Wędrowałem przez noc, by znaleźć odpowiedź. Blisko przed świtem spotkałem go...
Kilka
miesięcy temu, spotkałem tego człowieka na leśnej ścieżce.
Rozmawialiśmy wtedy długo i przyjaźnie. A mądrość, jaką odebrałem wtedy
od niego, spowodowała, że szukałem go ponownie.
A gdzie miałem szukać skoro na pytanie, gdzie mieszka odpowiedział mi wtedy – Tu.
Teraz pojawił się nagle, jakby wyrósł spod ziemi. Staliśmy od siebie kilka metrów bez ruchu.
Po trzech sekundach on zaczął bez powitania i nie czekając na żadne pytanie.
- Ludzie
powiadają, że wszyscy lubią zupę pomidorową.
Jednak często znajdzie się
ktoś, kto preferuje jednak rosół.
Po co zatem robić z siebie
pomidorówkę?
Nie umawialiśmy się na godzinę, a ty przyszedłeś z zegarkiem na ręku.
Gdy
przychodzisz na czas to i tak przychodzisz spóźniony,
ale też przychodzisz za wcześnie.
Czy najlepszy dzień w odurzeniu jest wart
najgorszego na trzeźwo?
Przemyśliwałem to, co powiedział.
On ruszył i zniknął za drzewem. Ruszyłem i ja może sekundę po nim.
Jednak
gdy wszedłem za to samo drzewo, już go nie zobaczyłem. Jak nagle się
pojawił, tak samo nagle zniknął...
Zostawił mnie z kolejnymi pytaniami.
Co Ty o nich myślisz?
www.czaszmian.net
piątek, 11 maja 2018
piątek, 23 marca 2018
O WSZYSTKO TRZEBA WALCZYĆ!!!
Przed wieloma laty, tak dawno, że wszystko, co bezprawne już się przedawniło, byłem pewien, że o wszystko trzeba walczyć.
Nie zwalczysz jednak nienawiści nienawiścią.
Prowadzenie wojny, której celem jest zaprowadzenie pokoju, jest pomysłem absurdalnym.
Budda i Jezus nauczali, że nienawiść można pokonać tylko i wyłącznie miłością.
Ludzie czynią zło z powodu strachu, cierpienia, ignorancji. Dlatego, jeśli będziesz walczył o pokój, tylko wzmocnisz problem, potęgując ich strach, cierpienie lub chęć zemsty.
Spojrzenie na swojego wroga z akceptacją i miłością jest dla większości nas czymś niemal niemożliwym do osiągnięcia, ale jest to postawa, która czyni cuda.
Musashi słynny japoński wojownik, uważał, że broń powinna być używana sporadycznie, tylko w razie potrzeby. Twierdził, że obrona własna jest czymś właściwym, a przystępowanie do ataku bez powodu jest grzechem.
Kiedy pojawiają się emocje, które zdają się pochodzić znikąd, podążanie za nimi może prowadzić do podjęcia złych decyzji. Może zaprowadzić w ślepy zaułek.
Zrozumieć innych ludzi. Zapanować nad innymi możesz wyłącznie, gdy zrozumiesz siebie i zapanujesz nad sobą.
Gdy zrozumiesz siebie i nad sobą zapanujesz, nie będziesz czuł potrzeby panowania nad innymi.
Remigiusz Kalwarski
http://czaszmian.sklep.pl/sklep/10-istota-komunikacji-nie-tylko-dla-sprzedawcow.html
sobota, 24 lutego 2018
KREATOR ROZWIĄZAŃ
W
KREATORZE ROZWIĄZAŃ wydawnictwie innym niż dzienniki rozwoju,
dzienniki motywacyjne, których wysyp obserwować można, zwłaszcza
gdy zbliża się kolejny „Sylwester”znajdziesz:
Narzędzia do wygenerowania celów i rozwiązań w celu osiągnięcia rezultatów.
Narzędzia do wygenerowania celów i rozwiązań w celu osiągnięcia rezultatów.
Jest
to podręcznik pomagający w dokonywaniu wyborów. Otrzymujesz tu
zestaw narzędzi do analizy sytuacji. Podręcznik, który ma Ci pomóc
zapewnić nie tylko BiB (pełny Brzuszek i Baczuszek auta), lecz
wspierać też ma Twoją wydajność w codziennym działaniu.
Wspierać
Cię w realizacji większych planów i marzeń.
Podręcznik, bo zawiera wiedzę. Podręcznik także, bo ma podręczną formę. Zmieści się swobodnie w tylnej kieszeni spodni czy damskiej torebce. Ma też miejsce na zapisywanie Twoich rozważań.
Wielokrotnie tracimy coś, czego nie zanotujemy. Tak działają mechanizmy naszego mózgu.
Myśl na papierze!
Wykreuj strategie i taktykę w swoim życiu i pracy.
Ten podręcznik ułatwi Ci znaleźć własną strategię realizację zamierzonego celu.
Opracujesz
własną taktykę, dzięki której Twoje życie prywatne i zawodowe
będzie źródłem satysfakcji.
Gdzie masz jednak podążać, skoro to wymaga dookreślenia? Znajdziesz tu narzędzie pomocne do tego, aby wyznaczyć swój cel. Aby zaplanować drogę do niego. I sposób jej przebycia.
Abyś ją rozpoczął i zakończył szczęśliwie tam, gdzie tego chcesz, a nie gdzieś indziej.
Gdzie masz jednak podążać, skoro to wymaga dookreślenia? Znajdziesz tu narzędzie pomocne do tego, aby wyznaczyć swój cel. Aby zaplanować drogę do niego. I sposób jej przebycia.
Abyś ją rozpoczął i zakończył szczęśliwie tam, gdzie tego chcesz, a nie gdzieś indziej.
Narzędzia
są tu ułożone od ogółu do szczegółu.
Sporządziłem ten zestaw, bo dla własnych potrzeb poszukiwałem sposobów radzenia sobie z wyzwaniami.
Aby zaspokoić potrzebę zwiększania własnej wydajności i komfortu działania. Poprzez lata życiowych doświadczeń nie znalazłem jednej uniwersalnej metody. Nie ma uniwersalnego narzędzia.
Natomiast w zestawie narzędzi masz możliwość przeanalizować każde frapujące Cię zagadnienie.
A dobierając odpowiednio narzędzie do rodzaju i etapu wyzwania, które przed Tobą stoi, zaoszczędzisz czas.
Nawet nie myśl, ile też zaoszczędzisz sobie rozczarowań. O i ile więcej i szybciej zarobisz pieniędzy.
Dedykuję Kreatora Rozwiązań, każdemu, kto chce szybciej, więcej i lepiej. Pomoże on Tobie w większej skuteczności. Poczujesz większą swobodę.
Ułatwi on znacznie podejmowanie decyzji:
-o edukacji
-o wyborze ścieżki kariery
-w podejmowaniu decyzji zawodowych
-decyzji biznesowych
-decyzji dotyczących relacji i związków
-decyzji o ustalaniu priorytetów i doborze działań do ich realizacji.
Każde z narzędzi jest wartościowe samo w sobie. Natomiast połączenie ich i stosowanie wspólnie zwielokrotnia ich efektywność. Zachodzi tu efekt synergii. Gdzie dwa plus dwa nie daje cztery, ale pięć, sześć a czasem i więcej. Gdy dwa, trzy razy posłużysz się Kreatorem, intuicyjnie będziesz już wiedział jak ugryźć kolejny dylemat. I zaczniesz automatyzować posługiwanie się metodami tu opisanymi.
Każdym kolejnym razem rozwiążesz problemy szybciej. Dotrzesz co celu sprawniej i mniejszym nakładem kosztów.
Tutaj każdy frapujący Ciebie obszar życia będziesz mógł przeanalizować, aż do jego najbardziej podstawowego aspektu. Dotrzesz do samego „źródła”.
Służyć będzie też do ważenia rozwiązań, aby były dla Ciebie pod każdym względem najlepsze.
Wiem, że żaden człowiek nie może innemu doradzać, jak ma postępować. Każdy z nas jest unikalny i niepowtarzalny.
Zatem podejmij pierwszą decyzję, kup podręcznik. Każda kolejna decyzja do podjęcia będzie łatwiejsza.
http://czaszmian.sklep.pl/13-ksiazki
Sporządziłem ten zestaw, bo dla własnych potrzeb poszukiwałem sposobów radzenia sobie z wyzwaniami.
Aby zaspokoić potrzebę zwiększania własnej wydajności i komfortu działania. Poprzez lata życiowych doświadczeń nie znalazłem jednej uniwersalnej metody. Nie ma uniwersalnego narzędzia.
Natomiast w zestawie narzędzi masz możliwość przeanalizować każde frapujące Cię zagadnienie.
A dobierając odpowiednio narzędzie do rodzaju i etapu wyzwania, które przed Tobą stoi, zaoszczędzisz czas.
Nawet nie myśl, ile też zaoszczędzisz sobie rozczarowań. O i ile więcej i szybciej zarobisz pieniędzy.
Dedykuję Kreatora Rozwiązań, każdemu, kto chce szybciej, więcej i lepiej. Pomoże on Tobie w większej skuteczności. Poczujesz większą swobodę.
Ułatwi on znacznie podejmowanie decyzji:
-o edukacji
-o wyborze ścieżki kariery
-w podejmowaniu decyzji zawodowych
-decyzji biznesowych
-decyzji dotyczących relacji i związków
-decyzji o ustalaniu priorytetów i doborze działań do ich realizacji.
Każde z narzędzi jest wartościowe samo w sobie. Natomiast połączenie ich i stosowanie wspólnie zwielokrotnia ich efektywność. Zachodzi tu efekt synergii. Gdzie dwa plus dwa nie daje cztery, ale pięć, sześć a czasem i więcej. Gdy dwa, trzy razy posłużysz się Kreatorem, intuicyjnie będziesz już wiedział jak ugryźć kolejny dylemat. I zaczniesz automatyzować posługiwanie się metodami tu opisanymi.
Każdym kolejnym razem rozwiążesz problemy szybciej. Dotrzesz co celu sprawniej i mniejszym nakładem kosztów.
Tutaj każdy frapujący Ciebie obszar życia będziesz mógł przeanalizować, aż do jego najbardziej podstawowego aspektu. Dotrzesz do samego „źródła”.
Służyć będzie też do ważenia rozwiązań, aby były dla Ciebie pod każdym względem najlepsze.
Wiem, że żaden człowiek nie może innemu doradzać, jak ma postępować. Każdy z nas jest unikalny i niepowtarzalny.
Zatem podejmij pierwszą decyzję, kup podręcznik. Każda kolejna decyzja do podjęcia będzie łatwiejsza.
http://czaszmian.sklep.pl/13-ksiazki
sobota, 17 lutego 2018
czwartek, 18 stycznia 2018
E...MOC...YEEE
Gdy pierwszy raz miałem wystąpić
przed kilkuosobowym audytorium miałem wrażenie, że płonę a w
głowie zamiast przygotowanego tekstu wystąpienia miałem pustkę
mało powiedziane próżnię. Jak to się dzieje, że w sytuacjach
emocjonalnych obniżają się gwałtownie nasze zdolności
intelektualne i ogranicza się dostęp do naszych zasobów
umysłowych. Dlaczego im większa presja tym nasza wydajność
niższa?
Gdy przyjrzymy się, jak działa nasz mózg w stresie, okazuje się, że proces decyzyjny odbywa się głównie w obszarach mózgu, związanych z emocjami, omijając przodomózgowie, odpowiedzialne za świadome myślenie. Co to oznacza? Gdy masz na przykład do podjęcia ważną decyzję, powiedzmy o zmianie pracy, zakupie czegoś drogiego lub rozstaniu z partnerem, to najprawdopodobniej natychmiast zaczynasz odczuwać stres związany z tą sytuacją. Automatycznie uruchamiają się, dyktowane mechanizmami przetrwania, schematy podejmowania decyzji. Jednocześnie stres, jak podkreśla Hawkins, zwiększa prawdopodobieństwo, że decyzja zostanie podjęta na podstawie błędnych przesłanek, więc popełnisz jakiś błąd.
Powyższe informacje mogą wprawić niejedną osobę w zakłopotanie i rzeczywiście prezentują sytuację w niezbyt optymistycznym kontekście.
Wielokrotnie przeprowadzono ankietę, w której pytano ludzi, czy podejmują decyzje, kierując się raczej emocjami czy racjonalnym myśleniem. Okazało się, że większość osób uważała, że decyzje podejmuje racjonalnie. Badania wskazują na to, że są to jedynie pobożne życzenia i większość codziennych decyzji podejmowana jest na podstawie emocji i schematycznych wzorców myślenia, a nie racjonalnie. Na dodatek racjonalność, po dogłębnym przyjrzeniu się tematowi, bazuje na działaniu naszego ego. A ono może się opierać jedynie na tym, co do tej pory przeżyło, następnie zinterpretowało, potem zapamiętało, a teraz próbuje projektować na przyszłość. W związku, z czym umysł nie pamięta faktów, tylko swoje własne interpretacje na ich temat, co natychmiast prowadzi do zniekształceń i błędów, jednocześnie pokazuje, że nikt z nas nie ma szklanej kuli.
Większość działań, które podejmujemy, napędzane jest przeżywanymi przez nas emocjami. Istnieje jednak mechanizm określany w psychologii jako wyparcie, opisujący sposób, w jaki usuwamy ze świadomości nasze myśli, wspomnienia, impulsy, fantazje, pragnienia, a także uczucia. Szereg badań wskazuje na szkodliwy wpływ tłumienia emocji zarówno na funkcjonowanie psychospołeczne, jak i funkcjonowanie organizmu człowieka.
Zatem zestresowany pracownik to nie wydajny pracownik. Źródła
tych emocji mogą być usytuowane także poza pracą a w niej się manifestować.Gdy przyjrzymy się, jak działa nasz mózg w stresie, okazuje się, że proces decyzyjny odbywa się głównie w obszarach mózgu, związanych z emocjami, omijając przodomózgowie, odpowiedzialne za świadome myślenie. Co to oznacza? Gdy masz na przykład do podjęcia ważną decyzję, powiedzmy o zmianie pracy, zakupie czegoś drogiego lub rozstaniu z partnerem, to najprawdopodobniej natychmiast zaczynasz odczuwać stres związany z tą sytuacją. Automatycznie uruchamiają się, dyktowane mechanizmami przetrwania, schematy podejmowania decyzji. Jednocześnie stres, jak podkreśla Hawkins, zwiększa prawdopodobieństwo, że decyzja zostanie podjęta na podstawie błędnych przesłanek, więc popełnisz jakiś błąd.
Powyższe informacje mogą wprawić niejedną osobę w zakłopotanie i rzeczywiście prezentują sytuację w niezbyt optymistycznym kontekście.
Wielokrotnie przeprowadzono ankietę, w której pytano ludzi, czy podejmują decyzje, kierując się raczej emocjami czy racjonalnym myśleniem. Okazało się, że większość osób uważała, że decyzje podejmuje racjonalnie. Badania wskazują na to, że są to jedynie pobożne życzenia i większość codziennych decyzji podejmowana jest na podstawie emocji i schematycznych wzorców myślenia, a nie racjonalnie. Na dodatek racjonalność, po dogłębnym przyjrzeniu się tematowi, bazuje na działaniu naszego ego. A ono może się opierać jedynie na tym, co do tej pory przeżyło, następnie zinterpretowało, potem zapamiętało, a teraz próbuje projektować na przyszłość. W związku, z czym umysł nie pamięta faktów, tylko swoje własne interpretacje na ich temat, co natychmiast prowadzi do zniekształceń i błędów, jednocześnie pokazuje, że nikt z nas nie ma szklanej kuli.
Większość działań, które podejmujemy, napędzane jest przeżywanymi przez nas emocjami. Istnieje jednak mechanizm określany w psychologii jako wyparcie, opisujący sposób, w jaki usuwamy ze świadomości nasze myśli, wspomnienia, impulsy, fantazje, pragnienia, a także uczucia. Szereg badań wskazuje na szkodliwy wpływ tłumienia emocji zarówno na funkcjonowanie psychospołeczne, jak i funkcjonowanie organizmu człowieka.
Każde pobudzenie emocjonalne ma swoje odzwierciedlenie w reakcji organicznej. Podczas odczuwania gniewu, smutku, radości wytwarzają się swoiste dla każdej z tych emocji hormony i neuroprzekaźniki. Już w latach dwudziestych XX wieku fizjolog dr Walter Cannon odkrył mechanizm „walki lub ucieczki”, który opisuje fizjologiczną reakcję organizmu na stres (a więc pobudzenie emocjonalne). W momencie odczuwania gniewu czy strachu nasz organizm przygotowuje się do działania: krew odpływa z narządów wewnętrznych, zwiększa się stężenie glukozy we krwi, niezbędnej do pracy mięśni, uwalniają się hormony stresu-kortyzol i adrenalina. Reakcja ta umożliwiała naszym przodkom przygotowanie się do walki lub ucieczki przed zagrożeniem. Niestety, obecnie w cywilizowanym świecie reakcja jest nieprzystosowawcza: dla naszego organizmu nie ma znaczenia, czy stoimy oko w oko z tygrysem, czy czujemy przerażenie na widok zbliżającego się do nas despotycznego szefa, reaguje tak samo. Mimo tego, że w pierwszej sytuacji należy działać, a w drugiej zachować spokój i rozwagę. Wpływem emocji, stresu i ogólnie naszej psychiki na funkcjonowanie organizmu zajmuje się dział medycyny-psychosomatyka. Dziedzina ta bada szereg związków, pomiędzy tym, co odczuwamy a chorobami somatycznymi. Okazuje się, że tłumienie czy wyparcie emocji mocno łączy się z naszym zdrowiem.
Cóż to jest? Jak to działa?
Tłumienie emocji jest jak najbardziej naturalnym mechanizmem obronnym naszej psychiki. Czasem to, co nas spotyka, jest tak bolesne i nie do zniesienia, że „blokujemy” nasze uczucia, gdyż przeżywanie ich mogłoby spowodować dezintegrację osobowości, a mówiąc językiem potocznym „popadnięcie w szaleństwo". To dlatego często na pogrzebach najbliższa rodzina zmarłego „trzyma się dobrze” w porównaniu do przyjaciół i dalszych krewnych. Tłumienie automatycznej reakcji może dać człowiekowi dodatkowy czas na poradzenie sobie z tym, co czuje. Jest to zdrowe, obronne działanie umysłu, pomocne i funkcjonalne, lecz niestety tylko na krótką metę.
Problem pojawia się w momencie, gdy osoba bez końca tłumi swój gniew czy smutek, gdy jest to jej sposób funkcjonowania. Osoba taka często mówi sobie i innym, że „wszystko jest w porządku”, że „nic się nie stało” i „mnie to nie rusza”, gdy tak naprawdę to potencjalne zdarzenie wpłynęło na nią w znacznym stopniu. Z czasem przestaje sobie uświadamiać, że odczuwa silne emocje w pewnych sytuacjach, jednak wciąż pojawia się fizjologiczna reakcja organizmu świadcząca o mocnym pobudzeniu. Organizm odczytuje to jako zagrożenie, niebezpieczeństwo, przygotowuje się do walki lub ucieczki. Z każdą emocją, której człowiek nie będzie miał okazji wyrazić, rośnie jego napięcie, co z kolei wywołuje negatywne pobudzenie emocjonalne, i błędne koło się zamyka. Przypomina to trochę szybkowar, w którym rośnie ciśnienie, gdzie emocje stanowią zbierającą się parę wodną. W końcu występują wybuchy złości czy innych negatywnych emocji w sytuacjach całkowicie neutralnych. Co ciekawe, tłumione uczucia dalej kojarzone są nie tylko z bodźcem, który je wywołał, ale także z całą sytuacją, w której bodziec ów wystąpił.
O skłonności do tłumienia emocji zamiast ich oswajaniu świadczą nie tylko nieadekwatne reakcje na neutralne bodźce. Istnieją postawy charakterystyczne dla ludzi stosujących ten mechanizm obronny odpowiadające uczuciom, które wyparli (typologia dr Don Colbert):
1. Perfekcjonizm-ludzie tłumiący emocje starają się robić wszystko"idealnie”, aby nie narazić się na odrzucenie i krytykę.
2. Pragnienie kontroli-starają się także kontrolować każdy aspekt swojego życia i osób im bliskich, aby wyparte emocje nie miały szans się ujawnić.
3. Zwątpienie w siebie i pomniejszanie swoich zasług w okresie dzieciństwa często wychowywali się w środowisku, w którym czuli się niedoceniani lub odrzuceni. W rezultacie wytworzyła się u nich niska samoocena i poczucie niskiej wartości.
4. Cynizm i krytycyzm odwracają od siebie uwagę, kierują ją na innych, by uniknąć dalszego odrzucania, zranień lub emocjonalnego stresu.
5. Promiskuityzm niskie poczucie własnej wartości i stłumione emocje sprawiają, że starają się zadowolić wszystkich. Osoby takie mogą stać się rozwiązłe, pragnąc doświadczyć uczucia bezpieczeństwa, którego nie zaznali jako dzieci lub pragnąc zrekompensować sobie odrzucenie przez byłego małżonka. Ponadto tłumienie emocji niejednokrotnie wiąże się z objawami somatycznymi, takimi jak ból głowy, drżenie rąk, bóle pleców, bezsenność i tym podobne. Współczesna psychosomatyka wskazuje na ogromną rolę wypartych uczuć w powstawaniu chorób wieńcowych czy rozwoju choroby nowotworowej.
Dlaczego jednak uczymy się tłumić emocje? Co sprawia, że niektórzy stosują ten szkodliwy mechanizm obronny przez całe swoje życie? W większości wypadków „nauka” tego mechanizmu ma miejsce w dzieciństwie i w okresie dojrzewania. Rodzice, rodzeństwo, krewni, nauczyciele osoby bliskie dziecku, będące dla niego autorytetami często przekazują mu, że nie należy w pełni komunikować swoich emocji. Chłopcy przecież „nie powinni płakać”, dziewczynki „nie powinny się wściekać". Początek tego procesu jest świadomy, dzieci muszą nauczyć się opanować strach lub powstrzymać łzy, gdy ktoś je urazi, lecz potem staje się nieświadomy i niemal automatyczny. Ważną funkcję pełnią też wydarzenia traumatyczne i stresogenne środowisko rodzinne. Do czynników ryzyka zaliczają się: depresja lub długotrwała choroba fizyczna któregoś z rodziców, wzrastanie w klimacie nadmiernego niepokoju (wojna, rozwód, krańcowe ubóstwo), alkoholizm, skrajna surowość, brak uczucia.
Emocje, które zostały, stłumione chcą się ujawnić. Taka jest natura emocji, trzeba je odczuć i przeżyć. Im głębiej je „zakopiemy”, tym bardziej wpływać będą na nasze funkcjonowanie, a często także na nasze zdrowie. Na szczęście istnieje szereg możliwości, by pomóc sobie je uświadomić, by móc je przeżyć do końca. Gdy tłumiąca emocje osoba nauczy się, rozumieć co przeżywa, co czuje w danej chwili, w danej sytuacji, może zacząć to kontrolować, a wtedy zyskuje też kontrolę nie tylko nad swoimi emocjami, ale także sygnałami z ciała i reakcjami.
Można pozostać dobrze poukładanym dorosłym człowiekiem i mieć oswojone emocje. A to umożliwi rozwój emocjonalny i lepsze funkcjonowanie w jakże trudnym czasami, środowisku społecznym.
Zapraszam na:
STRESO
ROZBRAJACZ – ZMIANA W ZARZĄDZANIU EMOCJAMI
środa, 30 sierpnia 2017
Dzień nie tylko blogera
Czy potrafisz o poranku odczuwać radość i entuzjazm?
Optymizm, odwagę, akceptacje? Miłość i zaufanie?
Jakiż będzie ten dzień...?
Być może jesteś w stanie odczuwać dokładnie przeciwstawne emocje.
Ten dzień i tak będzie. Jaki???
Wydarzą się różne rzeczy i będą różne okoliczności.
Od Ciebie zależy, jak i czy na nie zareagujesz.
W dzień BLOGERA nie tylko blogującym CUDOWNEGO DNIA!
Remigiusz
Optymizm, odwagę, akceptacje? Miłość i zaufanie?
Jakiż będzie ten dzień...?
Być może jesteś w stanie odczuwać dokładnie przeciwstawne emocje.
Ten dzień i tak będzie. Jaki???
Wydarzą się różne rzeczy i będą różne okoliczności.
Od Ciebie zależy, jak i czy na nie zareagujesz.
W dzień BLOGERA nie tylko blogującym CUDOWNEGO DNIA!
Remigiusz
wtorek, 8 sierpnia 2017
Klucz uniwersalny
Nie rozumiem.... On, ona-mnie nie rozumie. Takie często słyszę podsumowanie rozmowy.
Czy to między osobami w prywatnej relacji? Czy to w relacji z klientem?
Niestety dzieje się tak często. Ponieważ gdy opowiadamy, komuś o czymś. Posługujemy się naszym wyobrażeniem tej sytuacji czy przedmiotu. I błędnie zakładamy, iż nasze wyobrażenie będzie równie zrozumiałe czy sugestywne dla człowieka. Człowieka którego doświadczenia, paradygmaty (takie modne ostatnio słowo), uwarunkowania. Są zupełnie inne niż nasze i oczywiście, choć w pewnych środowiskach są podobne. To jednak każdy z nas filtruje je jeszcze na własny użytek. Przykładowo większość mieszkańców ziemi uznaje, że prawdziwą jest teoria o kształcie ziemi, według której ziemia jest płaska. Ha sprawdzałem waszą czujność oczywiście ta, w której ziemia jest okrągła.
Natomiast jeśli zaczniemy wchodzić w coraz mniejsze środowiska to wiedza, która jest szeroko znana wszystkim będącym częścią tego środowiska, staje się coraz bardziej wyspecjalizowana. Doświadczenia osobiste poszczególnych członków grup powodują zróżnicowane interpretacje wspólnej wiedzy. Zatem osoby z jednej rodziny nawet mogą inaczej odnosić się do tego samego zdarzenia. Dlatego właśnie niestety dochodzi do sytuacji, w których on, ona... nie rozumie.
Dlatego klient odchodzi bez zakupu a jeszcze dodatkowo zdegustowany obsługą.
A można skutecznie doprowadzić do zmiany tego przykrego scenariusza.
Unikaj przyjmowania założeń. Używaj języka zrozumiałego dla swojego rozmówcy.
Stwarzaj przestrzeń do odnalezienia wspólnie definicji pojęć, którymi się posługujemy.
To podstawowe z cech szacunku, jaki można okazać drugiemu człowiekowi.
Komunikacja skuteczna jest, wtedy gdy jest otwarta na drugiego człowieka.
Wtedy okazuje się, że jest faktycznie uniwersalny klucz.
Poznanie go powoduje, że drzwi się otwierają same.
Nie zachodzi potrzeba ich wyważania.
Zapraszam do studium komunikacji:
ISTOTA KOMUNIKACJI – NIE TYLKO DLA SPRZEDAWCÓW
Czternaście intensywnych godzin, podczas których nawet przerwy są ćwiczeniami.
www.czaszmian.net
Czy to między osobami w prywatnej relacji? Czy to w relacji z klientem?
Niestety dzieje się tak często. Ponieważ gdy opowiadamy, komuś o czymś. Posługujemy się naszym wyobrażeniem tej sytuacji czy przedmiotu. I błędnie zakładamy, iż nasze wyobrażenie będzie równie zrozumiałe czy sugestywne dla człowieka. Człowieka którego doświadczenia, paradygmaty (takie modne ostatnio słowo), uwarunkowania. Są zupełnie inne niż nasze i oczywiście, choć w pewnych środowiskach są podobne. To jednak każdy z nas filtruje je jeszcze na własny użytek. Przykładowo większość mieszkańców ziemi uznaje, że prawdziwą jest teoria o kształcie ziemi, według której ziemia jest płaska. Ha sprawdzałem waszą czujność oczywiście ta, w której ziemia jest okrągła.
Natomiast jeśli zaczniemy wchodzić w coraz mniejsze środowiska to wiedza, która jest szeroko znana wszystkim będącym częścią tego środowiska, staje się coraz bardziej wyspecjalizowana. Doświadczenia osobiste poszczególnych członków grup powodują zróżnicowane interpretacje wspólnej wiedzy. Zatem osoby z jednej rodziny nawet mogą inaczej odnosić się do tego samego zdarzenia. Dlatego właśnie niestety dochodzi do sytuacji, w których on, ona... nie rozumie.
Dlatego klient odchodzi bez zakupu a jeszcze dodatkowo zdegustowany obsługą.
A można skutecznie doprowadzić do zmiany tego przykrego scenariusza.
Unikaj przyjmowania założeń. Używaj języka zrozumiałego dla swojego rozmówcy.
Stwarzaj przestrzeń do odnalezienia wspólnie definicji pojęć, którymi się posługujemy.
To podstawowe z cech szacunku, jaki można okazać drugiemu człowiekowi.
Komunikacja skuteczna jest, wtedy gdy jest otwarta na drugiego człowieka.
Wtedy okazuje się, że jest faktycznie uniwersalny klucz.
Poznanie go powoduje, że drzwi się otwierają same.
Nie zachodzi potrzeba ich wyważania.
Zapraszam do studium komunikacji:
ISTOTA KOMUNIKACJI – NIE TYLKO DLA SPRZEDAWCÓW
Czternaście intensywnych godzin, podczas których nawet przerwy są ćwiczeniami.
www.czaszmian.net
wtorek, 18 lipca 2017
Skuteczność?!!

Kiedy rozmowa schodzi na temat edukacji, czytania.
Spotykam się często z takim pytaniem — jak to robisz?
Statystyczny Polak czyta jedną książkę rocznie. Skoro tak to ja przeczytałem od początku roku książek na jakieś trzydzieści lat naprzód.
Są dwa elementy, które mają, ogromny wpływ na to, jak skutecznie robimy coś w życiu.
Te dwa elementy to podstawowe kryteria wyników naszego działania w każdej dziedzinie życia na prawie każdej jego płaszczyźnie.
Otóż pierwszym jest wynikający z zarządzania sobą w czasie nadanie odpowiedniego priorytetu temu działaniu. I cóż z tego zapyta ktoś, skoro to mi nie sprawia przyjemności i jest dla mnie trudne. To właśnie drugi element – aby coś było dla nas przyjemnością, musimy nauczyć się to robić sprawnie, a wtedy zacznie nas to działanie satysfakcjonować.
Nie daje nam satysfakcji pocenie się przy pracy a jej efekt. Czyli gdy efekt pracy nas zadowala, to czujemy, że wysiłek został nam zrekompensowany.
Jeśli czytanie sprawia Ci trudność, to naucz się czytać szybko. Tym bardziej że zajmuje to bardzo mało czasu.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki można w od razu podwoić szybkość czytania.
A w wyniku treningu, czyli tak naprawdę używania tej umiejętności będziesz czytał kilkukrotnie szybciej niż dotychczas.
Ja na dzień dzisiejszy osiągam sześćset pięćdziesiąt słów na minutę.
Proszę, napisz, jak Ty uważasz?
Czy wdrożenie tych wskazówek jest w stanie podnieść Twoją skuteczność?
czaszmian.net
środa, 5 lipca 2017
Sabotaż?
….
-Chcesz osiągnąć cel?
-Tak.
-Zatem co powinieneś robić, jaki być, żeby to osiągnąć?
-Powinienem być jak pocisk, nie do zatrzymania.
-To dlaczego sabotujesz swoje poczynania?- Jego oczy zrobiły się ogromne.
….
Bardzo często robimy sobie pod górkę, gdy chcemy coś, osiągnąć a nieświadomie istnieje w nas sprzeczność. Wewnętrzne przekonanie, że pewne z naszych celów się wykluczają bądź przy najmniej kłócą. Często spotykany przypadek-rodzina i praca. Problem, który sam kiedyś też miałem.
Chciałem być dla rodziny i zapewnić jej bezpieczeństwo i komfort materialny. Czułem wciąż dyskomfort, przepadając bez pamięci w pracy. Jednocześnie tłumacząc sobie, że robię to przecież dla nich. Z tym balastem poczucia winy często miałem trudność skupić się na pracy. Błędne koło?
Ilu ludzi w tym czy innym aspekcie swojego funkcjonowania ma coś takiego?
Samo odnalezienie źródła problemu daje ulgę.
Rozprawienie się z nim przy pomocy narzędzi NLP to kilkanaście do kilkudziesięciu minut pracy.
Pracy dającej trwały efekt.
Wtedy cele, które zakładaliśmy, okazują się mniejsze niż faktyczne osiągnięcia.
A zachowanie równowagi w życiu, work-life balance pozwala się nimi cieszyć w pełni.
-Chcesz osiągnąć cel?
-Tak.
-Zatem co powinieneś robić, jaki być, żeby to osiągnąć?
-Powinienem być jak pocisk, nie do zatrzymania.
-To dlaczego sabotujesz swoje poczynania?- Jego oczy zrobiły się ogromne.
….
Bardzo często robimy sobie pod górkę, gdy chcemy coś, osiągnąć a nieświadomie istnieje w nas sprzeczność. Wewnętrzne przekonanie, że pewne z naszych celów się wykluczają bądź przy najmniej kłócą. Często spotykany przypadek-rodzina i praca. Problem, który sam kiedyś też miałem.
Chciałem być dla rodziny i zapewnić jej bezpieczeństwo i komfort materialny. Czułem wciąż dyskomfort, przepadając bez pamięci w pracy. Jednocześnie tłumacząc sobie, że robię to przecież dla nich. Z tym balastem poczucia winy często miałem trudność skupić się na pracy. Błędne koło?
Ilu ludzi w tym czy innym aspekcie swojego funkcjonowania ma coś takiego?
Samo odnalezienie źródła problemu daje ulgę.
Rozprawienie się z nim przy pomocy narzędzi NLP to kilkanaście do kilkudziesięciu minut pracy.
Pracy dającej trwały efekt.
Wtedy cele, które zakładaliśmy, okazują się mniejsze niż faktyczne osiągnięcia.
A zachowanie równowagi w życiu, work-life balance pozwala się nimi cieszyć w pełni.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Dokądkolwiek idziesz, bierzesz tam, siebie.
Spotkałeś osoby, które wciąż szukają nowego. Nowego otoczenia, środowiska, zanim dobrze się rozgoszczą już myślą o tym, że gdzieś indziej byłoby lepiej.
Jeśli dlatego, że chcą poznać nowych ludzi, miejsca kulturę to jest to ciekawość świata.
Jeśli jednak dlatego, że przekonani są, iż w tym nowym miejscu z innymi ludźmi będą szczęśliwi.
Że to ich otoczenie jest powodem wewnętrznych niepokojów, dyskomfortów i złego samopoczucia.
To bardzo często tylko z tego powodu, iż całą odpowiedzialność za swoje życie przerzucić chcą na zewnątrz.
Taki się urodziłem i tego nie zmienię...
Nie mam innego wyjścia...
Nic na to nie poradzę...
To jest poza moją kontrolą...
To język ludzi reaktywnych. Niesieni prądem, i reagujący na wydarzenia schematycznie.
Nie będą nigdzie szczęśliwi, bo zawsze „za płotem trawa będzie bardziej zielona”.
Żyj w zgodzie ze sobą.
Odważ się zajrzeć w głąb siebie.
Przekonasz się, że poczucie wartości, pewność siebie, trwale może być uzyskane tylko dzięki twoim wewnętrznym przekonaniom.
Zewnętrzne czynniki mogą przez chwilę stymulować dobre samopoczucie.
Po czym szukając kolejnych, kolejnych i kolejnych, wpadniesz w nałóg.
Masz jednak wybór, możesz być proaktywny. I żyć w zgodzie ze sobą.
Bo dokądkolwiek się udasz i tak zabierzesz siebie ze sobą.
www.czaszmian.net
wtorek, 6 czerwca 2017
Ura...owany
Wczoraj prowadziłem samochód, wracając z pracy do domu.
Znalazłem się na jednym z ostatnich skrzyżowań na drodze do domu.
I dostrzegłem znajomą twarz, kierowcy siedzącego w samochodzie naprzeciw.
Twarz, która przypomniała mi wiele negatywnych emocji, które przez lata były żywe.
Które wybuchały niczym dynamit, gdy tylko skojarzenie odpalało wspomnienie z nią związane.
Emocje, które nie jeden raz spowodowały, że łzy płynęły mi po policzkach. Ze złości, żalu, poczucia winy, rozczarowania, strachu, bezradność, bólu, lęku, obojętności, odrzucenia, przerażenia, przygnębienia, rozczarowania, rozgoryczenia, samotności, wstydu, zazdrości, zażenowania, zniecierpliwienia.
W tym momencie uświadomiłem sobie, że nie wróciły. Moja praca nad tym, jakiej zmiany dokonałem, spowodowała, że bodziec nie zadziałał. Nie czułem nic i poczułem, jak wypełniać mnie zaczęła radość.
Nie z powodu braku emocji, ale z poczucia wolności. Stało się tak, jak wybrałem!
Zerwałem odpowiedzialne za to połączenie neuronowe w mózgu.
Praca nad umysłem, praca nad własnymi przekonaniami. To jedyny sposób, aby inni ludzie przestali mieć na nas wpływ, kontrolę. Bo to nie oni, ale nasze wewnętrzne przekonania pozwalają im nas krzywdzić.
I znów nie mogłem powstrzymać łez, bo ta radość spowodowała śmiech, niepohamowany, szczery zdrowy.
Jestem proaktywny, jestem wolny, jestem szczęśliwy. A TY?
poniedziałek, 15 maja 2017
DYS...
W
ubiegłym roku byłem zaproszony, aby wygłosić mowę motywacyjną.
W jej tytule z rozmysłem umieściłem tak zwaną literówkę.
Szczegóły ustalaliśmy, korespondując elektronicznie, otrzymałem od organizatora potwierdzenie pocztą elektroniczną. Jednakże na miejscu okazało się, że w materiałach drukowanych ktoś dokonał korekty. Ech...
Tydzień temu w grafice, którą zamieściłem, na portalach internetowych zrobiłem błąd ortograficzny i przyciągnąłem uwagę wielu osób, tym bardziej że była tam treść o edukacji ;)!!!
Pojawiły się komentarze, lecz żaden nie dotyczył przesłania, a wyłącznie ortografii.
Ten błąd nie zmieniał sensu zawartej tezy, tak jak byłoby w przypadku: może – morze.
Lub jak w przypadku: piszę – jest napisane. Albo też „ po najmniejszej linii oporu” zamiast „po linii najmniejszego oporu”.
Przykładamy wagę do dysortografii, dysleksji. Bo mamy to w programie szkoły podstawowej.
W zalewie informacji traktujemy, bardzo powierzchniowo to, co do nas dociera.
Wielu z nas nie przykłada wagi do innego rodzaju a jakże ważnej dysfunkcji.
Bardzo często mianowicie dają się słyszeć zwroty, które w sposób integralny określają osobę i czyn, czyli są epitetem. Jesteś brudny, jesteś głupi, jesteś śmieszny. Zamiast — ubrudziłeś się, to zachowanie jest głupie, to zachowanie jest śmieszne.
Mało kto zdaje sobie sprawę jak takie zwroty wypowiadane zwłaszcza w obecności dzieci, mogą je fatalnie programować. I wcale nie muszą być adresowane wprost do nich.
Zwłaszcza młodsze niż siedmioletnie, u których dopiero myślenie abstrakcyjne się rozwija.
Rzutuje to na ich postrzeganie świata, samoocenę, a w konsekwencji na jakość relacji międzyludzkich, przez nie tworzonych.
Zdania kategorycznie opisujące rzeczywistość w postaci wszyscy ... to, zapisane w umyśle dziecka spowodują, podświadome uprzedzenie czy lęk. Bo jak może być bogaty, ba nawet zaledwie bezpieczny finansowo, jeśli ktoś usłyszał w dzieciństwie komunał „wszystkich nieszczęść na świecie winne są pieniądze”.
W naszym nieświadomym umyśle przechowujemy wszystko, co usłyszeliśmy, co zobaczyliśmy, czego doświadczyliśmy.
Nie da się od słyszeć, nie da się od zobaczyć. Można to jednak przeprogramować.
W czasach, w których żyjemy coraz szybciej, bardzo ważne jest, abyśmy oprócz korzystania z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Sięgali do instrukcji obsługi samych siebie i używali jej namiętnie.
W jej tytule z rozmysłem umieściłem tak zwaną literówkę.
Szczegóły ustalaliśmy, korespondując elektronicznie, otrzymałem od organizatora potwierdzenie pocztą elektroniczną. Jednakże na miejscu okazało się, że w materiałach drukowanych ktoś dokonał korekty. Ech...
Tydzień temu w grafice, którą zamieściłem, na portalach internetowych zrobiłem błąd ortograficzny i przyciągnąłem uwagę wielu osób, tym bardziej że była tam treść o edukacji ;)!!!
Pojawiły się komentarze, lecz żaden nie dotyczył przesłania, a wyłącznie ortografii.
Ten błąd nie zmieniał sensu zawartej tezy, tak jak byłoby w przypadku: może – morze.
Lub jak w przypadku: piszę – jest napisane. Albo też „ po najmniejszej linii oporu” zamiast „po linii najmniejszego oporu”.
Przykładamy wagę do dysortografii, dysleksji. Bo mamy to w programie szkoły podstawowej.
W zalewie informacji traktujemy, bardzo powierzchniowo to, co do nas dociera.
Wielu z nas nie przykłada wagi do innego rodzaju a jakże ważnej dysfunkcji.
Bardzo często mianowicie dają się słyszeć zwroty, które w sposób integralny określają osobę i czyn, czyli są epitetem. Jesteś brudny, jesteś głupi, jesteś śmieszny. Zamiast — ubrudziłeś się, to zachowanie jest głupie, to zachowanie jest śmieszne.
Mało kto zdaje sobie sprawę jak takie zwroty wypowiadane zwłaszcza w obecności dzieci, mogą je fatalnie programować. I wcale nie muszą być adresowane wprost do nich.
Zwłaszcza młodsze niż siedmioletnie, u których dopiero myślenie abstrakcyjne się rozwija.
Rzutuje to na ich postrzeganie świata, samoocenę, a w konsekwencji na jakość relacji międzyludzkich, przez nie tworzonych.
Zdania kategorycznie opisujące rzeczywistość w postaci wszyscy ... to, zapisane w umyśle dziecka spowodują, podświadome uprzedzenie czy lęk. Bo jak może być bogaty, ba nawet zaledwie bezpieczny finansowo, jeśli ktoś usłyszał w dzieciństwie komunał „wszystkich nieszczęść na świecie winne są pieniądze”.
W naszym nieświadomym umyśle przechowujemy wszystko, co usłyszeliśmy, co zobaczyliśmy, czego doświadczyliśmy.
Nie da się od słyszeć, nie da się od zobaczyć. Można to jednak przeprogramować.
W czasach, w których żyjemy coraz szybciej, bardzo ważne jest, abyśmy oprócz korzystania z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Sięgali do instrukcji obsługi samych siebie i używali jej namiętnie.
Gdy poznasz
mechanizmy, które determinują twoje zachowania.
Wtedy będziesz mógł, dokonywać pro aktywnych wyborów.
Wtedy będziesz mógł, dokonywać pro aktywnych wyborów.
Z
drugiej strony, pogłębisz dzięki temu komunikację z innym
człowiekiem. Docierając do jego głęboko schowanego „dlaczego”
zaskoczony będziesz, jak wspaniałe owoce zbierzesz.
Unikniesz sytuacji nie pożądanych, a wykreujesz satysfakcjonujące. W tym zakresie pomocne jest NLP.
Unikniesz sytuacji nie pożądanych, a wykreujesz satysfakcjonujące. W tym zakresie pomocne jest NLP.
czwartek, 27 kwietnia 2017
PORNOGRAFICZNE ULICE!?!
Kiedyś nie umiałem się
uśmiechać!
Nie potrafiłem, ułożyć ust w uśmiech to było dla mnie nienaturalne. Przedtem, gdy widziałem, uśmiechniętych ludzi zastanawiałem się, z czego się tak cieszą? A może ze mnie się podśmiewają?
I jeszcze mnóstwo innych w sumie głupich myśli zaprzątało mi głowę. To był efekt niskiego poczucia własnej wartości, braku pewności siebie, zapewne braku akceptacji siebie samego.
Nie potrafiłem, ułożyć ust w uśmiech to było dla mnie nienaturalne. Przedtem, gdy widziałem, uśmiechniętych ludzi zastanawiałem się, z czego się tak cieszą? A może ze mnie się podśmiewają?
I jeszcze mnóstwo innych w sumie głupich myśli zaprzątało mi głowę. To był efekt niskiego poczucia własnej wartości, braku pewności siebie, zapewne braku akceptacji siebie samego.
Życia podporządkowanego...
Na szczęście te czasy mam za sobą. Uf... Wraz z przemianą mojego wnętrza zadziała się w sposób naturalny zmiana mojej powierzchowności. Teraz nie zastanawiam się jak się uśmiechnąć do zdjęcia? Bo teraz, to naturalny dla mnie stan. Teraz, to ludzie, którzy się nie uśmiechają, zwracają moją uwagę. Bo brak uśmiechu to dla mnie teraz stan nienaturalny.
Dziś jadąc samochodem przez miasto, mijałem stoisko Świadków Jehowy. Jako że musiałem, się zatrzymać przed sygnalizacją mogłem się im chwilę przyjrzeć. Był ciepły dzień mężczyzna blondyn stojący przy stojaku z ich broszurami. Ubrany był w białą koszulę i ciemne spodnie na kant. Obok stała jego towarzyszka w grafitowej sukience czarnych rajstopach i czarnych trzewikach. Dodać do tego jej czarny kolor włosów. Żałobny strój. Chociaż światło zmieniło się na zielone, mogłem więc pojechać w swoją stronę. Wjechałem w osiedlową uliczkę, przy której mieszka mój klient. Miałem mu tylko podać dokument, w razie, gdybym nikogo nie zastał, miałem go wrzucić do skrzynki na listy. Co za przypadek? Chodnikiem kilka domów od posesji mojego klienta widzę, idzie para.
Na oko oboje około trzydziestki. Oboje w szaro granatowych strojach. Ona w spódniczce granatowej do szarych rajstop i czarnego żakietu. On w granatowych spodniach i grafitowej kurtce.
W rękach on miał broszury ona książkę. Znowu Świadkowie przemknęło mi przez myśl.
Zatrzymałem się przy domu klienta i wysiadłem z samochodu. Podszedłem do zielonej metalowej furtki wkomponowanej w ogrodzenie z drucianej siatki. Za którą żywopłot tworzył nieprzeniknioną ścianę. Nacisnąłem na klamkę zamknięte. Na słupku przy furtce znajdował się dzwonek, zadzwoniłem. Czekam, trzydzieści sekund, nic, kolejną minutę, nic. Czekałem kolejne pół minuty i zadzwoniłem ponownie. Kolejna minuta oczekiwania nic. Ok na furtce znajdowała się skrzynka na listy także w kolorze zieleni. Wsunąłem do jej wnętrza dokument, który przywiozłem. Odwróciłem się i zmierzałem do samochodu. Dostrzegłem kontem oka, że już tylko kilkanaście kroków ode mnie jest ta dwójka smutnych ludzi, których mijałem chwilę wcześniej. Szli, a na ich twarzach miny jakby nieśli wieści o czymś gorszym niż koniec świata. Nie no nie wytrzymałem, zatrzymałem się. Poczekałem, aż zbliżyli się na około dwa metry do mnie. I odezwałem się wtedy do nich- Witam czy Państwo niosą dobrą nowinę.- Ich miny zmieniły się ze smutnych w zdziwione. I po ułamku sekundy skonsternowania odpowiedzieli chóralnie niepewnymi głosy.- Tak... - To dlaczego niosąc dobrą nowinę macie smutne miny? - Ich twarze obrazowały teraz jeszcze większe zdziwienie.
Zig Ziglar dla wielu autorytet w kwestii sprzedaży. Człowiek niewątpliwie godny naśladowania jako etyczny i skuteczny sprzedawca. Bardzo rodzinny, ciepły sympatyczny człowiek.
W jednej ze swoich książek zawarł taką myśl.
„Jeśli wyszedłbym z domu bez uśmiechu, to tak jakbym wyszedł bez ubrania”.
Ja mam wrażenie, że nasze ulice są bardzo pornograficzne-pełne nieubranych ludzi.
A gdy widzę ludzi, którzy mają mnie do czegoś zachęcić, a swoją powierzchownością mnie odstraszają...
To myślę, że przydałyby im się korepetycje. Zapraszam :)
Na szczęście te czasy mam za sobą. Uf... Wraz z przemianą mojego wnętrza zadziała się w sposób naturalny zmiana mojej powierzchowności. Teraz nie zastanawiam się jak się uśmiechnąć do zdjęcia? Bo teraz, to naturalny dla mnie stan. Teraz, to ludzie, którzy się nie uśmiechają, zwracają moją uwagę. Bo brak uśmiechu to dla mnie teraz stan nienaturalny.
Dziś jadąc samochodem przez miasto, mijałem stoisko Świadków Jehowy. Jako że musiałem, się zatrzymać przed sygnalizacją mogłem się im chwilę przyjrzeć. Był ciepły dzień mężczyzna blondyn stojący przy stojaku z ich broszurami. Ubrany był w białą koszulę i ciemne spodnie na kant. Obok stała jego towarzyszka w grafitowej sukience czarnych rajstopach i czarnych trzewikach. Dodać do tego jej czarny kolor włosów. Żałobny strój. Chociaż światło zmieniło się na zielone, mogłem więc pojechać w swoją stronę. Wjechałem w osiedlową uliczkę, przy której mieszka mój klient. Miałem mu tylko podać dokument, w razie, gdybym nikogo nie zastał, miałem go wrzucić do skrzynki na listy. Co za przypadek? Chodnikiem kilka domów od posesji mojego klienta widzę, idzie para.
Na oko oboje około trzydziestki. Oboje w szaro granatowych strojach. Ona w spódniczce granatowej do szarych rajstop i czarnego żakietu. On w granatowych spodniach i grafitowej kurtce.
W rękach on miał broszury ona książkę. Znowu Świadkowie przemknęło mi przez myśl.
Zatrzymałem się przy domu klienta i wysiadłem z samochodu. Podszedłem do zielonej metalowej furtki wkomponowanej w ogrodzenie z drucianej siatki. Za którą żywopłot tworzył nieprzeniknioną ścianę. Nacisnąłem na klamkę zamknięte. Na słupku przy furtce znajdował się dzwonek, zadzwoniłem. Czekam, trzydzieści sekund, nic, kolejną minutę, nic. Czekałem kolejne pół minuty i zadzwoniłem ponownie. Kolejna minuta oczekiwania nic. Ok na furtce znajdowała się skrzynka na listy także w kolorze zieleni. Wsunąłem do jej wnętrza dokument, który przywiozłem. Odwróciłem się i zmierzałem do samochodu. Dostrzegłem kontem oka, że już tylko kilkanaście kroków ode mnie jest ta dwójka smutnych ludzi, których mijałem chwilę wcześniej. Szli, a na ich twarzach miny jakby nieśli wieści o czymś gorszym niż koniec świata. Nie no nie wytrzymałem, zatrzymałem się. Poczekałem, aż zbliżyli się na około dwa metry do mnie. I odezwałem się wtedy do nich- Witam czy Państwo niosą dobrą nowinę.- Ich miny zmieniły się ze smutnych w zdziwione. I po ułamku sekundy skonsternowania odpowiedzieli chóralnie niepewnymi głosy.- Tak... - To dlaczego niosąc dobrą nowinę macie smutne miny? - Ich twarze obrazowały teraz jeszcze większe zdziwienie.
Zig Ziglar dla wielu autorytet w kwestii sprzedaży. Człowiek niewątpliwie godny naśladowania jako etyczny i skuteczny sprzedawca. Bardzo rodzinny, ciepły sympatyczny człowiek.
W jednej ze swoich książek zawarł taką myśl.
„Jeśli wyszedłbym z domu bez uśmiechu, to tak jakbym wyszedł bez ubrania”.
Ja mam wrażenie, że nasze ulice są bardzo pornograficzne-pełne nieubranych ludzi.
A gdy widzę ludzi, którzy mają mnie do czegoś zachęcić, a swoją powierzchownością mnie odstraszają...
To myślę, że przydałyby im się korepetycje. Zapraszam :)
środa, 5 kwietnia 2017
ŁATWE ŻYCIE !?!
W ostatnim
artykule wspomniałem, że pokażę przykład tego, jak trudności
mogą przełożyć się na motywację. Oto on:
Miejsce akcji: Miasto w Polsce około trzydziestu tysięcy mieszkańców.
Czas: Od roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego do dziś.
Występują: Zmienię ich imiona, gdyż to prawdziwe postacie. Załóżmy Adam i Bartek.
W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym roku przychodzą na świat, obaj bohaterowie mieszkają nawet niedaleko od siebie. Ojciec Adama to urzędnik mama nauczycielka.
Miejsce akcji: Miasto w Polsce około trzydziestu tysięcy mieszkańców.
Czas: Od roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego do dziś.
Występują: Zmienię ich imiona, gdyż to prawdziwe postacie. Załóżmy Adam i Bartek.
W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym roku przychodzą na świat, obaj bohaterowie mieszkają nawet niedaleko od siebie. Ojciec Adama to urzędnik mama nauczycielka.
Rodzice Bartka rodzice pracowali fizycznie.
Każdy z nich ma młodszego brata. Obaj przyszli na świat w pełnych rodzinach.
Niestety Bartka ojciec zachorował i zmarł, gdy ten skończył zaledwie podstawówkę. Zatem, aby się szybko usamodzielnić i wesprzeć matkę poszedł do szkoły zawodowej. A gdy tylko nadarzała się okazja, imał się różnych zajęć, aby też jakiś grosz zarobić. W końcu znalazł stałe miejsce zatrudnienia, w sklepie którego właścicielem był daleki krewny.
Adam nie miał takich doświadczeń. Po zajęciach w liceum, w którym nauka szła mu bardzo dobrze, mógł się oddawać swoim pasją. Grze w piłkę, słuchaniu muzyki, flirtowaniu z dziewczynami.
Rok rocznie wyjeżdżał na wakacje z rodzicami. A troski, które zaprzątały jego głowę, podobne były do tych, które absorbowały większość jego rówieśników.
Bartek zakończył edukację w zawodówce i poszedł do technikum wieczorowego. Cały czas równocześnie pracując, awansował. W wieku osiemnastu lat został kierownikiem sklepu. Był jednak głodny czegoś więcej, rozpoczął studia zaoczne. Cały czas pracował w tym samym sklepie.
Adam ukończył liceum i wyjechał na studia dzienne do Wrocławia. Pracował tam wieczorami i w weekendy jako sprzedawca w galerii handlowej, gdyż pieniądze od rodziców nie starczałyby poimprezować. Zaliczał kolejne... egzaminy, aż ukończył studia z tytułem magistra.
Bartek założył własny sklep i... zbankrutował!!! Zakończył więc edukację z tytułem inżyniera. Zatrudnił się w korporacji. Został przedstawicielem handlowym. Adam miał tytuł i wiedzę, która nie była rozchwytywana na rynku pracy. Wrócił po studiach do swojego rodzinnego miasta i szukał pracy. Po wielotygodniowych poszukiwaniach zaczął pracować jako sprzedawca w markecie.
Bartek poznawał konstrukcję dużej firmy od środka zafascynowany nowym środowiskiem. Poznawał mechanizmy, których nie miał szans poznać, gdy pracował w lokalnym sklepiku. Awansował w firmie, która go zatrudniała. Ożenił się, pojawiły się dzieci. Adam też się ożenił. Nie był jednak zadowolony z zajęcia, które wykonywał, więc zmienił pracę, a bardziej pracodawcę. Zajęcie, które wykonywał, raczej nie różniło się od poprzedniego.
Rok dwa tysiące piąty.
Bartek nauczył się wielu rzeczy, które uznał za wartościowe. Odłożył trochę pieniędzy, bo w korporacji zarabiał niezgorzej. I otworzył kolejny własny biznes. Który tym razem prosperował przyzwoicie.
Adam też chciał poprawić swój los i zarabiać sensowne pieniądze, pojawiło się dziecko. Zmienił więc... pracodawcę po raz kolejny. Wtedy go poznałem. I usłyszałem o krwiopijcy, od którego Adam wynajmuje mieszkanie. I o tym, że oprócz tego domu, w którym Adam mieszka, to ten człowiek ma jeszcze kilka domów i sklepów. I jeszcze nie wiadomo, czym się zajmuje. Jeździ luksusowym samochodem. I jak jakieś wydarzenia kulturalne się dzieją, w ich mieście to oczywiście czyj baner reklamowy jako sponsora wisi? -Mówił to z pretensją i pogardą. Żalił się, że jak nie ureguluje czynszu zgodnie z terminem na umowie, to za dwa dni ma już monit w skrzynce na listy. Tyle ma. A taki wyliczony jest! A jego żona i dzieci...
Rok dwa tysiące piętnasty.
Przez podobne zainteresowania poznałem człowieka, od którego Adam wynajmował mieszkanie.
Gdy się bliżej poznaliśmy, opowiedział mi, jak to nabywał doświadczeń w biznesie. Jakim to trudem wysiłkiem i wyrzeczeniami okupił, ażeby osiągnąć, taki styl życia, jaki ma teraz. I o tym, że nie był mu łatwo, bo gdy miał zaledwie kilkanaście lat stracił ojca. A pierwszy sklep jaki założył zbankrutował po pół roku działalności. Zapytałem Bartka o Adama, nie zna go osobiście i nie kojarzy, bo ma osobę, która się zajmuje administracją jego nieruchomościami.
A Adam zna, Ciebie bardzo dobrze — przyszło mi na myśl, ale nie powiedziałem tego.
Bartek opowiadał mi, jak najbliższe mu osoby odradzały mu podejmowanie kroków, które go zaprowadziły tu, gdzie jest teraz. Mama, brat, potem jeszcze żona odradzała zakładanie własnego biznesu. Wszyscy radzili pozostanie trybem w korporacji.
Zapytałem, co Ciebie tak nakręciło, że się wciąż „wspinasz” w swoim biznesie i w życiu.
Usłyszałem w odpowiedzi – Cały czas chcę swoje życie czynić łatwiejszym i lepszym.
A trudności, jakie po drodze Ciebie spotykają?- Zapytałem. No, właśnie gdy mnie spotyka jakaś trudność, to traktuję ją jako kolejny stopień wtajemniczenia. Kolejny krok w drodze do wiedzy.
Nie wiem wszystkiego, może ktoś wie. Ja nie. Jestem pewien, że wiem więcej niż gdybym nie zrobił tych wszystkich rzeczy, które zrobiłem. I nie miałbym tej mądrości i pokory, którą mam.
Wszystkie te trudne rzeczy, które mnie spotkały, są fundamentem tego, kim dziś jestem.
www.czaszmian.net
Każdy z nich ma młodszego brata. Obaj przyszli na świat w pełnych rodzinach.
Niestety Bartka ojciec zachorował i zmarł, gdy ten skończył zaledwie podstawówkę. Zatem, aby się szybko usamodzielnić i wesprzeć matkę poszedł do szkoły zawodowej. A gdy tylko nadarzała się okazja, imał się różnych zajęć, aby też jakiś grosz zarobić. W końcu znalazł stałe miejsce zatrudnienia, w sklepie którego właścicielem był daleki krewny.
Adam nie miał takich doświadczeń. Po zajęciach w liceum, w którym nauka szła mu bardzo dobrze, mógł się oddawać swoim pasją. Grze w piłkę, słuchaniu muzyki, flirtowaniu z dziewczynami.
Rok rocznie wyjeżdżał na wakacje z rodzicami. A troski, które zaprzątały jego głowę, podobne były do tych, które absorbowały większość jego rówieśników.
Bartek zakończył edukację w zawodówce i poszedł do technikum wieczorowego. Cały czas równocześnie pracując, awansował. W wieku osiemnastu lat został kierownikiem sklepu. Był jednak głodny czegoś więcej, rozpoczął studia zaoczne. Cały czas pracował w tym samym sklepie.
Adam ukończył liceum i wyjechał na studia dzienne do Wrocławia. Pracował tam wieczorami i w weekendy jako sprzedawca w galerii handlowej, gdyż pieniądze od rodziców nie starczałyby poimprezować. Zaliczał kolejne... egzaminy, aż ukończył studia z tytułem magistra.
Bartek założył własny sklep i... zbankrutował!!! Zakończył więc edukację z tytułem inżyniera. Zatrudnił się w korporacji. Został przedstawicielem handlowym. Adam miał tytuł i wiedzę, która nie była rozchwytywana na rynku pracy. Wrócił po studiach do swojego rodzinnego miasta i szukał pracy. Po wielotygodniowych poszukiwaniach zaczął pracować jako sprzedawca w markecie.
Bartek poznawał konstrukcję dużej firmy od środka zafascynowany nowym środowiskiem. Poznawał mechanizmy, których nie miał szans poznać, gdy pracował w lokalnym sklepiku. Awansował w firmie, która go zatrudniała. Ożenił się, pojawiły się dzieci. Adam też się ożenił. Nie był jednak zadowolony z zajęcia, które wykonywał, więc zmienił pracę, a bardziej pracodawcę. Zajęcie, które wykonywał, raczej nie różniło się od poprzedniego.
Rok dwa tysiące piąty.
Bartek nauczył się wielu rzeczy, które uznał za wartościowe. Odłożył trochę pieniędzy, bo w korporacji zarabiał niezgorzej. I otworzył kolejny własny biznes. Który tym razem prosperował przyzwoicie.
Adam też chciał poprawić swój los i zarabiać sensowne pieniądze, pojawiło się dziecko. Zmienił więc... pracodawcę po raz kolejny. Wtedy go poznałem. I usłyszałem o krwiopijcy, od którego Adam wynajmuje mieszkanie. I o tym, że oprócz tego domu, w którym Adam mieszka, to ten człowiek ma jeszcze kilka domów i sklepów. I jeszcze nie wiadomo, czym się zajmuje. Jeździ luksusowym samochodem. I jak jakieś wydarzenia kulturalne się dzieją, w ich mieście to oczywiście czyj baner reklamowy jako sponsora wisi? -Mówił to z pretensją i pogardą. Żalił się, że jak nie ureguluje czynszu zgodnie z terminem na umowie, to za dwa dni ma już monit w skrzynce na listy. Tyle ma. A taki wyliczony jest! A jego żona i dzieci...
Rok dwa tysiące piętnasty.
Przez podobne zainteresowania poznałem człowieka, od którego Adam wynajmował mieszkanie.
Gdy się bliżej poznaliśmy, opowiedział mi, jak to nabywał doświadczeń w biznesie. Jakim to trudem wysiłkiem i wyrzeczeniami okupił, ażeby osiągnąć, taki styl życia, jaki ma teraz. I o tym, że nie był mu łatwo, bo gdy miał zaledwie kilkanaście lat stracił ojca. A pierwszy sklep jaki założył zbankrutował po pół roku działalności. Zapytałem Bartka o Adama, nie zna go osobiście i nie kojarzy, bo ma osobę, która się zajmuje administracją jego nieruchomościami.
A Adam zna, Ciebie bardzo dobrze — przyszło mi na myśl, ale nie powiedziałem tego.
Bartek opowiadał mi, jak najbliższe mu osoby odradzały mu podejmowanie kroków, które go zaprowadziły tu, gdzie jest teraz. Mama, brat, potem jeszcze żona odradzała zakładanie własnego biznesu. Wszyscy radzili pozostanie trybem w korporacji.
Zapytałem, co Ciebie tak nakręciło, że się wciąż „wspinasz” w swoim biznesie i w życiu.
Usłyszałem w odpowiedzi – Cały czas chcę swoje życie czynić łatwiejszym i lepszym.
A trudności, jakie po drodze Ciebie spotykają?- Zapytałem. No, właśnie gdy mnie spotyka jakaś trudność, to traktuję ją jako kolejny stopień wtajemniczenia. Kolejny krok w drodze do wiedzy.
Nie wiem wszystkiego, może ktoś wie. Ja nie. Jestem pewien, że wiem więcej niż gdybym nie zrobił tych wszystkich rzeczy, które zrobiłem. I nie miałbym tej mądrości i pokory, którą mam.
Wszystkie te trudne rzeczy, które mnie spotkały, są fundamentem tego, kim dziś jestem.
www.czaszmian.net
poniedziałek, 20 marca 2017
Błogosławione trudności
Znów muszę wytężyć głowę. Muszę się nauczyć czegoś nowego. Z czegoś zrezygnować, na rzecz czegoś dla mnie cenniejszego. Czegoś, co jest dla mnie ważniejsze.
Wyzwaniem było dla mnie kiedyś chodzenie o kulach, gdy miałem złamaną nogę.
Dziś to śmieszne muszę nauczyć się obsługi aplikacji.
A są ludzie, którzy mierzą się ze znacznie większymi wyzwaniami w swojej codzienności.
Takie sytuacje mniejsze lub większe są udziałem każdego z nas co dzień.
Co chwila spotykają nas wyzwania. Co rusz musimy nasze plany korygować, modyfikować.
Żeby iść, dalej uczymy się czegoś dla nas nowego.
Żeby iść, dalej robimy coś dla nas trudnego.
Żeby iść, dalej działamy inaczej niż dotychczas.
Żeby iść, dalej przełamujemy schemat.
Żeby iść, dalej rozwijamy się.
Nie pozostaje to bez wpływu na inne obszary naszego życia.
Łatwiej z nowymi umiejętnościami radzić sobie z kolejnym wyzwaniem.
Wyzwanie czy przeciwność?
Lekcja czy problem?
Tak czy...?
Następnym razem pokaże to na konkretnych przykładach.
www.czaszmian.net
środa, 15 marca 2017
Przeciwności losu
Jeszcze chwila jeszcze moment. Jeszcze dwa skrzyżowania. Jeszcze kilka
kilometrów. Jeszcze dwa dni. Jeszcze te trzy sztuki lub jeszcze ten
jeden raz. I już. Już jestem. Już pewny, że jestem tu...
Gdy BUM!!! Potrzaskane auto.
Znów los jest przeciwko mnie. Wszystko, do czego pędziłem, oddala się i znika za horyzontem.
Poczucie żalu. Rozgoryczenie, uczucie porażki.
Tam za sto kilometrów czekała na mnie nagroda.
Myśli kłębią się wokół straty. Zapętliły się w celebrowaniu — nieszczęścia.
Do momentu, w którym przyszło otrzeźwienie. To, co się może wydarzyć, jest imaginacją, do momentu aż się wydarzy. Zatem zawsze jest możliwy rezultat pozytywny lub negatywny.
Nie wiem co na mnie czekało za kolejny kilometr, dziesięć, czy sto.
Może dzięki temu uniknąłem czegoś, może gorszego... Nigdy nie wiesz.
A może... to zdarzenie losowe, ma mieć inne znaczenie.
O tym będzie następny wpis.
http://czaszmian.net/
Gdy BUM!!! Potrzaskane auto.
Znów los jest przeciwko mnie. Wszystko, do czego pędziłem, oddala się i znika za horyzontem.
Poczucie żalu. Rozgoryczenie, uczucie porażki.
Tam za sto kilometrów czekała na mnie nagroda.
Myśli kłębią się wokół straty. Zapętliły się w celebrowaniu — nieszczęścia.
Do momentu, w którym przyszło otrzeźwienie. To, co się może wydarzyć, jest imaginacją, do momentu aż się wydarzy. Zatem zawsze jest możliwy rezultat pozytywny lub negatywny.
Nie wiem co na mnie czekało za kolejny kilometr, dziesięć, czy sto.
Może dzięki temu uniknąłem czegoś, może gorszego... Nigdy nie wiesz.
A może... to zdarzenie losowe, ma mieć inne znaczenie.
O tym będzie następny wpis.
http://czaszmian.net/
wtorek, 28 lutego 2017
OPCJE
O
P
C
J
E
O
P
C
J
E
O
P
C
J
E
Gdy istnieje taka ewentualność, że mogę, coś zrobić inaczej niż na co dzień to korzystam z tej możliwości.
Ot choćby dojazd pociągiem zamiast samochodem, w którym spędzam na co dzień sporo czasu.
Często dokonuję wtedy ciekawych obserwacji.
Przytrafiają się sytuacje, które nie miałyby miejsca, gdybym się odciął od innych ludzi wewnątrz mojego samochodu. Bo to właśnie ludzie sprawiają, że czegokolwiek doznajemy.
Nawet jeśli jest to tylko za pośrednictwem przedmiotu, gdy wzrusza nas książka czy obraz. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, gdy przedmiot codziennego użytku czyni nasze życie łatwiejszym, wygodniejszym.
Za nim też stoi człowiek, który go zaprojektował, wykonał.
Kiedy robi się coś, inaczej.
Kiedy robi się coś, nowego.
Kiedy robi się coś, nieoczywistego.
To okazuje się, że pojawia się do wyboru szereg opcji.
Opcji, których nie widać z Twojej utartej ścieżki.
Jeśli tylko dość uważasz, by je dostrzec.
Jeśli jesteś tu, teraz.
Jesteś tu, teraz?
Uważność to jeden z filarów równowagi w życiu.
Sama obserwacja oparta na uważności uruchamia procesy samoregulujące naszego organizmu, których efektem może być m.in.: redukcja fizycznych i psychicznych objawów stresu. Dodatkowo spokojny, rytmiczny, głęboki oddech towarzyszący praktyce uważności może redukować stres przez stabilizujący, pozytywny wpływ na funkcjonowanie współczulnego i przywspółczulnego układu nerwowego.
Jeśli potrzebujesz więcej zapraszam: http://czaszmian.net/
P
C
J
E
O
P
C
J
E
O
P
C
J
E
Gdy istnieje taka ewentualność, że mogę, coś zrobić inaczej niż na co dzień to korzystam z tej możliwości.
Ot choćby dojazd pociągiem zamiast samochodem, w którym spędzam na co dzień sporo czasu.
Często dokonuję wtedy ciekawych obserwacji.
Przytrafiają się sytuacje, które nie miałyby miejsca, gdybym się odciął od innych ludzi wewnątrz mojego samochodu. Bo to właśnie ludzie sprawiają, że czegokolwiek doznajemy.
Nawet jeśli jest to tylko za pośrednictwem przedmiotu, gdy wzrusza nas książka czy obraz. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, gdy przedmiot codziennego użytku czyni nasze życie łatwiejszym, wygodniejszym.
Za nim też stoi człowiek, który go zaprojektował, wykonał.
Kiedy robi się coś, inaczej.
Kiedy robi się coś, nowego.
Kiedy robi się coś, nieoczywistego.
To okazuje się, że pojawia się do wyboru szereg opcji.
Opcji, których nie widać z Twojej utartej ścieżki.
Jeśli tylko dość uważasz, by je dostrzec.
Jeśli jesteś tu, teraz.
Jesteś tu, teraz?
Uważność to jeden z filarów równowagi w życiu.
Sama obserwacja oparta na uważności uruchamia procesy samoregulujące naszego organizmu, których efektem może być m.in.: redukcja fizycznych i psychicznych objawów stresu. Dodatkowo spokojny, rytmiczny, głęboki oddech towarzyszący praktyce uważności może redukować stres przez stabilizujący, pozytywny wpływ na funkcjonowanie współczulnego i przywspółczulnego układu nerwowego.
Jeśli potrzebujesz więcej zapraszam: http://czaszmian.net/
wtorek, 31 stycznia 2017
Brzydkie słowo - sprzedaż .
Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować.
Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:
- No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę.
- Jedną, szefie.
- Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?
- Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
Szefa zatkało.
- Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!
- No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...
- Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
- Potem przekonałem klienta ,,żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby przewieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
- Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby na ryby...
Nie ma się co śmiać, są ludzie, którzy są postrzegani jako urodzeni sprzedawcy, i są tacy, którzy swą pracę wykonują za karę. Pomiędzy nimi jest wielu merytorycznych fachowców (czytaj przeciętnych).
Moje doświadczenie zawodowe od zawsze związane jest z handlem, owszem zmieniały się branże. Zmieniałem stanowiska i zakresy obowiązków. Całe moje doświadczenie zawodowe to jednak praca w handlu. Na początku robiłem to, bo tak trafiłem i nie byłem z tego powodu wcale szczęśliwy raczej przymuszony. Kiedy natknąłem się na książkę, którą napisał Frank Betteger „Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie” zmieniłem swoje spojrzenie na moją pracę, a to spowodowało zmianę wyników, jakie miałem w pracy in plus. Skoro, aby podnosić kwalifikacje. Zbierałem doświadczenie zawodowe i wykorzystywałem je do ulepszania swojego warsztatu. To zaowocowało taką sytuacją, iż od kilku lat otrzymuję systematycznie kilka zaproszeń rocznie do współpracy od różnych firm. Szkolę współpracowników w firmie, bo lubię, bo ułatwia to naszą pracę oraz z dobrze pojętego egoizmu. Zdobyłem doświadczenie w tradycyjnym handlu oraz także w MLM i wiem jak nie łatwym, ale przy tym prostym jest to kawałkiem chleba. Wśród osób właśnie działających w MLM-ach często słyszę – my nic nie sprzedajemy. Wielu osobom sprzedaż kojarzy się jakoś negatywnie. W książce Katarzyny Bondy „Maszyna do pisania” spotkałem taki zwrot „brzydkie słowo sprzedaż”. Słowo nie jest brzydkie, ma taki charakter, jaki mu nadamy-cholera – to nazwa jednostki chorobowej użyta jako przekleństwo nosi negatywny ładunek przekazu. A sprzedaż-czy jest coś złego w wymianie dóbr, jaka występuje wśród ludzi. Tym bardziej że jest to działanie dobrowolne. Brakuje mi logiki w tym, że sporo ludzi oponuje co do zakazu handlu w niedzielę, a słowu sprzedaż przypisuje negatywne znaczenie. Ludzie uwielbiają kupować, a nienawidzą, żeby im sprzedawać. Z drugiej strony u osób, które dobrze radzą sobie w takiej pracy, upatruje się magicznych mocy, nadprzyrodzonych umiejętności i skrywanych sekretów. Albo też umiejętności manipulacji czy hipnozy. Jest jeden sekret sprzedaży, nie wiem, czy jesteście gotowi go poznać i czy na pewno powinienem go zdradzać.
Sekret jest taki, że nie ma żadnego sekretu.
Są ludzie, którzy mają bardziej rozwinięte cechy potrzebne dobremu sprzedawcy. Są też tacy, którzy to w sobie wykształcili. A ci, którzy nie mają ochoty się uczyć? No cóż, wśród nich niestety są ci, których etyka zawodowa zostawia wiele do życzenia. Sam wyszkoliłem kilkunastu ekspertów sprzedaży. Naprawdę można wykształcić w sobie umiejętności efektywnej sprzedaży. I nie trzeba się uciekać do manipulacji. Jednak żeby w ogóle posiąść taką wiedzę i ją wprowadzić w życie nieodzowne jest odpowiednie nastawienie. Nieodzowny jest odpowiedni sposób myślenia. Szacunek do innych ludzi. A poza tym nauka i jeszcze raz nauka, a potem? Praktykowanie nabytych umiejętności i pogłębianie wiedzy. Wszystkie zmiany mają źródło na poziomie świadomości, ale zachodzą w nieświadomości. Zegarek, jaki nosi 007, nie uczyni cię tak błyskotliwym, jakim jest najsławniejszy agent JKM. Perfumowanie się zapachem o nazwie Gabriela Sabatini nie spowoduje, że będziesz grać lepiej w tenisa. Nie dokonasz żadnych zmian w sobie za pomocą gadżetów. Możesz zrobić to wszystko taniej, bo nie musisz nabywać „magicznych” przedmiotów. Będzie to na pewno trudne, bo to tak jakbyś grał sam ze sobą w szachy. Jak już kiedyś wspominałem, zmiany nastąpią i nie zatrzymasz ich, ale możesz nadać im kierunek.
Dlaczego więc nie po to, aby stać się lepszym? Tylko od Ciebie zależy w czym.
Więcej znajdziesz na: http://czaszmian.net/
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Lustro
Wszedłem do wąskiego, słabo
oświetlonego korytarzyka , który był poczekalnią do gabinetu
lekarskiego i rejestracji . Pięć krzeseł ustawionych rzędem pod
ścianą , dwa zajęte przez starszą parę – zapewne małżeństwo
. Witam się i pytam czy czekają do rejestracji . W imieniu ich
obojga odpowiada kobieta siwa sześćdziesięcioletnia zapewne –
Nie, my do gabinetu , a w rejestracji jest jedna pani , więc musi
pan chwilę zaczekać . - Miły głos ,wyczerpująca informacja ,
uśmiech sam cisnął mi się na twarz . Podziękowałem i spokojnie
oczekiwałem na swoją kolej. Oglądałem grę cieni na ścianie
tworzoną przez światło słoneczne, które aby się tu dostać
musiało przeciskać się przez liście i gałęzie drzewa rosnącego
zaraz za jedynym oknem poczekalni .
Wtem drzwi rejestracji otworzyły się
i z tej przyjemnej zadumy wyrwał mnie głos wracającej do
poczekalni pacjentki . Wyglądała na emerytowaną nauczycielkę.
Czarne włosy wyczesane w kok , biała bluzka , a na to narzucony
rozpinany bordowy sweter . Tonem pełnym niecierpliwości ,
pretensji, wręcz agresywnym powiedziała –„ Do widzenia „ . -
A zamknąwszy drzwi za sobą do zgromadzonych w poczekalni, już nie
tak agresywnie, lecz bardziej jakby szukając współczucia – „Taki
człowiek w ogóle nie powinien pracować , co ona sobie myśli ta
rejestratorka!” . Ja mam mieć czas przychodzić tu co trzy
miesiące?! . No jak można tak traktować chorego człowieka!, . -
No cóż pomyślałem … teraz moja kolej . Sprawdzę czy ta pani w
rejestracji faktycznie jest taka „ straszna „ .
Wstałem podszedłem do drzwi a one
same się przede mną otworzyły – Pomyślałem - Potwór wychodzi mi na spotkanie ? - Zza skrzydła drzwi wyłoniła się tęga, nie wysoka kobieta
, czarne włosy spięte w kucyk kontrastowały z białym strojem
pracownika służby zdrowia . Zapytała poważnym tonem” ktoś z
państwa do rejestracji ?”. Odważyłem się i powiedziałem
uprzejmie i z uśmiechem .
- Dzień dobry . Ja właśnie do
pani .- Zapraszam . - Cofnęła się i usiadła przy biurku . Po jej lewej stronie stało krzesło , które mi wskazała gestem i powiedziała – Proszę usiąść .
W przyjaznej atmosferze załatwiłem
sprawę , z którą przyszedłem . Gdy wychodziłem podziękowałem i życzyłem
pani miłego dnia . Odwzajemniła to z uśmiechem . To nic , że mam wyznaczoną wizytę
za pół roku . We wciąż zmieniającej się rzeczywistości naszej
służby zdrowia wcale nie mając pewności , że tak będzie . Jednak
dostrzegłem wyraźnie , że świat jest jak doskonałe lustro . I to
co nas irytuje w innych często jest naszą własną bolączką . W
ciągu kilku minut przekonałem się o tym jak bardzo świat nam
sprzyja . Tylko od nas zależy czego od niego oczekujemy .
P.S. Może siedząc wkrótce przy
świątecznym stole zamiast ulegać stereotypom i powielać sytuacje
z lat ubiegłych okaż zainteresowanie kimś (czymś) nudnym . Wykaż
więcej cierpliwości , wsłuchaj się w opowieści niby rok rocznie
takie same . I przekonaj się co się zmieniło . Nie koniecznie w opowieściach .
poniedziałek, 28 listopada 2016
Trzeba uważać
Miesiąc temu . Jadę pachnącym
nowością , moim czerwonym suwem . Ostatnie skrzyżowanie przez
które muszę się przebić , wyjeżdżam z podporządkowanej , i
jestem na miejscu . Jadę poćwiczyć w siłowni zlokalizowanej przy
centrum handlowym . Niestety ruch jest spory .
A niefrasobliwość innych kierowców ogromna , więc wyjechać z podporządkowanej jest trudno .
Gdy ja doczłapałem już do
skrzyżowania stwierdziłem , że nie będę czekać będę działać
.
Spojrzałem na samochód , od którego
kierowcy zależało czy będę kontynuował podróż .Zielone Polo , o kierownicą którego oparta była
kobieta , na oko trzydzieści kilka lat , ciemne włosy spływające
na ramiona . Robiła wrażenie zamyślonej , skupionej gdzieś mocno
myślami na czymś innym niż to co dzieje się naokoło niej .
Melancholijna jakby wycofana . No cóż skupiam całą uwagę na niej
patrzę , patrzę... . Po chwili ona spogląda na mnie wciąż z tym
poważnym wyrazem twarzy . Ja wtedy uśmiecham się do niej . Palcem
wskazującym prawej dłoni rysuję w powietrzu przed moją twarzą
łuk jakbym powiększał uśmiech . Ona zaczyna się śmiać i dłonią
czyni gest którym zaprasza mnie do wjazdu przed sobą na
skrzyżowanie . Dosłownie dwie sekundy później ze skrzyżowania
zjeżdża auto które tarasowało mi drogę . Ruszam dalej , mrugając
jeszcze światłami awaryjnymi w podziękowaniu za wyświadczoną
uprzejmość .
Sto pięćdziesiąt metrów dalej
wjeżdżam na parking podziemny i jestem na miejscu . Kilka minut
zajęło mi znalezienie miejsca do zaparkowania . Parkuję po czym
energicznym krokiem udaję się do siłowni . Po drodze chcę kupić
jeszcze wodę na trening . Rezygnuję jednak z wchodzenia do marketu
, udaję się do sklepu drogeryjnego zlokalizowanego po sąsiedzku z
klubem do którego zmierzam . Idę do regału z napojami sięgam małą
butelkę ulubionej wody mineralnej obchodzę regał zawracam i idę
do kasy . W kolejnej alejce regałów niespodzianka , kobieta która
mnie wpuściła na skrzyżowaniu . Stoi i lustruje wzrokiem równo poukładane butelki szamponów . Ten sam melancholijny , refleksyjny wyraz twarzy . Stoi ,
zapewne żeby mieć lepszy ogląd po przeciwnej stronie alejki . Plecami
przy samym regale , zatem przechodzę przed nią . A znajdując się
przed nią mówię – Dziękuję ,że mnie wpuściłaś na
skrzyżowaniu . - Ona robi wrażenie wyrwanej z letargu reaguje
uśmiechem widać jednak , że podszytym konsternacją . A ja idąc
nie czekając na jej kolejne reakcje , myślę jak niewiele trzeba
żeby się ktoś uśmiechnął . Wchodzę do siłowni , przebieram się
. A po czterdziestu pięciu minutach intensywnej pracy nad swoją
kondycją zaczynam się rozciągać . Wtedy dostrzegam , że na
kanapie przy wejściu do sali gdzie są prowadzone zajęcia grupowe
siedzi właśnie ona .
Ta która wpuściła mnie na
skrzyżowaniu , ta którą spotkałem w drogerii . Zaśmiałem się w
duchu sam do siebie . Pomyślałem znów przejdę tuż przed nią bo
tylko tamtędy mogę udać się do szatni .
Skończyłem po kilku minutach się
rozciągać i ruszyłem w stronę szatni . Ona faktycznie , czekała
poprzednie zajęcia na sali właśnie się skończyły . Ostatni z
uczestników poprzednich zajęć opuścili salę . Oczekujący na
kolejne nieśpiesznie zapełniali ją na nowo . Idę i już jestem
krok przed tą kobietą , gdy ona wstaje kanapy . Rozgląda się
nieco aby nie zderzyć się z kimś śpieszącymi do szatni lub z
nich wychodzącym . I dostrzegłszy mnie uśmiecha się tym razem
szeroko , szczerze i mówi – Czerwone Reno . - Odpowiadam uśmiechem
i potakująco kiwam głową i udaję się do szatni .
Dwa dni później również byłem w
tym klubie . Tym razem byłem dobrą godzinę wcześniej , poświęciłem
na ćwiczenia trochę więcej czasu . Wychodząc już odświeżony ,
widzę na kanapie znów siedzi ta uprzejma kobieta . Tym razem
bardziej ożywiona popatruje to w prawo to w lewo .
Gdy dostrzegła mnie nadchodzącego jej
wyraz twarzy zrobił się promienny a gdy spotkaliśmy się wzrokiem
uśmiechnęła się . Macie tak , że czasem robicie coś pod wpływem
chwili impulsu i bez przemyślenia ? Usiadłem na bocznym oparciu
kanapy , po jej prawej stronie . Tuż obok niej lecz wyżej o jakieś
trzydzieści centymetrów . Tak , że aby patrzeć na mnie musiała
zadzierać głowę do góry . Spojrzałem jej w oczy w których znów
była konsternacja i zacząłem mówić tym swoim niskim , radiowym
głosem .
- Kiedy poprosiłem Cię żebyś
mnie wpuściła na skrzyżowaniu , uśmiechnęłaś się . - Jej
źrenice rozszerzyły się . - Gdy Ci podziękowałem za to w
drogerii , uśmiechnęłaś się . - Kąciki jej ust uniosły się
nieco , kontynuowałem . - Gdy skojarzyłaś mnie z samochodem, uśmiechnęłaś się . - jej usta uchyliły się ukazując nieco
biel zębów . - Dam Ci prezent . - Jej twarz rozpromieniała teraz
już wszystkie zęby ukazały się w uśmiechu , oparłem lewą dłoń
o jej prawe ramię nie przerywając wywodu .- Od teraz za każdym
razem kiedy pomyślisz o czerwonym samochodzie będziesz się
uśmiechać . - Sekundę później zabrałem dłoń z jej ramienia ,
wstałem i ruszyłem spokojnie do wyjścia . W lustrze dostrzegłem
jej rozmarzoną teraz twarz . A pozycja w której teraz siedziała
manifestowała – błogo mi .
Minęły dwa tygodnie , po których znów spotkałem ową kobietę .
Gdzie ? A jakże w siłowni . Dostrzegłem ją z daleka idąc
korytarzem . Ciekawe , że zanim mnie dostrzegła uśmiechała się .
Lecz gdy znalazłem się w polu jej widzenia zrobiła minę jakby
obrażoną . Usta ściągnęła w wyrazie zaciętości .
Wzrok wbijała we mnie , lecz jej oczy zdradzały , że nie może
powstrzymać uśmiechu .
- - Co ty mi zrobiłeś ? - Przestała udawać , rozpromieniała .
Uśmiechała się szczerze całą sobą .
- Mogę Ci to zabrać , jeśli ci się
to nie podoba .
- Wiesz jak mi się układa z mężem
od dwóch tygodni ? - Zrobiła pauzę - Cu...do...w...nie !!!
- A czemu kojarzysz ten fakt ze mną ? - Nieco mnie to zdziwiło .
- Mój mąż , jest kierowcą w straży
pożarnej . - Roześmiała się gromko . A ja pomyślałem trzeba uważać co się
komuś aplikuje .
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















