?
Czy wolałbyś umrzeć niż wystąpić publicznie ? - Śmieszne dla niektórych , jest jednak wiele osób które nie wystąpiły by publicznie nawet gdyby zagrozić im śmiercią .
Usłyszałem kiedyś od mam nadzieję , że nie będzie miał mi za złe jeśli powiem przyjaciela .
„Mentor , coach na początku swej drogi najpierw robi terapię sobie a gdy poradzi sobie ze swoimi demonami zaczyna pomagać innym „ .
Ja już rozprawiłem się przeszłością . Nawet nie próbujcie sobie wyobrazić , jak to pozwala mi łatwo radzić sobie z bieżącymi wyzwaniami .
Spróbujcie wyobrazić sobie – jakiej jakości byłoby wasze życie gdybyście potrafili robić to co powiedział uczniowi mistrz .
„W każdej chwili wykorzystuj wszystkie zasoby jakie masz dostępne „
Choćby to była na przykład kamera cofania w samochodzie ;) 

Jeżeli czujesz , że nie wykorzystujesz wszystkich zasobów jakimi dysponujesz .
 Zapraszam do kontaktu . 

piątek, 23 września 2016

A TY CZUJESZ ?


Tydzień intensywnie trenowałem sztukę komunikacji .
Poznawałem techniki o których nie miałem pojęcia . A także pogłębiałem wiedzę w tematach, które były mi znane powierzchownie . Poznając głęboko różne sposoby funkcjonowania świata , przeszedłem proces głębszego poznania siebie . Poznanie siebie , to najlepszy sposób nabrania do siebie dystansu . Daje to prawdziwy komfort psychiczny . A wtedy możemy korzystać z zasobów naszego umysłu w pełni . Zupełnie odwrotnie niż gdy jesteśmy w nieuzasadnionym stresie , złości , smutku czy innej negatywnej emocji . I mamy w takiej sytuacji wrażenie ,iż ledwo pamiętamy jak się nazywamy .
Po ośmiu godzinach intensywnej nauki , ćwiczeń , treningu . Mieliśmy ochotę coś zjeść a przy tym pogadać . Czasem nasze rozmowy nabierały terapeutycznego charakteru . Gdy jedna osoba drugiej pomagała inaczej spojrzeć na jakieś doświadczenia życiowe – najtrudniej być przecież obiektywnym gdy coś dotyczy nas samych . Podczas jednej z takich rozmów przypomniało mi się wydarzenie którego byłem świadkiem kilka lat wcześniej . Zapewne nie przyszło by mi to na myśl s , gdybym wcześniej nie otworzył umysłu podczas warsztatów.
Było to latem z sześć lat temu . Byliśmy z żoną i naszym sześcioletnim wtedy synem na wakacjach w Kamieniu Pomorskim . Tego dnia spędzaliśmy beztrosko czas wylegując się na kocu rozłożonym nad brzegiem zalewu . I spoglądaliśmy na leniwie poruszające się w oddali na wodzie żagle . Za nami wznosił się stary zabytkowy mur z czerwonej cegły . Zachowany od strony zalewu , kiedyś okalał całe miasto . Przestrzeń między murem a nami dzieli brukowana jezdnia , ruch pojazdów jest tutaj symboliczny . Dlatego nie dziwi widok spacerującej jej środkiem dziewczynki . Na oko czteroletnia blondyneczka , z włosami spiętymi w dwie kitki .
W jednoczęściowym pomarańczowym stroju kąpielowym z obfitą falbanką na biodrach , co nadawało jej wygląd sukienki . Szła boso trzymając w rączkach swoje sandałki . Stawiała małe stópki tak jakby każde stąpnięcie było odkryciem czegoś nowego . Kilkanaście metrów za nią podążali zapewne jej rodzice , spokojnie acz bacznie śledzili poczynania swojej pociechy . Gdy mijała nas , z sąsiedniego koca odezwała się do niej korpulentna starsza pani słowami .
          - Załóż buciki dziecko bo nóżki pobrudzisz !
          -Nie , bo nie poczuję ziemi . - Starsza pani widać słyszała odpowiedź dziecka. Nie usłyszała jednak przekazu . Dlatego jeszcze chwilę prowadziła dialog ze sobą .
Pod nosem komentując odpowiedź dziewczynki i podsumowując jej opiekunów . Po czym zdegustowana wróciła do lustrowania kolorowego czasopisma .
               Natomiast dziecko nie zawracając sobie głowy wędrowało dalej .
Często - nie zdajemy sobie sprawy z tego , że za dużo myślimy a za mało czujemy .
A chyba jeszcze rzadziej zdajemy sobie sprawę z tego , kto jest uczniem a kto nauczycielem

czwartek, 8 września 2016

Gorzki miód ?

Niedziela nadszedł ten dzień ...
Biegnę już ponad dwie godziny i wiem , że jeszcze co najmniej drugie tyle przede mną .
Maraton to już nie są żarty . Czterdzieści dwa kilometry dystansu a słońce nie pieści , lecz dziś mam wrażenie wypija energię nie tylko ze mnie .Przed półmetkiem widać już kryzys u kilku osób. Po przekroczeniu połowy dystansu kilka się wykrusza z peletonu . Każdy kilometr przybliża nas do mety , jednak każdy kolejny jest coraz trudniejszy do przebiegnięcia . Ktoś mi powiedział kiedyś , że bieganie jest jak medytacja , modlitwa . Nie jest łatwo się modlić . Choć istotnie na takim dystansie można się wyłączyć . Tylko ja i muzyka wlewająca się do mych uszu ze słuchawek podłączonych do telefonu . Dwadzieścia pięć kilometrów , na pewno co nieco mnie boli , poczułbym to zapewne gdybym się zatrzymał . Dwadzieścia dziewięć to już prawie trzydzieści . A jak przekroczę trzydziesty drugi to zostanie tylko dziesięć . Dziesiątki biegałem już blisko dwieście razy – próbuję znaleźć sobie jakiś punkt zaczepienia myśli . Trzydziesty piąty kilometr kolejny punkt odżywiania. Na stoliku wśród kubeczków z napojami izotonicznymi widzę czip pomiarowy . Ktoś zgubił ? - nie pytam , stwierdzam – Zawodnik się wycofał i zostawił -słyszę od anioła który obdarowuje tu życiodajną energią . Jeszcze siedem kilometrów . Czuję się jakbym nie miał wnętrzności jakby wypełniała mnie próżnia . Bieganie – mistyczne doznanie ? Biegnę choć wydaje mi się , że stopy kleją się do podłoża .
Myślę o tym co działo się wczoraj a z zadumy wyrywa mnie dzwonek telefonu . Przywołuje do rzeczywistości w poniedziałkowe popołudnie .
   -Halo – Drżący znajomy kobiecy głos w słuchawce .
   -Witaj – Odpowiadam 
   -Mieliśmy się dziś spotkać , ale ja nie wiem czy dam radę . Jestem rozbita w drobne kawałki jak  kryształowy wazon . Jestem na rozdrożu i nie wiem co robić . Złożyłam do prokuratury zawiadomienie o przemocy domowej . Po tylu latach . Ale i tak mam wątpliwości . Muszę dowieźć jeszcze dokumenty z obdukcji lekarskiej . Byłam w domu po nie , i tam moja własna matka namawia mnie do wycofania sprawy . Nie wiem co robić ? Czuję jakbym się wspinała na wysoką górę . I boję się co zrobię ,i czego nie zrobię . - Zawsze bezpośrednia i wylewna w kontaktach . Niedawno poznana kobieta z którą mam podjąć pewne działania biznesowe .
   -Fakt , mieliśmy się spotkać . Jednak to nie jest chyba tak ważne , żeby tego nie można było przełożyć . To co Ty robisz w tym momencie jest wydaje mi się dla Ciebie ważniejsze .
   -Tak ale chciałam to usłyszeć , że się nie gniewasz , że przekładamy spotkanie . Potrzebuję choć tej pewności w tej mojej aktualnej huśtawce .
   -Masz moje zapewnienie , nie gniewam się . A Ty pomyśl .
Co się może zmienić jeśli doprowadzisz sprawę do końca ?
Co się może zmienić jeśli się wycofasz na tym etapie ?
Co możesz stracić jeśli doprowadzisz sprawę do końca ?
Co możesz stracić jeśli się wycofasz ?
   -Za dużo pytań …
  - Odpowiedz sobie na te . I wtedy podejmij decyzję . - Przez dwie trzy sekundy panowała cisza ,
             po czym ...
Biegnę choć wydaje mi się , że stopy kleją się do podłoża . Czasem w snach jest takie wrażenie . Podnoszenie stóp jest coraz trudniejsze , może jak wybiegnę z piachu na asfalt będzie lżej ? Nie , nie jest zmęczone stopy boleśnie odczuwają każde zetknięcie z twardym podłożem .               Jeszcze dwa kilometry . Asfalt odbija promieniowanie słoneczne potęgując odczucie gorąca . Jeszcze kilometr . Widzę w oddali metę . Czuję przypływ radości . Nie , nie pobiegnę wcale szybciej .
  -Nie ma odpowiedzi , ale otworzyły się jakieś drzwi w mojej głowie . Dziękuję …  
      Nie przegram gdy dotrę do mety , zawiodę jeśli ustanę .
Obojętnie od wyniku , jaki uzyskam . Jeśli dam z siebie wszystko , to na mecie woda będzie smakowała mi lepiej niż szampan .
Inaczej nawet miód będzie trącił goryczą .

środa, 31 sierpnia 2016

Gonitwa



Gonitwa , wyścig , sprint .
Koniec miesiąca . Ostatnie godziny to dla wielu osób czas wzmożonego wysiłku w pracy . Trzeba pozamykać rozpoczęte tematy . Czasem podgonić wynik . Zdążyć z terminami .    I jeszcze zrobić raporty , sprawozdania . Prowadzę samochód drogą wijącą się przez las , kilka kilometrów w zielonym tunelu . Już kilka godzin w pracy a przede mną jeszcze ile ? Nie jestem w stanie teraz określić . Boli mnie głowa , wstałem bardzo wcześnie . I te kilka wypitych od rana kaw zaczyna w nieprzyjemny sposób dawać o sobie znać . Na zewnątrz bardzo gorąco w końcu to ostatni dzień sierpnia . Rozkręcam klimatyzacje na maksymalne obroty . Zaczyna mnie kręcić w nosie i zbiera mi się na kichnięcie . Przyjemny relaks w cieniu drzew zakłóca dzwonek telefonu . Wzbiera chęć kichnięcia . Zwalniam i sięgam po telefon , zanim zdążyłem go chwycić zaczyna dzwonić drugi z moich telefonów . Czuję już nie kręcenie w nosie ale tornado . Bezwiednie cofam rękę od wołających mnie polifonią dźwięków telefonów . Przykładam bezwiednie ,odruchowo do nosa .
Zwalniam jeszcze bardziej , kicham z taką siłą , że aż oczy mi zachodzą łzami . Telefony uparcie wołają , chcę już po nie sięgnąć . Czuję jednak , że zaraz kapnie mi z nosa . Sięgam po zmiętą serwetkę od hot-doga którego kupiłem na stacji benzynowej jako substytut śniadania . Przykładam do nosa . W tym momencie orientuję się , że to krew płynie mi z nosa . Ok – myślę żebym nie upaprał koszuli bo nie mam nic na zmianę w samochodzie . Lewą ręką trzymam serwetkę i łokciem przytrzymuję kierownicę . Prawą ręką zmieniam biegi na niższe po czym wraca ona na kierownicę i za jej pomocą sprowadzam auto na pobocze . Telefony zamilkły na chwilę , po czym zaczęły dzwonić na zmianę z przerwami na tyle żebym słyszał kiedy jeden dzwonek zamienia się w drugi . Wysiadłem z auta i stałem pochylony aby przypadkiem jakaś kropla krwi nie padła mi na spodnie . Zauważyłem powalone drzewo kilka metrów w głąb lasu od drogi . Szedłem ku niemu powoli aby usiąść na jego pniu . I poczekać aż przestanie mi kapać z nosa . Usiadłem i z pochyloną głową wpatruję się w trawę . Serwetka już cała czerwona nie będzie mi już pomocna . Upuściłem ją na ściółkę , celuloza wraca do miejsca skąd została pozyskana – pomyślałem . Wciąż leci mi z nosa zastanawiam się ile to już . Plama która powstała na ziemi przed moją twarzą ma już średnicę kilkunastu centymetrów .
Przechodzi mnie dreszcz , znów zbiera mi się na kichnięcie . Pomyślałem dobrze że siedzę na tyle daleko od samochodu , że nie słyszę natarczywości dzwonków telefonów . Znów kicham .      I ponownie z taką siłą która wciska mi łzy do oczu . Zastanawia mnie w tym momencie czy nie opryskałem przy tym krwią ubrania ? Łzy w oczach powodują ,że obraz mam rozmazany . Zastanawiam się przez chwilę czy to co widzę jest realne ? Pojawił się bezszelestnie , piękny jak kwiat .Jak przybysz z innego świata . Kolorowe ornamenty jak z perskich dywanów żywe gdy się poruszał . Usiadł na skraju plamy mojej krwi pomachał do mnie jeszcze skrzydłami . Tak jakby chciał powiedzieć . Czy musi cię spotkać coś przykrego abyś się zatrzymał i dostrzegł piękno .
To zdarzenie miało miejsce kilka lat temu . A przypomniało mi się gdy zmieniałem dziś datę w kalendarzu . Nie spowodowało może wtedy przełomu w moim życiu .
Na pewno było jednak jednym z tych które przyczyniły się do zmiany mojego sposobu myślenia . Skłoniły do szukania równowagi .