środa, 25 maja 2016

Co pesymista będzie robił w niebie ?


Pesymista - człowiek skłonny do dostrzegania tylko ujemnych stron życia .
Człowiek, który nie dostrzega pozytywnych stron życia , prócz swojej, często zatruwa też dusze osób, z którymi współegzystuje .
Współegzystuje używam tu z całą odpowiedzialnością,gdyż człowiek nie dostrzegający jasnych stron życia - nie żyje .
Judasz wpadł w rozpacz i nie uwierzył, że jego grzech może być odpuszczony, czyli zwątpił w miłosierdzie Boga. Zwątpienie w miłosierdzie Boga jest grzechem niewybaczalnym, bo Bóg może odpuścić każdy, nawet największy grzech, jeżeli żałuje się tego grzechu tak bardzo jak Piotr żałował ,że zaparł się Jezusa .
Abstrahując od wiary katolickiej , ludzie nie potrafią zbadać do końca i bez żadnych wątpliwości zrozumieć otaczający ich świat . Nie są w stanie rozszyfrować ,tak bliskiego im ,tak doskonałego mechanizmu jaki mają czyli mózgu .
Tak wiele jeszcze tajemnic skrywa przed nimi świat ,że ich lista wypełniłaby drobno zapisanych kilkaset stron , a mimo to są tacy, którzy w swojej pysze negują istnienie Istoty Wyższej jakkolwiek by ją definiowali .
To jest jedno natomiast drugą odmianą pychy jest postrzeganie Stwórcy przez pryzmat cech ludzkich .
Człowiek od stuleci starał się uczłowieczyć Boga – na próżno , a i po co ?
Stąd pretensje o zło jakie ludzie sami generują na świecie kierowane do Stwórcy są źle adresowane ?
Dotychczas człowiek nie stał się i zapewne nie stanie się nawet w raju tak wszechwiedzący dlatego próby sprowadzenia Boga do ludzkiego poziomu to raczej mało wyszukane , przepełnione pychą próby wyniesienia samego siebie wyżej .
Często można zaobserwować takie zachowania wśród gwiazdorów , szydzą z religii , moralność traktują co najmniej nonszalancko, a co za tym stoi – pustka , brak jakichkolwiek wartości . Celebryci starają się wynieść wyżej od przeciętnego człowieka lansują się sami na bożka dla pogubionych . Takich którzy nie potrafią lub są zbyt leniwi aby samemu myśleć w sposób krytyczny .
Tymczasem to Ci, którzy potrafią po cichu służyć innym , pomagać nie afiszując się, są bardziej podobni do tego, który nas Stworzył . Matka pielęgnująca dziecko , strażak ratujący bliźniego , wolontariusz w hospicjum trzymający za rękę gasnącego człowieka .
Głośno wokół nas rozkrzyczane jest zło – katastrofa ,zamach , pożar to są pierwsze informacje które pojawiają się w mediach , a dopiero później zaledwie wspomniane są pozytywne sytuacje . Mam wrażenie ,że to jakaś manipulacja, bo gdyby nie było pozytywnych wydarzeń to już dawno świat by się skończył .
Wczoraj oglądałem wiadomości w tv i specjalnie weryfikowałem ilość tych pozytywnych do negatywnych informacji , jedna pozytywna w stosunku do kilkunastu negatywnych – bo nie było ?
Bo dobro jest ciche i skromne – pesymista ma wyuczone zmysły tak , że nie zauważy tego natomiast wszystko co złe wychwyci doskonale i nie uroni „ni kropli” .
Którejś zimowej niedzieli byłem wykąpać się w lodowatej wodzie i wśród innych morsów hartowałem się , był między nami też chłopiec w wieku podobnym do mojego syna jedenaście może dwanaście lat . Ambitnie spędził we wodzie blisko piętnaście minut po czym, gdy wyszedł miał problem z rozgrzaniem się, dygotał tak ,że miał problem ,aby założyć ubranie -tak się wychłodził . Ja miałem dla siebie kubek termiczny z gorącą herbatą na rozgrzewkę , oddałem temu chłopcu – a sam więcej pobiegałem, by przyspieszyć krążenie i się rozgrzać .
Nie zrobiłem nic nadzwyczajnego i nie mam zamiaru tu lansować się na nie wiadomo jakiego Samarytanina . Czy i Tobie nie zdarza się zrobić nic nadzwyczajnego – po prostu coś dobrego .
Jest wokół nas wiele zdarzeń, które jakby ignorujemy ,przechodzimy nie zauważywszy , że niosą pozytywny ładunek energii .
Jeśliby skupić się na tym, co wypełnia media, to trudno być optymistą , pesymistą pod takim wpływem bardzo łatwo zostać ,a to droga do rozpaczy .
Rozmawiałem w dniu wczorajszym z pewnym człowiekiem , któremu dedykuję ten wpis .
Mimo tego , że spotykają nas przeciwności nie poddaję się . A po przebrnięciu przez nie , gotowi jesteśmy na kolejne wyzwania i możemy podjąć się cięższych, bo z łatwiejszymi już daliśmy sobie radę .
To jak nauka , nauczywszy się podstaw gotowi jesteśmy iść dalej i uczyć się kolejnych trudniejszych rzeczy . Można to także porównać do ćwiczeń fizycznych trenując jednostajnie z każdym tygodniem obciążenie staje się mniej dokuczliwe , aby się rozwijać dokładamy kilogramów .
Oddając się świadomej refleksji nad tym doszedłem jakiś czas temu do takiego wniosku :
Z wiekiem nasza perspektywa zmienia się , rok staje się mniejszą częścią naszego dotychczasowego życia .
Nabieramy przez to dystansu do wydarzeń, ludzi .Uświadamiamy sobie jakim jesteśmy ”pyłkiem„ w skali wszechświata .
Taka zmiana w odbiorze świata spowodowała ,iż usłyszałem niejednokrotnie - jesteś ostoją spokoju - śmieję się wtedy w duchu .
Bo ile trzeba się było nadenerwować - żeby odnaleźć spokój ? Ile razy załamywać, żeby stać się optymistą ?
Żeby stal nabrała twardości , trzeba ją doprowadzić wpierw do formy plastycznej przez podgrzanie, a potem gwałtownie schłodzić .
Tak też jest z nami . Najodporniejsi ludzie to ci, którzy najwięcej doświadczyli .
Wznieść się nad trudną sytuację , znaleźć inną perspektywę , w ten sposób nie popadanie się w pesymizm ( o tym wkrótce ) .
Mi osobiście trudno wyobrazić sobie , że pesymistę spotkam w niebie .
Lecz nie zbadane są wyroki pana  ;)


środa, 18 maja 2016

Wszyscy jesteśmy własnymi ofiarami ...






Każdy jest kowalem własnego losu – słyszeliście nie raz . Wielokrotnie słyszałem negowanie tego stwierdzenia – bo co ma zrobić ktoś kto ….? No właśnie co ma zrobić ktoś ?
A co ja bym zrobił ?
Nie jest ważne co ja bym zrobił , ważne jest co robi osoba, której problem dotyczy .
Tydzień temu opublikowałem posta o drodze i celu . Wielokrotnie słyszałem ,a przez ten ostatni tydzień także kilka razy zdążyłem usłyszeć i przeczytać stwierdzenie „trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu „ . Mówią to osoby zajmujące się rozwojem i motywacją . Nie myślałem w ubiegłą środę , że dopiszę pewną kontynuację – ale dojdziemy do tego . Nie mam zamiaru podważać słuszności stwierdzenia o potrzebie opuszczenia tak zwanej bezpiecznej przystani .
 Uważam wręcz , że to zdrowe aby poznawać granice swoich możliwości ,a wtedy łatwiej radzimy sobie kiedy spotka nas coś nowego .
Pytanie jednak powraca – co ja bym zrobił .
Co powstrzymuje ludzi przed działaniem , zafrapowało mnie ? Z rozmów jakie odbyłem wniosek nasuwa mi się taki . Przede wszystkim to są obawy i paradoksalnie nasze oczekiwania .
Co ciekawe nasze obawy wynikają z naszych oczekiwań .
Zapewne parę osób właśnie zakończyło czytanie tego artykułu , nie mam wpływu na to, natomiast one może właśnie straciły szanse na pokonanie spotykających ich w życiu trudności .
Do rzeczy : jak ludzie wyobrażają sobie problem – i rozwiązanie problemu ?
Zazwyczaj widzą sytuację, w której się znajdują , a w wyobraźni jako rezultat widzą sytuację
odwrotną do dyskomfortu jakiego doświadczają lub jaki odczuwają . Jest to wyobrażenie dwóch
skrajności . Nie mam pieniędzy, jestem biedny(niezależnie ile faktycznie mam), a rozwiązaniem byłoby gdybym miał taką a taką kwotę . A pomiędzy ? Pustka . Kolejna sprawa ,co znaczy być biednym . Nie mam z kim dzielić życia , jestem samotny . Nie poznaję nikogo z kim mógłbym się związać . Jestem związany, ale nie jestem szczęśliwy, bo wyobrażam sobie , że byłbym gdyby...
W przypadku każdego z nas inne cele , pragnienia , marzenia blokowane są przez wyobrażenie trudności w jego osiągnięciu, które rozbudowujemy w swojej wyobraźni do gigantycznych rozmiarów .
A weźmy tak atrakcyjność fizyczną . Jeśli jestem gruby ,to nie jestem odbierany jako atrakcyjny przez innych – to moje założenie a nie ocena innych . Rozczaruję teraz zapewne wiele osób, które marzą o kształtach modelki czy sportsmena . Obraz atrakcyjności jest naszym indywidualnym wyobrażeniem i zapewne nigdy nie będzie idealnie zaspokajał gustu innych osób . Nie ma możliwości zadowolić wszystkich . Na własnym przykładzie, gdy pozbyłem się zbędnego balastu usłyszałem wiele komplementów , ale też kilka uwag nie przychylnych co do zmiany .
Nawet moja żona, chociaż zadowolona ze zmiany jaka zaszła w postaci poprawy samopoczucia i stanu mojego zdrowia ,stwierdziła jednak , że jestem mniej przyjemny do przytulania, bo moje ciało zrobiło się twarde . A i parę postronnych osób stwierdziło , iż sympatyczniej wyglądałem gdy byłem „misiowaty” i nie były to stwierdzenia osób „misiowatych”.
Takie mają po prostu gusta .
Gdyby moim celem była zmiana fizyczna to miałbym dylemat , jak być „misiowatym” a jednocześnie fit ? Skoro jednak podjęte działanie nie było ukierunkowane na zadowolenie kogoś innego ,lecz poprawę mojej kondycji fizycznej i mojego samopoczucia to wszelkie cudze oceny są poza mną . Gdy ktoś jednak stara się zaspokoić oczekiwania innych co do swojej osoby to … ponosi porażkę. Bo robiąc coś wbrew sobie i tak nie zadowoli tych innych .
A jak ma się oczekiwanie vs wynik ? Oczekującego efektów z dnia na dzień najszybciej dopada – zniechęcenie . Jeśli masz wyobrażenie celu jaki by Cię satysfakcjonował , a nie widzisz drogi prowadzącej do tego celu , to jesteś wyjęty z realiów. W takim razie żaden cel nie jest osiągalny . Metaforycznie - może się zdarzyć ,że będzie ktoś próbował trafić strzelając na oślep .
Wady takiego postępowania przeważają zasadniczo nad zaletami , pierwsza to skuteczność porównywalna do loterii . Druga marnowanie amunicji (TWOJEGO POTENCJAŁU), którą można by przeznaczyć na trafienie kolejnego i następnego celu .
Jeśli ulegamy wyobrażeniu celu na zasadzie kontrastu białe – czarne to cel wielokrotnie wydaje się poza zasięgiem zatem nie podejmujemy działań w ogóle aby się do niego zbliżyć . I to jest właśnie starcie oczekiwań i obaw . Chcielibyśmy czegoś wielkiego ,tak wielkiego , że się tego boimy .
Dlatego tkwimy tu gdzie jesteśmy i nie ruszamy nawet o milimetr w kierunku tego czego podobno pragniemy ?
A co ty byś zrobił ?
Ok. W końcu powiem , ale nie co bym zrobił, lecz co zrobiłem .
Żeby biegać trzeba się nauczyć chodzić więc :
Gdy podjąłem pracę nad sobą założyłem sobie plan i skrupulatnie go przestrzegałem – nie to żeby nie zdarzyły mi się odstępstwa od niego .
Starałem się jednak skrupulatnie go realizować (SYSTEMATYCZNOŚĆ) .
Nie zakładałem celu na krótki ,czas bo wyznaczyłem sobie rok czasu na dojście do efektu jaki zakładałem oraz założyłem ,że po upływie roku będę kontynuował działania ,aby tego efektu nie zmarnować (DŁUGOTERMINOWOŚĆ) .
Co miesiąc weryfikowałem efekty swojej pracy , a postępy motywowały mnie do dalszej pracy .
A brak postępów do szukania innego sposobu działania (KONTROLA) .
Tak działając osiągnąłem to co chciałem w połowę czasu jaki założyłem ,a po upływie roku mogłem zapragnąć czegoś więcej ,nowy większy cel , ten artykuł jest jednak o tym jak zacząć .
A o rosnącym w miarę jedzenia apetycie może innym razem .
Konkludując- jeśli masz zamiar wejść wyżej niż jesteś nie zakładaj ,że jednym susem znajdziesz się tam gdzie inni wspinali się miesiącami lub latami . W nagłówku umieściłem rysunek , znajdź drabinę jaka Tobie dobrze posłuży i szczebel za szczeblem podążaj za pragnieniami .
Jeśli cel jest odległy i dotarcie do niego pieszo zajęłoby lata , znajdź podwózkę do sklepu z rowerami . Kup rower i dojedź nim do portu, a tam wsiądziesz na statek, którym dopłyniesz na przeciwległą półkulę .
Podziel drogę do celu na etapy , jeśli któryś nastręcza Ci problemów , rozbierz go także na drobniejsze . Rozpoczynając bieg na długim dystansie nie zaczyna się od dużych kroków . Pierwszy jest krótki, aby w ogóle ruszyć z miejsca , kolejne są rytmiczne i równe, aby utrzymać tempo . Przemieszczamy się tak, by nie marnować zbędnie sił i dopiero po przebyciu co najmniej połowy dystansu przyspieszamy ,wyciągamy krok i finiszujemy do mety .
Jeśli myślisz , że nie jesteś w stanie zrobić czegoś to nie jest to spowodowane trudnością osiągnięcia tego celu . Ale Twoim przekonaniem , że nie jesteś w stanie pokonać drogi do niego .
Nie aspiruję do bycia alfą i omegą , sam muszę nad sobą jeszcze dużo pracować .
Wiem natomiast , że jesteśmy wszyscy ofiarami naszych własnych wyobrażeń .A świadomość tego daje mi przewagę ,bo mogę sam zdejmować tkwiące we mnie blokady .

wtorek, 10 maja 2016

Droga ważniejsza niż cel ?


Miałem kiedyś taką sytuację , wyobraźcie sobie , wybraliśmy się z żoną na wycieczkę pieszą i pogubiliśmy się w rachubach w efekcie czego wędrówka zajęła nam znacznie więcej godzin niż zakładaliśmy ? O jakże różne warunki pogodowe czekają jesienią na turystów w górach . Niewiele ze zjawisk meteorologicznych było nam tego dnia oszczędzone . Byliśmy przygotowani co prawda na zmieniającą się aurę , lecz nie zakładaliśmy marszu przez osiem godzin po bezdrożach nastawieni na połowę tego czasu tak jak wskazywał nam piękny ilustrowany przewodnik . Zdrożeni wyziębnięci , spragnieni i głodni . Dotarliśmy w końcu do bezpiecznego , ciepłego , suchego schronienia . Mogliśmy zaspokoić pragnienie , rozgrzać się kubkiem gorącej herbaty , posilić się . Spotkało was kiedyś cokolwiek podobnego ? Jesteście sobie w stanie wyobrazić ,że herbata po takim dniu smakuje niczym najlepszy szampan , a kawałek chleba z najpospolitszą mielonką niczym najdroższy kawior . I to uczucie  błogiego  mrowienia w mogących odpocząć już stopach .
Wiele razy słyszałem pytanie czy czasem droga nie jest ważniejsza niż cel .
Zastanawiałem się wtedy , więc skąd miałbym wiedzieć dokąd zmierzać ?
Filozofowanie zostawmy filozofom .
A my obierzmy cel i jego za wszelką cenę się trzymajmy .
Czy na pewno ? A może chodzi o to, by nie zatracić się w pogoni, aby nie stać się niewolnikiem pragnień i marzeń ?
Cel dobrze zdefiniowany będzie nam wskazywał azymut czy jednak podążać będziemy tam pieszo , czy też na plecach osób, które wykorzystamy, by dopiąć swego .
Jaki będzie smak sukcesu, który osiągniesz, gdy po drodze zostawisz śmietnik lub pogorzelisko?
Inaczej będzie smakował zaś, gdy po drodze odnajdziesz radość , choć droga nie będzie lekka .
Oceniaj swój sukces przez pryzmat tego, jakie musiałeś ponieść ofiary, by go osiągnąć.            Jeśli będziesz musiał sprzeniewierzyć się sobie czy będzie satysfakcjonować cię majątek gdy w duszy będzie próżnia ? Są dwie wiadomości dobra i zła . Zła -aby przekonać się o tym jak smakuje sukces trzeba ruszyć w drogę i ją przebyć . Dobra- aby przekonać się o tym jak smakuje sukces trzeba ruszyć w drogę i ją przebyć .Zła- bo bez wysiłku nie zadzieje się nic , dobra -bo podejmując działanie uczysz się nowych rzeczy, a wtedy kolejne wyzwania stają się łatwiejsze do pokonania . Jesteś więc w stanie wytyczać nowe wyzwania czyli się rozwijać .Aby przekonać się dokąd prowadzi droga musisz ją przemierzyć .Co jest więc ważniejsze ? Myślę ,iż nie można oderwać od siebie drogi i celu , trzeba znaleźć w tym ,jak i w większości aspektów naszego życia, zdrową równowagę .Przecież,, gdybyś miał wszystko co jest na świecie, ale nie wiedział czego naprawdę chcesz , nie zaznałbyś szczęścia .Moim celem jest wywarcie pozytywnego wpływu na ludzi z którymi dzielę się moimi przemyśleniami . Wzbudzenie refleksji czasem nadziei lub choćby wskazanie , że nie wszystkie możliwości są wyczerpane . Przebiegłem już tysiące kilometrów . Wziąłem udział w kilkunastu biegach na dystansach dziesięciu kilometrów dwóch półmaratonach przygotowuję się do maratonu . Za każdym razem celem moim nadrzędnym jest – ukończenie biegu– nagrodą jest to ,że kolejny raz poznaję i przekraczam granice własnych możliwości . Poznaję kolejnych ludzi którzy nie poddają się zniechęceniu (tu mógłbym wymienić kilkanaście nazwisk , zwykłych-nie zwykłych ludzi) tak jak ja zwyciężają  ze swoimi słabościami –to jest nagroda główna .Dlatego jeszcze o jednej sprawie wspomnę tym razem , gdy osiągasz zamierzony punkt , zamykasz jakieś przedsięwzięcie . Oprócz tego co było Twoim zamierzonym celem osiągniętym w tym czy innym stopniu – nabywasz doświadczeń nowych kompetencji, potraktuj to jako bonusy . Efekt okupiony wysiłkiem i wyrzeczeniami będzie smakował jeszcze lepiej a jeśli nie będzie on taki jak się spodziewałeś lub nie osiągniesz takiego jaki zamierzałeś wyniku te nagrody dodatkowe zrekompensują Ci wszystko tylko trzeba otworzyć na to umysł , serce i duszę . 
               Włożony wysiłek sprawi , że będziesz czuć więcej … więc w drogę

środa, 4 maja 2016

Myślenie życiowe – a życzeniowe

Znacie opowieść o człowieku, który podczas powodzi odmówił ewakuacji przez strażaków pontonem – twierdząc, iż pokłada nadzieję w Bogu i on go uratuje . No cóż, na siłę nie można było człowieka zabrać, więc odpłynęli . Woda podnosiła się wyżej , załoga przelatującego śmigłowca zaproponowała ewakuację – odmówił . Woda podnosiła się nadal . Poziom wody zmusił tego człowieka do wejścia aż na komin swojego domostwa . Nurt wody niósł sporą kłodę , która uderzyła akurat w komin niszcząc ostatnie suche schronienie owego nieszczęśnika . Porwany przez żywioł utonął . Trafił przed tron Boży i tam z miejsca począł wylewać pretensje ,że tak skończył a wierzył w ratunek, który mu ześle Bóg . Na to usłyszał - Trzy razy podawałem Ci rękę a ty za każdym razem ją odtrącałeś . Podesłałem strażaków w pontonie trzeba było wsiadać , jak przysłałem wojsko śmigłowcem mogłeś polecieć z nimi , jak już nic nie można było innego to podrzuciłem ci pień, tylko chwycić i płynąć do bezpiecznego miejsca , ale ty oczekiwałeś chyba na teleportacje ?
Myślenie życzeniowe , polega na założeniu sobie ,że stanie się coś czego chcemy, nie zważając na realia . Myślenie takie jest pułapką ponieważ zakładamy ,że coś jest prawdą lub fałszem tylko dlatego ,że tego sobie życzymy .
To dotyczy wielu osób , niektórych tylko w pewnych obszarach . Ja osobiście spotkałem wiele takich osób w firmach sprzedających w systemie marketingu sieciowego . Ogromne rzesze osób, które kuszone niesamowitymi możliwościami , niewyobrażalnymi profitami, a przy tym sympatyczną atmosferą nie często spotykaną w tradycyjnych formach działalności podejmuje współpracę .
Tak naprawdę są tylko kibicami tych którzy faktycznie działają i zarabiają pieniądze . Sami jednak nie robią wiele lub nawet nie robią nic – bo przeczytali taką książkę- polecaną przez osobę która odniosła sukces – w której jest udowodnione ,że jak czegoś bardzo pragniesz to się to stanie .
Szkoda tylko ,że za pragnieniem nie idzie działanie , aby te cele osiągnąć . Potem na forach internetowych ludzie prześcigają się we wpisach opiewając - rozczarowanie , zawód .
Osób które chciały nie zmieniając destrukcyjnych dla swego zdrowia nawyków , a za pomocą magicznej pigułki osiągnąć smukłą sylwetkę , kondycję sportowca, a przy tym zarobić jeszcze sporo pieniędzy i zostać rentierem przed trzydziestką .
Niestety ,to tak nie działa . W tradycyjnych formach działalności handlowej, ktoś tylko oczekujący na klienta w sklepie nie sprzeda , choćby całe dnie i połowę nocy wizualizował fortunę ,więcej niż ktoś tylko w ciągu dnia wykonujący telefony do klientów . A w innych niż handel branżach nie znalazłyby się „ananaski” typu „jak muszę ?” oraz „wszystko będzie dobrze”.
Dzięki dwudziestoletniemu doświadczeniu w pracy handlowej , pracy na różnych poziomach i stanowiskach , mam możliwość porównania wielu postaw ludzkich i osiąganych przez osoby reprezentujące takie typy, wyników pracy . Co ciekawe , do tych wyników często proporcjonalnie przekłada się zadowolenie z życia tych osób .
Błędem w stosowaniu technik zwanych najczęściej prawem przyciągania jest samo pragnienie bez działania, gdyż nie jest w stanie wywołać skutku .
Do tego żeby coś się stało jest potrzebne : pragnienie , wola i działanie, aby to przeobraziło się wskutek .
Pragnienie czyli świadomość celu jaki chcemy osiągnąć , lub jaką potrzebę zaspokoić .
Następnie czy będziemy posiadali odpowiednio silną wolę do podjęcia działania aby to przeobrazić z etapu wizji w realne przedsięwzięcie . Oraz czy nasze działanie będzie na tyle wytrwałe aby przełożyło się w efekcie na oczekiwany przez nas skutek .
Oczywiście przesterowanie w przeciwnym kierunku ,czyli działanie ultra pragmatyczne , sprowadza się u ludzi do mechanicznego zaspokajania podstawowych potrzeb . A wszelkie działania, nad to które jest od nich oczekiwane jest zbyt wielkim wysiłkiem, aby się zdobyć nań samodzielnie .
Zazwyczaj osoby takie nie mają czasu na nic , bo akurat leci serial ,a jak nie, to chociaż reklama. Zazwyczaj te osoby wszystko wiedzą i na wszystkim się znają .
Ludzie Ci mogą być nawet szczęśliwi żyjąc w takich formach jeśli tak rozumieją szczęście – ich wybór nie nam to oceniać . Natomiast jedni mają spore szanse popaść w zniechęcenie bo tak pragną , a nie otrzymali . Ci drudzy często są zgorzkniałymi komentatorami rzeczywistości .
Można byłoby to zobrazować tak ; depresyjny realizm – spełnianie marzeń – marzycielstwo . Dobrze ,że są wszystkie te typy na świecie. Ci pierwsi będą się sprawdzać w tym ,aby sprawnie funkcjonował świat na co dzień , ostatni będą wymyślać rzeczy, które zmaterializują , ci spełniający marzenia może nawet nie w tym samym pokoleniu . Ci, którzy bogatą wyobraźnię połączą z pracowitością i wytrwałością przyczynią się do ulepszenia jakości życia pozostałych .
Potrzebni jesteśmy sobie nawzajem jak pory roku, jak noc i dzień .
I możesz zastanawiać się, w której kategorii się znajdujesz , zapewne w różnych sytuacjach życiowych migrujesz co nieco w tę czy inną stronę . Jeśli jednak oprócz zabezpieczenia podstawowych potrzeb pragniesz czegoś więcej , a gotów jesteś podjąć działania ,a nie pozostawać tylko w sferze marzeń . Możesz osiągnąć wiele i nie jest to slogan . Działając zawsze znajdziesz się dalej niż ktoś tylko oczekuje ,aż się wydarzy . A wielokrotnie ten dystans między sukcesem zwycięstwem , jest mierzalny ułamkiem sekund , jednym telefonem , wysłanym e-mailem .
Nie dostaniesz pracy jeśli o nią nie aplikujesz , nie spotkasz się z kimś jeśli nie złożysz propozycji , czy otrzymasz odpowiedź jeśli nie zapytasz ? Metaforycznie rzecz ujmując , jeśli nie zapytasz odpowiedź zawsze jest negatywna.
Marzysz, czekasz , przygotowujesz się ? Doskonałe oczekiwanie nie da efektów lepszych niż nawet amatorskie działanie . Noe nie zdążył by zbudować arki przed potopem ,gdyby najpierw chciał zdobyć choćby tytuł czeladnika szkutnictwa .
Nie zdążyłbym przeczytać wszystkich drukowanych publikacji na temat biegania , jakie dostępne są w języku polskim przed upływem pewnie roku . Zamiast tego skorzystałem z kilku rad trenerów i od razu rozpocząłem pracę nad swoją kondycją . Po siedmiu miesiącach treningów zapragnąłem się sprawdzić i po kolejnych dwóch miesiącach przebiegłem półmaraton, trzy tygodnie później kolejny. Zatem - to nie przypadek .
Za kilka miesięcy , rok odkąd zacząłem biegać , startuję w maratonie .
W skrócie WOLA – DZIAŁANIE – SKUTEK .
Gdybym nie przeorganizował swojego życia ,nie zaczął działać, skutecznie bym pracował jedynie na choroby cywilizacyjne .
Gdybym oczekiwał zmian nic nie robiąc … nie miałbym nic pozytywnego, czym mógłbym się dziś podzielić . Każdy ma swoje obowiązki i życie .
Moje życie to rodzina , praca zawodowa , nauka i dopiero sport . Dzięki temu ,że gotów jestem podjąć wysiłek osiągam skutki . Rozwijam się .